Metody Datowania w Archeologii #1

Cytując Tolkiena, “opowieść ta, w miarę jak ją snułem, rozrosła się niemal w historię Wielkiej Wojny o Pierścień”. Otóż, chciałbym na tym kanale opowiadać nie tylko o tym co wiemy o archeologii prehistorycznej, ale też o tym skąd wiemy to co wiemy. Mam na przykład w planach film o egipskich piramidach. Po nim, być może, zmontowałbym coś o Sumerze i Babilonii, a potem jeszcze o pochodzeniu ludów indo-europejskich. W każdym z tych przypadków chciałbym zrobić wykład długości od 40 minut do godziny, poprzedzony porządnym riserczem.

Pomyślałem sobie więc, że zanim wezmę się za te tematy, warto abym najpierw zrobił video przynajmniej o jednej ważnej dziedzinie zbierania materiału dowodowego w archeologii, jaką jest datowanie. (I tu oczywiście bardzo mi przykro, że po polsku nie działa dowcip jak to dwoje archeologów idzie na randkę i to jest archeological dating). Usiadłem więc do pracy, zrobiłem listę metod datowania, poczytałem o każdej z nich, zacząłem robić plan filmu… I bardzo szybko okazało się, że w jednej godzinie nie zmieszczę nawet połowy tego, co chciałbym opowiedzieć. Nie dość, że o każdej z metod jest dość dużo do powiedzenia, to jeszcze różne metody łączą się w grupy o cechach wspólnych, jak na przykład datowanie radiologiczne, a inne z kolei pomagają sobie nawzajem jak dendrochronologia, która przydaje się do kalibracji datowania węglem C14.

Myślę więc, że dzisiaj omówimy sobie właśnie dendrochronologię, datowanie węglem C14, oraz dwie inne metody radiologiczne: uran-ołów i uran-tor. W następnym filmie będzie o chemicznych metodach datowania szczątków ludzkich i zwierzęcych, ceramiki, oraz być może uda mi się tam zmieścić również datowanie skał w sytuacjach gdy nie możemy liczyć na żadne radioaktywne izotopy, ale za to z pomocą przychodzą nam inne metody: datowanie magnetyczne, rehydrolaksja, luminescencja, electron spin resonance, oraz lichenometria, która wbrew nazwie nie polega na mierzeniu Lichenia, ale możecie być pewni, że skorzystam z tego dowcipu przynajmniej jeszcze raz.

Trzeci – i mam nadzieję ostatni z filmów o metodach datowania – będzie natomiast o wulkanach, oraz o metodach… nazwijmy to typologicznych i statystycznych, czyli o seracji, oraz o macierzy Harrisa. Na koniec postaram się powiedzieć parę słów o tym jak wszystkie te metody wiążą się ze sobą i wspierają się nawzajem.

Przy omawianiu każdej z tych metod postaram się odpowiedzieć na następujące pytania:

  • Co jest mierzone i dlaczego?
  • Jak jest mierzone?
  • Dla jakich materiałów i zakresu dat jest użyteczne?
  • Jakie są ograniczenia i możliwe błędy?

… oraz podać przynajmniej jeden konkretny przykład kiedy daną metodę zastosowano do wydatowania jakiegoś znaleziska. Czasami kolejność powyższych punktów może być inna, bo przede wszystkim zależy mi na płynności wykładu, ale postaram się zaznaczać na filmie, że to jest właśnie moment, gdy odhaczam jeden z nich.

Chciałbym też podkreślić, że nie jestem archeologiem. Profesjonalnie zajmuję się nauczaniem, ale nauczaniem programowania, więc wykorzystuję tutaj w pewnym stopniu swoje doświadczenie jeśli chodzi o dydaktykę i pracę ze źródłami, ale daleko mi do eksperta w dziedzinie datowania archeologicznego. Jeśli w moich filmach znajdziecie błędy, dajcie mi o nich znać. Chętnie zrobię odcinek z poprawkami. Z drugiej strony, wszystkie moje filmy są na licencji Creative Commons CC BY-SA 4.0 , więc jeżeli z jakiegoś powodu chciałbyś/chciałabyś wykorzystać je w swoich prezentacjach, lekcjach, lub w jakikolwiek inny sposób, be my guest. Ja sam korzystam z prac naukowych, więc głupio byłoby gdybym zabraniał innym korzystać z mojej.

Dendrochronologia

Lasy pokrywają 31% powierzchni lądów na Ziemi. Z tego około jedna trzecia to lasy pierwotne, czyli relatywnie niezagrożone działalnością człowieka, w tym wycinką drzew na dużą skalę. I co prawda bardzo się cieszę, że jest ich aż tyle, ale z archeologicznego punktu widzenia, takie lasy są dla nas mało interesujące.

Te, które nas interesują, to lasy na terenach, na których ludzie zamieszkiwali od tysięcy lat, wycinali drzewa, i wykorzystywali je do budowy. W historii ludzkości drewno, obok gliny i kamienia, stanowi jeden z trzech podstawowych materiałów budowlanych. Najstarszą strukturą budowlaną na świecie, jaką do tej pory odnaleziono, jest pochodząca sprzed 476 tysięcy lat drewniana kładka z Kalambo Falls w Zambii, wybudowana najwyraźniej jeszcze przez homo heidelbergensis, nie homo sapiens. Tej kładki nie dało się jednak wydatować dendrochronologicznie. Dlaczego? Zaraz do tego wrócę.

Dendrochronologia, czyli datowanie na podstawie liczenia słojów w pniach drzew, opiera się na obserwacji, że drzewa tego samego gatunku, rosnące w tym samym rejonie, a więc podlegające tym samym zjawiskom pogodowym i klimatycznym, rosnąc wytwarzają słoje tej samej grubości, nawet jeśli różnią się wiekiem. Słój drzewa składa się z dwóch warstw: jaśniejszej i grubszej, która powstaje w okresie wiosny gdy drzewo rośnie najszybciej, oraz ciemniejszej i węższej, powstałej w czasie lata, a czasami również wczesnej jesieni. Nowe słoje powstają tuż pod korą drzewa, najstarsze znajdują się w samym środku. Licząc je możemy bardzo precyzyjnie określić wiek drzewa, a jeśli mamy dostęp do przekroju drzewa starszego, już ściętego, którego czas życia nakłada się częściowo, z tym pierwszym, możemy dopasować słoje na podstawie ich grubości i określić, jak dawno temu to stare drzewo zostało ścięte. I znowu, jeśli trafimy na drzewo ścięte jeszcze wcześniej, które uda nam się na podstawie podobieństwa słojów dopasować do tego, którego wiek już znamy, możemy określić również jego wiek.

Co więcej, w przypadku drzew, które wciąż rosną, nie musimy ich ścinać, aby poznać ich przekrój. Wykorzystuje się w tym celu specjalny świder przyrostowy, pusty w środku. Należy go przyłożyć do drzewa na wysokości zazwyczaj ok. 1.3m i wwiercić się w drzewo aż do jego centrum. Po wyjęciu, uzyskujemy w ten sposób próbkę w postaci cienkiego walca. Otwór w drzewie należy następnie uszczelnić, a samą próbkę wypolerować, aby lepiej było widać poszczególne słoje.

Najdłuższa chronologia jaką udało się w ten sposób skonstruować pochodzi z Czech i sięga trochę ponad 12400 lat wstecz. Europa w ogóle jest świetnym miejsce do datowania dendrochronologicznego. Mamy wyraźne pory roku, co przekłada się na łatwo dostrzegalne słoje drzewne, rosną u nas powszechnie twarde gatunki drzew, takie jak dąb i wiąz, historycznie bardzo popularne w budownictwie i stolarce, a trzeci – obecnie najczęściej wykorzystywany gatunek jakim jest sosna – rośnie szybko i łatwo, tak więc chociaż w jej przypadku trzeba porównywać więcej drzew dla tej samej chronologii, nietrudno o znalezienie odpowiednich belek i słupów, albo czasem całych drzew. Innym ważnym źródłem materiału są też oczywiście drzewa, które obumarły naturalnie, a następnie zostały pokryte ziemią lub mułem rzecznym, co zapobiegło ich rozkładowi.

Nasi przodkowie używali drewna do budowy domów z bali drewnianych (09, dom kultury pucharów lejkowatych, animacja), ale również często korzystali z całych drzew, pozbawionych tylko kory, jako słupów stabilizujących budynek wertykalnie. Do tego z drewna budowało się palisady, mosty, okręty i łodzie, kładki, podłogi, drewnianymi belkami wykańczano studnie, drewniane słupy służyły do podtrzymywania stropu w domach zbudowanych z kamienia lub gliny, oraz jako pale dla chat stojących na terenach zalewowych lub po prostu na jeziorach i rzekach. Z drewna tworzono również meble i duże narzędzia gospodarskie, takie jak krosna czy tłocznie do oliwek. I nie tylko w Europie: najstarszy wciąż stojący drewniany dom na świecie znajduje się w Japonii i został wybudowany w 607 roku naszej ery. Drewno jest i było popularnym materiałem budowlanym w Chinach, Indiach, na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej w czasach prekolumbijskich, oraz na Nowej Zelandii przez Maorysów od ich przybycia na wyspę w XIV wieku naszej ery. Tu na ilustracji widzimy „pa”, maoryski fort na wzgórzu, otoczony palisadą.

Drewno z czasem ulega degradacji, siłą rzeczy więc dendrochronologia przydaje się najbardziej do precyzyjnego datowania znalezisk stosunkowo młodych, pochodzących z ostatniego tysiąclecia, dla których łatwo jest o zbudowanie chronologii z danego miejsca od czasów badanego obiektu po czasy współczesne. Najczęściej jest więc wykorzystywana do określania wieku starych budynków, ale też tą metodą udało się na przykład potwierdzić, że wrak statku znaleziony u wejścia do Portsmouth Harbor u południowych wybrzeży Anglii to faktycznie Mary Rose, flagowy okręt floty wojennej króla Henryka VIII, który zatonął podczas bitwy o Solent, pomiędzy Anglią a Francją, w 1545 roku. Innym ciekawym zastosowaniem dendrochronologii jest datowanie obrazów malowanych na drewnie. W ten sposób potwierdzono autentyczność portretu Marii, Królowej Szkotów, który wisi w National Portrait Gallery w Londynie.

Aby wyłącznie za pomocą dendrochronologii określić wiek starszych budowli potrzeba dużo szczęścia. Znalezisko musi pochodzić z miejsca, z którego mamy dużą ilość nakładających się na siebie próbek, dzięki którym możemy zbudować chronologię, do której następnie dopasowujemy nowe znalezisko. Dlatego właśnie pojedynczy drewniany obiekt z losowego miejsca na Ziemi, nawet dobrze zachowany, zazwyczaj nie może być datowany w ten sposób.

Ale słoje drewna dają nam dużo więcej informacji niż sam tylko wiek drzewa. Dzięki analizie składu drewna z drzewa, które umarło wieki temu, możemy dowiedzieć się wiele o klimacie jaki wtedy panował w danym miejscu, o wilgotności powietrza, średnich temperaturach, a także zbadać zawartość izotopu węgla C14, co pozwala nam datować znalezisko właśnie tą metodą. A jeżeli znamy już wiek drzewa dzięki datowaniu węglem C14, lub w jakiś inny sposób, możemy wykorzystać tę wiedzę, aby zbudować częściową chronologię: Jeśli np. wiemy na pewno, że dany przekrój odpowiada okresowi od 1200 do 1050 pne, a następnie znajdujemy belkę lub drzewo, którego przekrój zahacza o ten okres z jednej lub drugiej strony, możemy zbudować chronologię danej epoki w danym miejscu i dzięki niej datować kolejne znaleziska, mimo iż nie mamy pełnej wiedzy o sekwencji słojów drzewa od tych czasów aż po współczesne. Tą metodą udało się np. wydatować osadę neolityczną w Dispilio w północnej Grecji, zamieszkałą pomiędzy latami 5328 a 5140 pne, czyli… 7352 do 7164 lat temu. Tak, datowanie pochodzi z roku 2024 i jest tak precyzyjne, że nie wystarczy dodać po prostu 2000 lat. Musi to być konkretnie 2024.

Jeśli chcesz wiedzieć więcej i czytasz po czesku, kliknij tutaj.

Ograniczenia dendrochronologii

Jak już zdążyłem wspomnieć, aby wydatować znalezisko za pomocą dendrochronologii potrzebujemy zawczasu zbudować chronologię na podstawie nakładających się siebie przekrojów coraz to starszych (bądź młodszych) drzew. Muszą to być drzewa z tego samego rejonu, abyśmy mogli założyć, że rosły pod wpływem tych samych warunków klimatycznych i pogodowych, oraz muszą pochodzić z tego samego gatunku, co oznacza, że rosną z tą samą prędkością, lub musi istnieć przelicznik w postaci funkcji matematycznej, która pozwala nam na przełożenie grubości słojów jednego gatunku drzewa na drugie. Niektóre gatunki drzew, jak np. czeremcha amerykańska, rosną jednak zbyt chaotycznie, aby taki przelicznik był możliwy. Co więcej, liczenie słojów odbywa się przy założeniu, że jeden słój oznacza jeden rok, ale w przypadku anomalii pogodowych może dochodzić do zaburzeń – wyjątkowo zimne wiosna i lato mogą spowodować, że nowy słój nie wytworzy się, a nagły silny przymrozek może zatrzymać jego wzrost, utrudniając dopasowanie. Również obdzieranie żywego drzewa z kory, czy to przez jelenie, łosie i żubry, które czasem zjadają korę drzew, czy to przez ludzi, może doprowadzić do nietypowego przyrostu drzewa w danym roku. Z drugiej strony, obecność charakterystycznego słoju, powstałego w wyniku przymrozków, lub niezwykle chłodnej wiosny, może wręcz ułatwić dopasowanie, jeśli znajdziemy go na innych próbkach.

Datowanie radiowęglowe

Datowanie radiowęglowe, oparte na pomiarze proporcji pomiędzy niestabilnym izotopem węgla C14, a stabilnymi izotopami C12 i C13, które czasem w skrócie nazywamy datowaniem węglem C14, to bez wątpienia najpopularniejsza metoda datowania w archeologii – tak popularna że jako jedyna na trwałe przebiła się do świadomości zwykłych ludzi z internetu, w związku z czym na platformach społecznościowych można czasem natknąć się na oczekiwania, że metodą C14 zostanie wydatowane coś co absolutnie w ten sposób wydatowane być nie może, jak ceramika, lub kamienie. Inni z kolei twierdzą, że skoro czegoś nie da się czegoś wydatować za pomocą węgla C14, to nie da się tego wydatować w ogóle.

W roku 1939, dwóm chemikom z Berkeley – Samuelowi Rubenowi (1913-1943) i Martinowi Kamenowi (1913-2002) i udało się otrzymać izotop węgla C14 w laboratorium, oraz określić jego czas pół rozpadu. Wkrótce później Serge Korff (1906-1989), fizyk z Instytutu Franklina w Filadelfii, wyszedł z teorią jak C14 może powstawać naturalnie w atmosferze w wyniku działania promieniowania kosmicznego. A następnie kolejny chemik z Berkeley, Willard Libby (1908-1980), połączył kropki i w 1946 roku opublikował pracę naukową o tym jak izotop węgla C14 można wykorzystać do datowania szczątków organicznych w archeologii. Aby potwierdzić prawidłowe działanie wynalezionej przez siebie metody, Libby rozpoczął datowanie obiektów, których wiek został już zawczasu określony i nie budził wątpliwości, między innymi resztek organicznych znalezionych w piramidzie schodkowej Djosera, oraz czerwonej piramidzie Sneferu, dwóch z najstarszych znanych faraonów starożytnego Egiptu. Eksperymenty powiodły się, co doprowadziło do istnego wybuchu datowań radiowęglowych na świecie, a Libby za swoje odkrycie dostał nagrodę Nobla w roku 1960.

Promieniowanie kosmiczne, które dociera do Ziemi, to głównie protony, oraz cząstki alfa, czyli jądra helu – dwa protony i dwa neutrony. W wyniku ich zderzeń z atomami gazów ziemskiej atmosfery od czasu do czasu z jądra atomowego uwalnia się neutron, a gdy z kolei ten neutron uderzy w jądro azotu – najpopularniejszego pierwiastka w ziemskiej atmosferze – może wytrącić z niego jeden z protonów i zająć jego miejsce. Jądro azotu składa się z siedmiu protonów i siedmiu neutronów. W sumie 14. Dlatego stabilny izotop azotu nazywamy N14. Jeżeli jednak jeden z protonów zostanie zastąpiony neutronem, azot zamieni się w węgiel, pierwiastek o 6 protonach. Tylko że nie będzie to stabilny izotop węgla składający się z 6 protonów i 6 neutronów, a więc C12, tylko jego niestabilny izotop, C14.

Węgiel w atmosferze Ziemi znajduje się przede wszystkim w postaci dwutlenku węgla (0.063%) jak również w śladowych ilościach w postaci metanu (0.000099%). Z tego 98.9% to stabilny izotop C12, kolejne 1.06% to również stabilny C13, a ostatnie 0.04% to głównie właśnie nasz kochany C14, oraz bardzo bardzo niewielkie ilości innych izotopów, które rozpadają się bardzo szybko. i nie są dla nas w ogóle interesujące. W praktyce C14 zachowuje się dokładnie tak jak dwa stabilne izotopy. Jest pobierany z powietrza przez rośliny i bierze udział w procesie fotosyntezy. Zwierzęta i ludzie zjadają rośliny, zwierzęta i ludzie zjadają również inne zwierzęta, oraz zdarza się, że innych ludzi. To co zjemy podlega wykorzystaniu przez organizm do budowy tkanek lub do wytwarzania energii, a następnie jest wydalane wraz z oddechem, lub drugim końcem układu pokarmowego i w ten sposób ponownie trafia do środowiska i służy jako pożywienie dla roślin i zwierząt… i tak to się kręci. Cała żywa natura na Ziemi uczestniczy w procesie wymiany węgla, w tym wymiany izotopu węgla C14. Oczywiście, jak wiemy, C14 z czasem rozpada się, i w tym jego cały urok, ale też cały czas w górnych warstwach atmosfery powstają jego nowe atomy, w związku z czym poziom zawartości węgla C14 w tkankach żywych roślin i zwierząt, w tym ludzi, pozostaje taki sam. Albo prawie taki sam – o tym jeszcze powiemy.

Gdy umieramy, kończy się nasz udział w tym procesie wymiany. To znaczy, C14 w naszych szczątkach wciąż się rozpada, ale przestajemy oddychać i jeść, a więc przestajemy uzupełniać jego braki. Większość, a bardzo często wręcz całe nasze martwe ciało zostaje szybko rozłożona przez bakterie, zjedzona przez robaki i włączona ponownie do wielkiego koła życia, ale czasem zdarza się, że nasze szczątki trafią w miejsce dogodne dla ich konserwacji i mogą tam przetrwać setki, a nawet tysiące lat. Gdy takie szczątki po latach zostaną wykopane i trafią do laboratorium, naukowcy będą w stanie zmierzyć ile niestabilnego izotopu węgla C14 rozpadło się z powrotem do stabilnego C12 i na tej podstawie określić, jak dawno temu kopnęliśmy w kalendarz.

Atom węgla C14 ulega rozpadowi beta minus, być może dość nieintuicyjnemu dla laika, ponieważ efektem tego rozpadu jest antyneutrino, elektron, oraz ponownie atom azotu, który jest przecież od węgla większy o jeden proton. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy dokładnie konkretny atom C14 ulegnie takiemu rozpadowi, ale możemy opisać rozkład prawdopodobieństwa kiedy to się stanie, a co za tym idzie jesteśmy w stanie wyliczyć czas połowicznego rozpadu, który wynosi 5730 plus/minus 40 lat. Czas połowicznego rozpadu jest to czas po którym połowa danej ilości atomów izotopu C14 zniknie z próbki. I odwrotnie: jeśli mamy próbkę szczątków organicznych i w badaniu okazuje się, że w zawartym w niej węglu jest tylko połowa atomów C14 w porównaniu z taką samą ilością węgla obecnie w ekosystemie, oznacza to, że próbka pochodzi od organizmu, który umarł pomiędzy 5690 a 5770 lat temu. I dalej, jeśli atomów C14 będzie tylko jedna czwarta, a więc połowa połowy, to oznacza, że próbka jest jeszcze dwa razy starsza i pochodzi od organizmu, który umarł 11380 do 11540 lat temu. Jedna ósma atomów izotopu C14 w porównaniu ze stanem bazowym oznacza wiek od 17070 do 17310, i tak dalej. Obecnie dokładność aparatury pomiarowej pozwala nam na wiarygodne datowanie sięgające ok. 50 tysięcy lat w przeszłość. W próbkach starszych liczba atomów C14 jest już tak mała, że nie jesteśmy w stanie ich dokładnie policzyć, a każdy przeoczony atom powiększa błąd pomiaru.

Oryginalnym sposobem pomiaru zawartości węgla C14 w próbce było spalenie jej, utytłanie metalowego walca w zebranym sadzy, a następnie wsadzenie tego walca do specjalnie przygotowanego licznika Geigera, który rejestrował promieniotwórczość materiału nie tylko z jednej strony, ale ze wszystkich. Dzięki temu po określonym czasie można było porównać wynik z wynikiem uzyskanym dla tej samej ilości sadzy ze spalonego współczesnego materiału i na tej postawie oszacować o ile mnie był C14 w testowanej próbce.

Współcześnie stosowana metoda jest dużo bardziej precyzyjna i wymaga o wiele mniejszej próbki, co zawsze cieszy archeologów, którzy preferują nieinwazyjne, lub przynajmniej mało inwazyjne metody datowania. Nosi nazwę AMS – Accelerator Mass Spectrometry. Wymaga zaledwie od 20mg do 0.2mg materiału. Taką próbkę spala się w obecności tlenu, aby uzyskać dwutlenek węgla, który następnie wyłapuje się i zamienia w grafit, czyli stałą, sproszkowaną formę węgla. Atomy węgla są rozpędzane w akceleratorze, a następnie przelatują przez urządzenie, które jonizuje je, czyli odbiera każdemu z nich jeden elektron. To powoduje, że zaczynają oddziaływać magnetycznie i gdy następnie przelatują obok elektromagnesu tor ich lotu odchyla się w jego stronę. Atomy węgla C12 są lżejsze od C13 o jeden neutron, a te z kolei są lżejsze o jeden neutron od C14. W związku z tym zmianę toru lotu atomów C14 jest mniejsza iż pozostałych. Możemy je zarejestrować i porównać z pozostałymi.

Ograniczenia

Wszystko to byłoby naprawdę prostym i precyzyjnym sposobem określania wieku szczątków organicznych w archeologii gdyby n ie jeden drobny szczegół: Proporcja izotopu węgla C14 do C12 i C13 na Ziemi nie jest stała. Wpływają na nią między zarówno naturalne czynniki, jak i te indukowane przez człowieka. Do naturalnych należą:

  • Zmiany pola magnetycznego Ziemi.

Pole magnetyczne Ziemi odbija większość promieniowania kosmicznego, jakie dociera do Ziemi. Jego fluktuacje wpływają więc na to jak wiele węgla C14 powstaje w atmosferze. Zmiany są zarówno globalne, związane z regularnym spadkiem i wzrostem siły pola magnetycznego, jak i mają charakter regionalny. Do tych ostatnich wrócimy w jednym z kolejnych rozdziałów.

  • Zmiany aktywności Słońca (Miyake events).

Z drugiej strony na powstawanie węgla C14 w atmosferze ma oczywiście wpływ natężenie promieniowania kosmicznego, które również nie jest jednorodne. Za zmianami mogą kryć się między innymi wybuchy supernowych, oraz rozbłyski słoneczne. Zwłaszcza kilka największych rozbłysków w znanej historii zostawiło swój ślad w postaci wyraźnie wyższej niż średnia proporcji izotopu węgla C14. Nazywamy je zdarzeniami Miyake od nazwiska ich odkrywcy. Takie zdarzenia miały miejsce od 12350pne, 7176pne, 5259pne, 664pne, oraz 774 i 993ne. I akurat w ich przypadku, mimo iż zaburzyły one możliwość datowania znalezisk metodą węgla C14, właśnie sam fakt iż wiemy kiedy wystąpiły pozwala nam bardzo precyzyjnie określić wiek szczątków, w których poziom C14 odpowiada danemu zdarzeniu Miyake.

  • Wulkany

Z kolei wybuchy wulkanów potrafią wyrzucić w atmosferę duże ilości dwutlenku węgla, który nie zawiera w ogóle izotopu C14. Taki dwutlenek węgla nie jest pochodzenia organicznego, wędruje wraz z magmą z płaszcza Ziemi w górę i nigdy nie miał styczności z promieniowaniem kosmicznym. Nagły potężny wybuch wulkanu może więc czasowo zwiększyć poziom stabilnych izotopów węgla C12 i C13 w atmosferze i w ten sposób zaburzyć datowanie. Z drugiej strony, wybuchy wulkanów pozwalają nam na bardzo precyzyjne datowanie znalezisk w inny sposób – wrócimy do tego za jakieś dwa filmy.

  • Nisze ekologiczne i geologiczne

Ponieważ węgiel C14 powstaje przede wszystkim w górnych warstwach atmosfery i stamtąd trafia do ekosystemu, w pewnych odizolowanych miejscach na Ziemi, do których trudniej jest mu się przedostać, średni poziom C14 w materiałach organicznych będzie niższy niż ten zmierzony w zwyczajnych warunkach, a więc też pochodzące z takiej niszy ekologicznej szczątki będą zdawać się starsze niż naprawdę są. Takimi niszami są na przykład głębiny morskie oraz kompleksy jaskiń. Ale uwaga: jeśli głęboko w jaskini znajdziemy szczątki człowieka i wydatujemy je za pomocą węgla C14, nie oznacza to, że wynik będzie błędny. Ten człowiek na pewno nie przeżył całego swojego życia w miejscu, w którym go znaleźliśmy i nie żywił się roślinami i zwierzętami, które również żyły wyłącznie tam. On tam po prostu dotarł z powierzchni, albo o własnych siłach, albo został przyniesiony po śmierci i pochowany. Proporcje izotopu węgla C14 do stabilnych izotopów C12 i C13 w jego szczątkach będą więc odpowiadać proporcjom znanym z powierzchni Ziemi. Problem pojawia się gdy przeprowadzamy datowanie na podstawie znalezionych przedmiotów, które mogły zostać wyłowione lub znalezione głęboko w jaskini, a następnie trafiły do domu lub grobu, który odkryliśmy.

Z drugiej strony, obecność naturalnie występujących na Ziemi materiałów radioaktywnych może zwiększać poziom węgla C14 w znajdowanych szczątkach. Należy brać na to poprawkę jeżeli próbka pochodzi z miejsca o podwyższonej radioaktywności, np. z okolic kopalni uranu, lub z miejsc takich jak Ramsar w Iranie, na wybrzeżu Morza Kaspijskiego, gdzie gorące źródła wypłukują ze skał cząsteczki radu i unoszą je z głębszych warstw skorupy ziemskiej ku powierzchni.

Na zmiany w ilości węgla C14 na Ziemi ma również wpływ działalność człowieka, przede wszystkich korzystanie z paliw kopalnych oraz wybuchy atomowe.

  • Paliwa kopalne

Podobnie jak w przypadku dwutlenku węgla pochodzącego z wulkanów, ten powstały w wyniku spalania węgla kopalnego oraz ropy naftowej również nie zawiera izotopu C14. Węgiel kopalny oraz ropa naftowa są pochodzenia organicznego, ale powstały tak dawno temu – od 350 milionów lat temu w przypadku większości złóż węgla do 66 milionów lat temu w przypadku najmłodszych złóż ropy – że cały zawarty w nich oryginalnie węgiel C14 zdążył się już rozłożyć. Począwszy od XIX wieku ciągłe i ciągle powiększające się wykorzystanie paliw kopalnych doprowadziło do wzrostu zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, a co za tym idzie spadku proporcji C14 do stabilnych izotopów w całym ekosystemie.

  • Próby jądrowe

16 lipca 1945 Amerykanie przeprowadzili pierwszą próbę jądrową, w Nowym Meksyku. 6 sierpnia zrzucili bombę na Hiroshimę, 9 sierpnia na Nagasaki, a następnie, już po wojnie, USA, Związek Radziecki, Francja, Wielka Brytania, Chiny, Indie, Pakistan i ostatnio Korea Północna doprowadziły do wybuchów nuklearnych w ramach testów broni atomowej. Najwięcej testów przeprowadzono w latach 1950tych oraz na początku lat 60tych. Było ich tak dużo, że doprowadziły do tymczasowego wzrostu poziomu C14 w atmosferze. W 1963 roku układ o częściowym zakazie prób broni nuklearnej między USA, ZSRR i Wielką Brytanią, doprowadził do zakończenia prób ponad powierzchnią Ziemi i od tego czasu proporcje C14 powoli wracają do normy. Oczywiście, nie ma to wpływu na datowanie węglem C14 w archeologii, bo dotyczy tylko najnowszej historii, ale możecie wyobrazić sobie ból głowy archeologów za kilkaset lat, gdy będą musieli brać poprawki nie tylko na zużycie paliw kopalnych, ale i na próby jądrowe.

Efekt starego drewna

Istnieje jeszcze jeden problem, niezwiązany z fluktuacjami C14 i w gruncie rzeczy dość trywialny, gdy o nim pomyśleć. W naszej kulturze często wyrzucamy zepsute lub stare rzeczy i zastępujemy je nowymi. Jeszcze sto lat temu byłoby do nie do pomyślenia dla zdecydowanej większości naszych przodków. Przedmioty użytku codziennego, ubrania, broń, zabawki, i meble przechodziły z ojca na syna, z matki na córkę. Zepsute przedmioty naprawiano. Te, których nie dało się już naprawić, próbowano wykorzystywać w innych celach. Podobnie było nawet z budynkami. Dom, lub mur, który zawalił się ze starości, lub po prostu przestał pełnić swoją funkcję, zostawał źródłem materiału budowlanego dla nowych domów. W 2018 roku jechałem na rowerze przez Wielką Brytanię. Dotarłem do Muru Hadriana w okolicach Brampton i stamtąd pojechałem kawałek na wschód, do klasztoru Lanercost. W jego pobliżu Mur Hadriana jest wysoki zaledwie na kilka kamieni – między innymi właśnie dlatego, że brakujące kamienie zostały użyte do budowy klasztoru. Podobnie ma się sprawa na przykład z rzymskim Koloseum, które swego czasu zostało częściowo rozebrane, aby zbudować Bazylikę św. Piotra w Watykanie.

W budowlach kamiennych oczywiście również wykorzystywano się drewno: belki na krokwie, filary, słupy, podłogi, drzwi i framugi, jak również do budowy stelaży i narzędzi, których resztki odnajdujemy czasem w fundamentach starych budynków. Wydawałoby się, że datowanie węglem C14 to w takich wypadkach krótka piłka: tego drewna używano do budowy tego budynku, datowanie C14 pozwoli nam określić wiek drewna, a więc sam budynek zapewne powstał niedługo później, prawda? No więc niekoniecznie. Owszem, drewno zapewne będzie starsze niż budynek – o ile wykluczymy możliwość, że do danego miejsca ktoś mógł dostać się później niż w czasie budowy i zostawić tu dany drewniany przedmiot. Ale niekoniecznie wiek drewna i wiek budynku muszą być sobie bliskie. Taki drewninany przedmiot mógł być wcześniej częścią innej konstrukcji, która nie była już potrzebna, a więc ją rozebrano i jej fragmenty użyto ponownie.

W przeszłości ten problem doprowadził między inymi do błędnego datowania piramid – ale nie, nie błędnego o 10 tysięcy lat, tylko o 500-700. I do tego w drugą stronę. Fragment drzewa cedarowego, znaleziony w piramidzie Cheopsa w 1872 roku przez angielskiego inżyniera Waynmana Dixona, został wydatowany na 3341–3094pne. Wiele innych źródeł nie pozostawia jednak wątpliwości, że piramida Cheopsa została wybudowana ok. roku 2600pne, a kawałek drewna znaleziony przez Dixona prawdopobnie był częścią narzędzia lub konstrukcji, zapewne nawet więcej więcej niż jednej, która przez kilkaset lat była przewożona z miejsca na miejsce, zmieniała kształt i przeznaczenie, lecz wciąż przynajmniej jakaś jej część pozostawała oryginalna.

Dlatego przy datowaniu węglem C14, jak również w przypadku innych metod, ważne jest pobieranie wielu próbek, porównywanie ich ze sobą, a jeśli znajdziemy wyniki, które nie pasują do większości, należy się nim bardzo dokładnie przyjrzeć.

Piramidy: https://www.youtube.com/watch?v=B80QPGNkzkg

Kalibracja

Wróćmy jednak do kwestii fluktuacji izotopu węgla C14 w ekosystemie. Aby określić wiek znaleziska za pomocą datowania węglem C14 musimy nie tylko znać dokładnie proporcję izotopu C14 w próbce do stabilnych izotopów węgla i na tej podstawie wyliczyć tzw. wiek radiowęglowy – czyli taki, na jaki datowalibyśmy próbkę w idealnych warunkach – ale też potrzebujemy tzw. krzywej kalibracyjnej, która pozwoli nam przeliczyć wiek radiowęglowy na wiek rzeczywisty, biorąc pod uwagę wahania w proporcji C14 do stabilnych izotopów węgla w środowisku. Taką krzywą możemy przedstawić na wykresie. Oś pozioma przedstawia rzeczywistą liczbę lat i biegnie w przeszłość, a więc zero to chwila obecna – czy też, precyzyjnie, rok w którym powstał dany wykres. Oś pionowa to wiek radiowęglowy, obliczony na podstawie proporcji izotopu węgla C14 w próbce. Bladoniebieska linia, która idzie dokładnie po przekątnej, pokazuje nam jak wyglądałoby przeliczenie lat radiowęglowych na lata rzeczywiste w idealnym świecie, czyli jeden do jednego. Mamy próbkę datowaną na 10000 lat radiowęglowych, przykładamy ją do osi poziomej, jedziemy w prawo do przekątnej, a następnie w dół do osi poziomej, i odczytujemy wiek rzeczywisty: czyli dokładnie 10000 lat temu.

Tak jednak nie jest. Prawdziwa krzywa kalibracyjna, ta ciemniejsza niebieska linia, znajduje się odrobinę nad przekątną dla młodych znalezisk, a potem schodzi pod nią, co oznacza, że dla danego wieku radiologicznego rzeczywisty wiek młodego znaleziska będzie mniejszy, a więc znalezisko będzie młodsze, niż by to wynikało z datowania, a dla starszych znalezisk rzeczywisty wiek będzie jeszcze większy. Szczątki, które wydatowaliśmy na 10 tys. lat radiologicznych, na naszym przykładzie będą tak naprawdę pochodzić sprzed ok. 11 tys. lat.

Proces budowania krzywej kalibracyjnej nazywamy, surprise surprise, kalibracją. Polega na zidentyfikowaniu próbek, o których dokładnym wieku wiemy z innych źródeł. Dzięki nim, po obliczeniu ich wieku radiologicznego, możemy określić kształt krzywej kalibracyjnej w okolicy wieku danej próbki. Takimi obiektami, o których wieku wiemy i z których możemy pobrać próbki radiologiczne, są często właśnie kawałki starego drewna, wydatowane za pomocą dendrochronologii. W gruncie rzeczy, pierwsza w historii krzywa kalibracyjna została wyliczona w 1967 roku właśnie na podstawie próbek pochodzących z długowiecznych sosen. Obecnie do wykreślania krzywych kalibracyjnych, oprócz datowanego dendrochronologicznie drewna, używa się warstw osadowych, powstających na dnie płytkich jezior – tak zwanych warw – datowania stalagmitów i stalaktytów za pomocą metod radiologicznych na bazie uranu, czy też przyrostu koralowców. Wszystkie te metody wykorzystują fakt, iż powoli powstające warstwy materiału możemy albo policzyć od jakiegoś znanego nam momentu, albo też wydatować kolejne warstwy niezależną metodą, jak właśnie uran-tor, ale też w tych samych warstwach możemy znaleźć ślady dawnej roślinności, lub innych szczątków organicznych.

Zbiory krzywych kalibracyjnych noszą nazwę IntCal, od “International Calibration”. Mamy osobne krzywe dla obu półkul Ziemi, ponieważ o ile Ziemia obraca się wokół własnej osi, więc promieniowanie kosmiczne docierające do nas prostopadle do osi obrotu rozkłada się równomiernie, tak promieniowanie docierające do Ziemi od strony północnej – z braku lepszego określenia – wykazuje fluktuacje różne od tego, które dociera do nas od strony południowej. Istnieją też osobne krzywe kalibracyjne dla próbek pochodzących z dna oceanicznego, gdzie stężenie C14 jest mniejsze niż w atmosferze.

Błędy archeologów (statystyczne)

Okej. Czyli po prostu pobieramy próbki węgla ze znaleziska, obliczamy stosunek izotopu C14 do stabilnych izotopów C12 i C13, na tej podstawie obliczamy wiek radiologiczny, a następnie przykładamy linijkę do odpowiedniego wykresu IntCal, jedziemy w prawo, a potem w dół, i w ten sposób otrzymujemy faktyczny wiek, tak?

Nie do końca.

Trigger warning, następne kilka minut filmu będzie zawierało dużo matematyki.

Każdy pomiar próbki obarczony jest błędem. Nie jest to co prawda błąd w rodzaju “ archeologowie nic nie wiedzo, tylko Erich von Daniken i Graham Hancock znajo prawde ale so uciszani”, tylko nudny, zupełnie normalny błąd pomiaru, wynikający z faktu iż archeologia to nauka o świecie, a w prawdziwym świecie każdy pomiar jest do pewnego stopnia nieprecyzyjny. Problemy zaczynają się już na etapie samego poboru próbki, która może być zanieczyszczona materiałem pochodzącym z innych czasów, na przykład obecnych – ale to akurat łatwo odfiltrować – ale też miejsce pobrania próbki ze znaleziska może z wielu powodów wykazywać stosunek C14 do C12 i C13 odrobinę inny od średniego. Na pomiar może też wpłynąć błąd aparatury, albo nawet warunki w jakich przechowywano i transportowano próbki.

Swoją drogą, cała ta kwestia precyzji pomiarów, oraz wyliczania średniej i błędów nie tyczy się tylko datowania metodą węgla C14. Wszystkie chemiczne i radiologiczne metody datowania, oraz wiele innych, również muszą brać pod uwagę błąd pomiaru.

Załóżmy, że mamy znalezisko, które można datować za pomocą izotopu węgla C14. Pobieramy 10 próbek, przepuszczamy je przez akcelerator i otrzymujemy następujące wyniki, liczone w latach radiologicznych, posortowane od najmniejszej do największej wartości.

Dla ułatwienia przyjmijmy, że wszystkie one układają się akurat tak, że średnia wynosi 10000 lat radiologicznych. Ale to jeszcze nie oznacza, że sam obiekt jest właśnie tego wieku, choć jest to dobra wskazówka. Oprócz średniej musimy bowiem ustalić jeszcze odchylenie standardowe, czyli mówiąc bardziej potocznie, margines błędu. Ta liczba, podawana obok średniej, mówi nam na ile jesteśmy pewni obliczonego wieku znaleziska.

Próbki radiologiczne nie rozkładają się liniowo wokół średniej wartości, ale raczej zgodnie z tzw. rozkładem normalnym, czyli większość próbek powinna dać nam wynik zbliżony do średniej, a próbek o wyniku bardziej odległym powinno być coraz i coraz mniej. Jedno odchylenie standardowe, oznaczone grecką małą literą “σ” (sigma), to wartość, którą jeśli z jednej strony odjąć, a z drugiej dodać do średniej, to dostaniemy zakres od-do, w którym powinno znajdować się 68,27% próbek – a to uznajemy za już wystarczającą dokładność. Jeśli jednak chcemy być jeszcze bardziej pewni, możemy użyć dwóch odchyleń standardowych, czyli “2σ”. W tak powiększonym zakresie od-do znajdzie się już 95,45% próbek. Wprawdzie wciąż to oznacza, że być może prawdziwy rezultat będzie miała próbka wychodzącą poza ten zakres, ale prawdopodobieństwo tego jest bardzo małe i jeśli faktycznie tak by się zdarzyło, należałoby znaleźć również wyjaśnienie, dlaczego tak wiele innych próbek było błędnych. O ile więc nie mamy powodów, by podważać całej procedury datowania, możemy być w miarę pewni, iż faktyczny wiek radiologiczny znaleziska znajduje się gdzieś w przedziale jednego lub dwóch odchyleń standardowych od średniej.

A jak oblicza się odchylenie standardowe? Bierzemy średnią, czyli w naszym przykładzie będzie to 10000 lat, następnie dla każdej próbki obliczamy różnicę pomiędzy jej rezultatem a średnią, podnosimy tę różnicę do kwadratu, wyciągamy średnią z tych liczb, a w końcu z tej średniej wyciągamy pierwiastek kwadratowy.

W naszym przykładzie odchylenie standardowe liczy więc 49.84 lat. Nasze znalezisko możemy teraz oznaczyć jako datowane na 10000 lat radiologicznych +/- 49.84, lub dla ułatwienia, na od 9950.16 do 10049.84 lat radiologicznych. Trzy z naszych próbek znalazły się poza pierwszym odchyleniem standardowym, w tym dwie poza dwoma pierwszymi.

Ale to jeszcze nie koniec. Krzywa kalibracyjna również ma swoje odchylenie standardowe – innymi słowy, nie jesteśmy całkowicie pewni jak przeliczać lata radiologiczne na faktyczny wiek znaleziska. Robimy to z pewnym dużym, ale jednak nie stuprocentowym prawdopodobieństwem. Krzywe IntCal publikowane są razem z odchyleniem standardowym dla każdego punktu na krzywej. To odchylenie standardowe utrzymuje się w granicach 10-20 lat dla ostatnich 5000 lat, potem rośnie do 20-30 lat dla kolejnych 10000, a potem stopniowo coraz bardziej, wciąż jednak pozostając stosunkowo małe. Wyobraźcie sobie: mamy znalezisko pochodzące sprzed ok. 10 tys lat i potrafimy oszacować jego wiek z dokładnością do +/- 20 lat.

Musimy więc wziąć średnią oraz odchylenie standardowe wieku radiologicznego naszego znaleziska i znaleźć na krzywej IntCal nie tylko wiek faktyczny dla tej średniej, ale również odchylenie standardowe dla tego wieku faktycznego, czyli informację, jak bardzo pewni jesteśmy, że nasze przeliczenie będzie prawidłowe. Wzór na złożenie dwóch odchyleń standardowych to pierwiastek z sumy ich kwadratów.

W naszym przykładzie, krzywa kalibracyjna IntCal20 dla półkuli północnej pozwala nam policzyć, że średnia 10 tys lat wieku radiologicznego to niecałe 11400 lat temu. Odchylenie standardowe krzywej kalibracyjnej w tym miejscu to 23 lata, a więc nasze łączne odchylenie standardowe to pierwiastek z sumy kwadratu 49.84 i kwadratu 23, czyli 54.89. A więc nasze znalezisko ma 11400 lat +/- 54.89. Uff.

Czasem niestety – rzadko, ale jednak – nawet takie wyliczenia nie są wystarczające. Fakt iż w historii występowały okresy gdy do powierzchni Ziemi docierało więcej promieniowania kosmicznego niż zwykle (te wspomniane już przeze mnie Miyake events na przykład) powoduje, że w niektórych miejscach na krzywej kalibracyjnej mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją. Idziemy wzdłuż niej, a więc cofamy się w czasie, a krzywa opada, zamiast się wznosić. No bo, jeśli tak jak zazwyczaj wznosi się, tylko trochę wolniej lub szybciej niż jeden rok faktyczny na jeden rok radiologiczny, to okej, to jeszcze można zrozumieć, ale jak to opada? Powodem tego jest właśnie niezwykle silne w danym okresie promieniowanie kosmiczne, którego efektem jest zwiększenie się proporcji izotopu C14, co w zapisie kopalnym widzimy w postaci zaburzenia wyniku datowania. Próbka A, o której skądinąd wiemy, że na pewno jest starsza od próbki B, może zawierać więcej od niej C14, a więc wydawać się młodsza. Krzywa kalibracyjna w takich sytuacjach zaczyna tworzyć fale. I jeśli te fale przetniemy średnią oraz odchyleniem standardowym naszej próbki, uzyskamy nie jeden lecz kilka wyników.

Zdarza się to jednak rzadko i tylko gdy naprawdę już dokręcamy śrubę i staramy się uzyskać jak najbardziej precyzyjne wyniki datowania. Tu na wykresie widzimy taką sytuację dla okolic roku 825ne. Próbka datowana na coś pomiędzy 1260 a 1280 lat radiologicznych daje nam trzy różne zakresy od-do lat faktycznych. Wszystkie te wyniki są jednak gdzieś pomiędzy latami 800 a 850ne. Nie ma mowy, aby błąd był dużo większy.

Innym okresem, gdy datowanie C14 trochę nam szaleje, jest epoka żelaza, między 1200 a 1400 lat pne, zwłaszcza w Anatolii. Pogadamy o niej w następnym filmie, ponieważ w jej przypadku ten sam fenomen, który utrudnia nam datowanie węglem, umożliwia nam precyzyjne datowanie inną metodą.

Na razie chciałbym jednak pozostać przy datowaniu radiologicznym i opowiedzieć o uranie, ołowiu i torze.

Datowanie uran-ołów i uran-tor

Jedną z najstarszych metod datowania radiologicznego jest porównywanie zawartości uranu i ołowiu w kryształach cyrkonu. Kryształy cyrkonu są z reguły bardzo małe – mają ok 0.1 do 0.3 mm średnicy. Występują powszechnie w skałach magmowych i osadowych i składają się głównie z krzemianu cyrkonu, ale również z niewielkich domieszek innych pierwiastków, w tym uranu. Co ciekawe, proces formowania się kryształów cyrkonu wyklucza obecność ołowiu – innymi słowy, nowo powstały kryształ cyrkonu na pewno nie będzie zawierał ołowiu. Ale taki, który ma co najmniej kilka milionów lat już tak.

Najpopularniejszym izotopem uranu jest U238, stanowiący ok. 99,3% uranu w każdej próbce. Pozostałe 0,7% to głównie U235 oraz w bardzo małych ilościach (0.0055%) U234. W przeciwieństwie do węgla i ołowiu, każdy izotop uranu ulega rozpadowi radioaktywnemu, z tym że w przypadku U238 okres półrozpadu to 4,47 miliarda lat, a więc mniej-więcej tyle, co wiek Ziemi. Po tym czasie U238 rozpada się w kilku szybko po sobie następujących reakcjach promieniotwórczych na U234, ten z kolei po 245 tysiącach lat na Th230, ten po 75 tysiącach lat na Ra226, a wtedy następuje łańcuch stosunkowo szybkich reakcji, które prowadzą do powstania stabilnego ołowiu 206. U235 podlega trochę innemu łancuchowi rozpadu, który ostatecznie prowadzi do izotopu ołowiu Pb207 – i w tym przypadku totalny okres półrozpadu to 710 milionów lat, a więc również dla archeologii jest zdecydowanie zbyt długi – dobrze nadaje się do za to do datowania zawierających kryształy cyrkonu skał w geologii i paleontologii.

Dla naszych zainteresowań lepszy jest inny proces, który jednakże bazuje na podobnej zasadzie. Kryształy cyrkonu można datować metodą uran-ołów, ponieważ w trakcie powstawania wypychając na zewnątrz atomy ołowiu, a więc cały ołów, jaki w nich znajdziemy pochodzi z rozpadu uranu. Bardziej użyteczna dla nas metoda datowania uran-tor bazuje na fakcie, iż uran rozpuszcza się w wodzie, podczas gdy tor nie. A więc wszystkie skały, które powstały w wyniku osadzania się niesionych przez wodę minerałów, takie jak wapienne stalaktyty, stalagmity, warstwy ścian jaskini, skalne dno strumieni, czy nawet skamieniałe kości, zawierają śladowe ilości uranu, oraz toru, ale tylko toru, który powstał w wyniku rozpadu uranu. (Aha, i jeszcze rafy koralowe, które oczywiście powstają w inny sposób, ale siłą rzeczy minerały, z których są złożone, są pobierane przez koralowce z wody morskiej).

W tej metodzie porównuje się stosunek nietrwałego izotopu U234 o czasie połowicznego rozpadu w okolicach 245500 lat (a więc trochę mniej niż na grafice) oraz powstałego w wyniku tego rozpadu Th230. I tu jest haczyk: Th230 nie jest stabilnym izotopem – jak wspomniałem, jego czas połowicznego rozpadu to 75 tysięcy lat. Z drugiej strony U234 jest efektem rozpadu U238, a więc również to nie jest tak, że jego zawartość w skale jedynie maleje z czasem. Albo inaczej, maleje, ale nie tak bardzo jak mogłaby, gdyby w skale nie było U238, który cały czas powoli rozpada się na U234.

Co więcej, U234 rozpuszcza się w wodzie dużo lepiej niż U238, czyili o ile w oryginalnej skale jego zawartość jest śladowa, w stalagmitach i stalaktytach, zwłaszcza w tych młodszych, może być go nawet więcej niż U238.

A więc, to co musimy zrobić to porównać nie tylko zawartość uranu 234 do toru 230, ale to jak ma się relacja uranu 238 z uranem 234 do relacji uranu 234 z torem 230. Ale po kolei.

  1. Wyobraźmy sobie sytuację gdy mamy w skale uran 238 i 234, powiedzmy że w proporcjach 60/40. I załóżmy, że uran 238 rozpada się na uran 234, ale dalszy rozpad promieniotwórczy już nie zachodzi. Z czasem więc zawartość U238 będzie spadać, a U234 będzie rosnąć, tak jak na załączonej infografice.
  2. Podobnie, gdybyśmy zaczęli od skały, w której jest wyłącznie uran 234, który rozpada się na tor 230, a dalej tor 230 już się nie rozpada, ten wykres wyglądałby podobnie. Różny byłby tylko czas półrozpadu oraz fakt iż w skale osadowej na początku w ogóle nie ma toru, a więc zaczynamy od 100% zawartości uranu.
  3. Spróbujmy nałożyć te dwa wykresy na siebie. Uran 238 pozostaje bez zmian – jego zawartość w skale stopniowo maleje, tak samo jak na pierwszym wykresie. Zawartość uranu 234 również spada, ponieważ uran 234 stopniowo rozpada się na tor 230, z tym że spada wolniej nniż mogłaby, ponieważ w tym samym czasie część atomów uranu 238 zamienia się w atomy uranu 234. Co więcej mamy trzecią linię, linię toru 230. Tutaj również musimy wprowadzić modyfikację, ponieważ tor 230 również rozpada się dalej na rad, czyli linia toru 230 będzie rosła, ale wolniej niż na poprzednim wykresie. Zawartość radu w próbce już nas nie interesuje, ponieważ rad, podobnie jak uran, rozpuszcza się w wodzie, a więc mógł trafić do próbki z innych źródeł, nie tylko w wyniku rozpadu promieniotwórczego.
  4. Obszar pomiędzy górną a środkową linią mówi nam jak w czasie zmienia się stosunek uranu 238 do uranu 234. Obszar pomiędzy środkową a dolną linią mówi na jak w czasie zmienia się stosunek uranu 234 do toru 230.
  5. Zależnie od początkowej zawartości uranu 238 i uranu 234 w próbce ten wykres może wyglądać różnie, czasem tak jak na pierwszym, czasem bardziej tak jak na drugim wykresie. Różnice narastają z czasem, w związku z czym dla młodszych znalezisk może w zasadzie wystarczyć nam znajomość stosunku uranu 234 do toru 230 , aby wyliczyć jego wiek, ale dla starszych znalezisk ten sam stosunek tych dwóch izotopów może pojawić się w skałach o różnym wieku i dlatego potrzebujemy dodatkowej informacji w postacji stosunku oryginalnego uranu 238 do uranu 234.
  6. Zwróćcie jednak uwagę, że linie górna, środkowa i dolna łączą się w pewnym momencie, czyli stosunek U238 do U234, oraz U234 do Th230 zaczyna wynosić jeden i potem już taki zostaje. Innymi słowy, od tej chwili tyle samo uranu rozpada się na tor, co w tym samym czasie toru na rad. Taką chwilę nazywamy po angielsku secular equilibrium, czyli ekwilibrium wiekowym. Następuje to po ok. 600 tysiącach lat od powstania skały osadowej i oznacza, że skały starszej niż ten wiek nie jesteśmy już w stanie datować metodą uran-tor. (Chociaż tak naprawdę już w przypadku skał starszych niż 250 tys lat zaczynamy mieć problemy, ponieważ nawet niewielkie różnice w stosunkach izotopów zaczynają oznaczać duże różnice wieku znaleziska.)

Podobnie jak w przypadku datowania węglem C14, do obliczeń zawartości izotopów w próbce używa się obecnie spektrometrii mas, co pozwala na błąd pomiaru rzędu 1% przy próbkach, które ważą zaledwie kilka miligramów. Inaczej niż w przypadku węgla C14, na zawartość izotopów uranu i toru w próbce nie wpływa promieniowanie kosmiczne, a więc nie jest wymagana kalibracja w taki sposób, jak kalibrujemy wiek znalezisk datowanych tą drugą metodą, ale nie znaczy to, że możemy być zawsze pewni wyników. Fakt iż uran rozpuszcza się w wodzie, a tor nie, może w pewnych specyficznych okolicznościach zaburzyć datowanie, gdy już utworzona skała osadowa znajdzie się ponownie pod wpływem płynącej wody, która wypłucze część uranu i w ten sposób spowoduje, że uzyskamy próbki o nadmiernej zawartości toru 230 do uranu 234. Z drugiej strony, działalność przemysłowa w pobliżu stanowiska archeologicznego może doprowadzić do zanieczyszczenia lokalnego środowiska uranem i torem i ich nadwyżek w próbce. Na szczęście w sytuacjach gdy możemy użyć do datowania metody uran-tor, często równocześnie mamy w próbkach również izotopy innych promieniotwórczych pierwiastków i efekty ich rozpadu, jak na przykład nietrwałe izotopy ołowiu. Możemy użyć ich jako dodatkowej informacji, potwierdzajacej, lub kwestionującej nasze wcześniejsze wyniki datowania.

Być może najciekawszym znaleziskiem datowanym metodą uran-tor są malunki naskalne w Hiszpanii, w La Pasiega, Mantravieso, i Ardales., z lat 2018 i 2021. We wszystkich trzech przypadkach ślady pigmentu są częściowo przykryte wapienną skałą osadową. W Mantravieso próbki pobrane z tej skały tuż nad warstwą, na której znajdują się malunki, dały wynik 66700 lat, a więc same malunki, w tym charakterystyczny obrys dłoni, musiały być wykonane wcześniej. Podobnie malunek z La Pasiega wydatowano na co najmniej 64000 lat, natomiast w Ardales znaleziono ślady pigmentu pod ułamanym stalagmitem, co pozwoliło na pobranie próbek zarówno po jak i sprzed powstania malunku. Te próbki zostały ocenione na pomiędzy 48700 a 45300 lat. Jeżeli wyniki są prawdziwe, oznacza to, że we wszystkich trzech jaskiniach autorami malunków byli neandertalczycy – czas przybycia homo sapiens na te tereny to mniej-więcej 42000 lat temu.

Teza, iż neandertalczycy malowali po skałach jaskiń tak jak późniejsze kultury homo sapiens, jest oczywiście kontrowersyjna i datowania te zaowocowały krytyką ze strony wielu naukowców. Jeśli się dobrze orientuję, wskazywano przede wszystkim na skomplikowane zależności rozpadu izotopów, co może prowadzić do efektu motyla: małe zaburzenie na wczesnym etapie formowania się skały osadowej, albo niewielki błąd pomiaru jednego z izotopów, może prowadzić do dużego błędu końcowego datowania. Dyskusje nadal trwają, ale wygląda na to, że wyniki tych datowań są prawdziwe. Co więcej, podobne testy młodszych malunków naskalnych z Chauvet i Lascaux dały wyniki zgodne z oczekiwaniami.

Bibliografia

„Evidence for the earliest structural use of wood at least 476,000 years ago”, L.Barham et al., 2023

„Recent Developments in Calibration for Archaeological and Environmental Samples”, J van der Plicht et al., 2020

„The 12,460-year Hohenheim oak and pine tree-ring chronology from Central Europe; A unique annual record for radiocarbon calibration and paleoenvironment reconstructions”, Michael Friedrich et al., 2004

„Radiocarbon Dating”, Bowman, Sheridan, 1990

„Radiocarbon Dating and Intercomparison of Some Early Historical Radiocarbon Samples”, A J T Jull et al., 2018

YouTube: „Carbon Dating Egypt’s Oldest Pyramids”, History for GRANITE

„Modeling geomagnetic spikes: the Levantine Iron Age anomaly”, Pable Rivera et al.

https://visitasescouralmaltravieso.com/en/maltravieso-cave/

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2352409X24005194 – „The age of hand stencils in Maltravieso cave (Extremadura, Spain) established by U-Th dating, and its implications for the early development of art”, Christopher D. Standish et al., 2025

https://www.cnrs.fr/en/press/neanderthals-indeed-painted-andalusias-cueva-de-ardales

https://news.artnet.com/art-world/cave-paintings-neanderthals-1230620

„Uranium series dating in paleoanthropology”, Henry P. Schwarcz, 1992

Comment on: “Uranium–thorium dating method and Palaeolithic rock art” by Sauvet et al., Edwige Pons-Branchu et al., 2015

„Uranium-thorium dating method and Palaeolithic rock art”, Georges Sauvet et al., 2017 (update)

Życie w Neolicie (… to pułapka)

Ten wpis to lekko zredagowana transkrypcja skryptu z powyższego filmu. Zachowałem w nim ten sam nieformalny ton i dygresje. Zdecydowana większość linków prowadzi do artykułów i grafik z anglojęzycznej Wikipedii. Polecam ich lekturę, jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, a jeśli macie ochotę zakopać się jeszcze głębiej, zarówno na końcu tego wpisu, jak i pod każdym artykułem na Wikipedii, znajdziecie kolejne linki, tym razem do konkretnych książek i artykułów naukowych.

Link do części 1: „Życie w Paleolicie”

Intro

Zastanówmy się, co jest potrzebne, żeby zbudować cywilizację. Załóżmy, że wszyscy mniej-więcej rozumiemy to samo przez termin „cywilizacja”. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że trafiamy w jakieś puste miejsce, jakiś skraj lasów i pól, jest ciepło, ale też deszcz pada co jakiś czas. Świetna miejscówa, aby osiąść na stałe. I teraz, czego potrzebujemy, aby utrzymać się przy życiu i z pokolenia na pokolenie rozwijać w coraz większą i bardziej skomplikowaną społeczność?

Uprawa roślin

Przede wszystkim potrzebujemy uprawy przynajmniej jednej z głównych roślin jadalnych. Takimi roślinami w naszym kręgu kulturowym są zboża, zwłaszcza pszenica, ale też żyto. We wschodniej Azji tradycyjnie uprawia się ryż, w Ameryce kukurydzę, w Afryce sorgo. Innymi popularnymi roślinami uprawnymi, są oczywiście ziemniaki, słodkie ziemniaki, jamy, kasawa, soja, oraz platany.

Oczywiście żadna z tych roślin nie wyglądała tak jak obecnie zanim ludzie nie zaczęli ich uprawiać, a w gruncie rzeczy nawet jeszcze kilkaset lat temu różniły się one dość wyraźnie wyglądem od swoich współczesnych odpowiedników. I tak na przykład pszenica i żyto pochodzą od dzikich traw, zbieranych przez społeczności mezolityczne w rejone tak zwanego Żyznego Półksiężyca. Jej ziarna były mniejsze, było ich mniej na kłosie, a ich plewy – czyli osłonki ziaren – były większe i twardsze. Co więcej, pośrodku kłosa rośnie twardy trzpień, do którego ziarna są przyczepione. W przypadku traw dzikich ten trzpień stopniowi usycha, w miarę jak trawa dojrzewa, a gdy uschnie kompletnie, ziarenka rozsypują się na ziemię, lub porywa je wiatr. 

To niestety oznaczało spory problem już dla mezolitycznych zbieraczy, którzy mieli tylko niewielkie okienko czasowe pomiędzy chwilą, gdy ziarna traw osiągały dojrzałość, a kiedy trzpień usychał i rozsypywały się. Na pomoc przyszła im ewolucja. Niewielkie różnice w genach traw powodowały naturalnie, że niektóre kłosy miały to okienko szersze od innych. Ich trzpień obumierał wolniej. Siłą rzeczy, zupełnie bez wiedzy ludzi, wśród ziaren, które trafiały do worków mezolitycznych zbieraczy, była lekka nadreprezentacja właśnie tych ziaren z kłosów o przedłużonym okresie pomiędzy dojrzałością a rozsypaniem się. Przez wiele tysięcy lat prawdopodobnie nie miało to znaczenia – wszystkie zebrane ziarna były miażdżone na kamieniach i w moździerzach i zjadane w postaci grysiku lub placków. Z czasem jednak niektóre z grup zbieraczy zdecydowały się używać część zebranych ziaren do ponownego zasiewu, w wygodnych dla nich miejscach. Wysiewanie ziaren, których więcej niż średnia w naturze miała długi okres pomiędzy dojrzałością, a obumieraniem trzpienia, powoli, z roku na roku, prowadził do powstawania odmian o coraz dłuższym tym okienku czasowym, aż w końcu, po tysiącach lat, być może już w czasach neolitu, trzpień kłosów przestał obumierać wcale. Od tej chwili zboże stało się uzależnione od człowieka – gdyby rolnik go nie zebrał i nie wysiał, ziarno obumarłoby na kłosie. W podobny sposób, choć być może bardziej świadomy – bo ludzie po prostu lubią mieć więcej jedzenia przy mniejszej ilości pracy – w kolejnych wysiewach preferowano ziarno większe, więcej ziaren na kłosie, oraz mniejsze i bardziej kruche plewy, łatwiejsze do usunięcia. Wszystko to stopniowo doprowadziło do powstania pszenicy i żyta jakie znamy dzisiaj.

Nie było to jeszcze rolnictwo w pełnym tego słowa znaczeniu. Mezolityczni łowcy-zbieracze wciąż przenosili się z miejsca na miejsce w ramach roku, lub wielu lat. Nie doglądali plonów, tak jak robią to żyjący stacjonarnie rolnicy. Ale możemy sobie wyobrazić, że zamiast za każdym razem szukać kłosów tej właśnie konkretnej odmiany dzikich traw, którą spożywali, woleli wysiać ją w znajomym miejscu i wrócić do niego za kilka miesięcy z nadzieją, że wyrośnie tam plon.

Podobnie miała się sprawa w przypadku ryżu, w Chinach. Dziki ryż płoży się. Rośnie bardzo nisko ziemi, co ułatwia zjedzenie ziaren przez gryzonie, a z drugiej strony utrudnia tradycyjną hodowlę na mocno błotnistych, lub wręcz zalanych wodą polach. Stopniowo więc pierwsi rolnicy selekcjonowali ziarno z kłosów, które łodygi trochę wyżej od innych. Takie rośliny pozwalały na zalanie pola kilkucentymetrową warstwą wody, co wspomagało dalszy ich wzrost. Równocześnie, podobnie jak w przypadku zboża, do wysiewu zaczęto preferować ryż o większych ziarnach i większej liczbie ziaren na łodydze.

Hodowla zwierząt

No dobra, no ale oprócz roślin jadalnych, fajnie również mieć udomowione zwierzęta. Przede wszystkim można je zabić i zjeść – i to był pierwszy powód dlaczego ludzie zaczęli je hodować – ale bardzo szybko okazało się, że zwierzęta przydają się również w innych celach.

O udomowieniu psa mówiliśmy już w poprzednim filmie. Psy zostały udomowione ok. 30 tys. lat temu na Syberii i wyjątkowo był to proces, w którym nie chodziło o jedzenie psów, a istnieje teoria, że mógł to być nawet proces nie do końca świadomy. Przodkowie psów mogli podążać za grupami paleolitycznych łowców-zbieraczy i żywić się pozostawionymi przez nich resztkami upolowanych innych gatunków zwierząt. Stopniowo, z pokolenia na pokolenie, stawały się bardziej zależne od tego źródła pożywienia, bardziej ufne, aż wreszcie, jako że psy same są inteligentnymi stworzeniami, które podczas własnych polowań działają w grupie, doszło do współpracy w tym zakresie również między psami a ludźmi. A potem szybko okazało się, że są przydatne do ochrony przed innymi drapieżnikami, potrafią ciągnąć sanki z bagażem, oraz że po prostu fajnie mieć takiego towarzysza, z którym idzie się przez trudne, paleolityczne życie. U progu neolitu psy są już obecne w każdej ludzkiej społeczności na świecie poza Australią i Nową Gwineą.

Właśnie wtedy, na początku neolitu na Bliskim Wschodzie, ok. 10-11 tys lat temu, prawie równocześnie udomowiono krowy, owce i świnie. Wszystkie te gatunki można oczywiście hodować na mięso, ale krowy dają też mleko, z którego z kolei można wyrabiać cały wachlarz produktów, owce dają wełnę, a świnie to jest taki rodzaj żywego śmietnika. Zje wszystko. Można je karmić resztkami, więc wydatki na hodowlę są stosunkowo niewielkie, a odpadki znikają. Win-win. To znaczy, win-win dla ludzi. Dla świń niekoniecznie. Potem, 9 tys lat temu na terytorium Anatolii, czyli współczesnej Turcji, udomowiono kozę, również ze względu na mięso, ale również mleko, oraz wełnę w przypadku niektórych odmian. [65] Z kolei kury prawdopodobnie udomowiono w Wietnamie, 8 tys lat temu.

Kot to Bliski Wschód i Egipt,7.5 tys lat temu. Można w pewnym sensie dyskutować, czy to my udomowiliśmy koty, czy one nas. Generalnie jednak, tak jak pies był zwierzęciem udomowionym w paleolicie, z bardzo konkretnych paleolitycznych powodów, tak kot jest typowym przykładem w stworzenia udomowionego z neolitycznych powodów, ponieważ właśnie uprawa roślin jadalnych i wynikająca z tego konieczność przechowywania plonów, oznaczała że do spichlerzy szybko znalazły drogę drobne gryzonie. Koty, wciąż jeszcze dzikie, polowały na te wszystkie nornice, myszy i szczury, a nawet gdy już ich zabrakło, warto było mieć takiego kota na podorędziu, aby jego zapach i obecność odstraszały kolejnych zainteresowanych. Mogę sobie bez trudu wyobrazić, że taki kot przyszedł i sam zaczął się zajmować się swoją robotą, a ludzie po prostu w pewnym momencie uznali, że w sumie to jest przydatny, a poza tym można go pogłaskać. Słowo na kota w starożytnym egipskim brzmiało „mau”, czyli po prostu nazwano go tak, jak sam chciał być nazywany.

7 tys lat temu we wschodniej Afryce udomowiono osła. Osioł zrobił zawrotną karierę w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, trafił do Europy 4 tys lat temu i aż do czasów rewolucji przemysłowej pozostawał ważnym zwierzęciem pociągowym

6 tys lat temu w Indiach udomowiono bawoła wodnego. Do dzisiaj Indie pozostają krajem o olbrzymiej ilości różnych odmian bawołów i krów.

6 do 5.5 tys lat temu gdzieś na stepie euroazjatyckim udomowiono konie. Być może jest w tym zasługa naszych bliższych pra-indo-europejskich przodków. Na pewno udomowienie i wynalazek koła pomogły im bardzo w późniejszych migracjach i inwazjach.

Między 5 a 4.5 tys lat temu udomowiono wielbłąda. I to jest bardzo ciekawa sprawa, ponieważ mniej-więcej w tym samym czasie udomowiono dwa różne gatunki wielbłąda w dwóch różnych miejscach na świecie. Przypadek? Nie sądzę. Ale do końca nie wiemy jakie mogło byc połączenie między tymi dwoma wydarzeniami. Dromadery, czyli wielbłądy jednogarbne, zostały udomowione w Arabii. Wielbłądy baktryjskie, czyli dwugarbne, w środkowej Azji. Obydwa gatunki odznaczają się dużą wytrzymałością na warunki klimatyczne, oraz siłą pozwalająca na przenoszenie towarów ważących nawet ponad 200kg na dystansach 50km dziennie. Są jednak droższe w utrzymaniu od osiołków – i jak się wydaje w historii starożytności zawsze były również dużo droższe w zakupie. Wiemy na przykład z zapisków sumeryjskich i akadyjskich, sprzed ok. 4 do 5 tys lat temu, że handel w Mezopotamii w tych czasach odbywał się przy użyciu osłów, mimo iż wiemy na pewno, że w regionie hodowano już wielbłądy.

Podobnie jak w przypadku roślin, zwierzęta, które dopiero co zostały udomowione, wyglądały inaczej od ich współczesnych potomków. To jest np. dzik, czyli tak naprawdę świnia, albo przynajmniej przodek obecnych świń wyglądał mniej więcej tak. A oto dzika owca z Anatolii. Te z czasów sprzed udomowienia 10 tys lat temu prawdopodobnie wyglądały podobnie. Wiemy, że dopiero w okolicach 3 tys lat temu, czyli już mocno mocno po neolicie, w epoce żelaza, owce straciły możliwość naturalnego zrzucania sierści. Wcześniej, przez cały neolit i epokę brązu, mniej więcej raz do roku owca traciła sierść. To oznaczało, że trzeba było właśnie wtedy zebrać to swoje stado owiec i dokładnie wszystkie je wyczesać. Było na to tylko krótkie okienko czasu, podobnie jak przy zbieraniu ziarna dzikich traw. Z tego co wiemy, w Mezopotamii był to wręcz festiwal: pasterze zbierali swoje stada razem i wspólnie wyczesywali, lub wręcz wyszarpywali ich wełnę specjalnymi wielkimi grzebieniami. Dopiero ok. roku 1000 pne, czyli 3 tys lat temu, jakaś mutacja sprawiła, że owce przestały same tracić wełnę i zaczęły być w tej sprawie zależne od ludzi, co z kolei doprowadziło do zaniku takich festynów.  Od tej pory można było już bardziej elastycznie podchodzić do tego kiedy zbierano wełnę i zależnie od rasy i potrzeb rynku były to różne momenty.

Tu natomiast mamy artystyczną rekonstrukcję sceny na podstawie znalezionych w Hiszpanii szczątków kobiety sprzed 9300 lat. Nadano jej imię Elba. Miała między 20 a 40 lat, tylko 1.5m wzrostu i była pasterką. Krowy, którymi się zajmowała, były jednak dużo większe niż współczesne. Z wyglądu przypominały tury. Wiemy o tym, ponieważ życie Elby zakończył wypadek, w którym zginęły również trzy z krów, które wypasała. Cała czwórka przechodziła po skale, która okazała się stropem jaskini. Skała zawaliła się pod nimi i kobieta, oraz jej krowy, spadły 15 metrów wgłąb. Teraz ta jaskina nazywana jest Cova do Uro, „Jaskinią Turów”.

W ogóle ciekawą sprawą jest jak udomowienie wpłynęło na wygląd i zachowanie zwierząt. U wszystkich gatunków udomowionych ssaków odnajdujemy pewne wspólne elementy: z reguły są mniejsze od swoich dzikich przodków; występuje u nich neotenia, czyli zachowywanie cech dziecięcych w wieku dorosłym – takich jak większe oczy i bardziej okrągła czaszka; są ufne wobec ludzi już zaraz po urodzeniu, bez konieczności przyuczania ich do tego; tracą swoją oryginalną kolorystykę futra, a za to pojawiają się u nich wielokolorowe łaty; mają też mniej wyczuwalną woń, a za to częściej wokalizują.

Jeśli wyobrazimy sobie taką stereotypowe wiejskie gospodarstwo, to zawsze będzie tam jakaś krowa, która muczy, świnie będą chrumkać, psy szczekać, i tak dalej. Natomiast zwierzęta dzikie z reguły są dużo cichsze. Czasem owszem, tak dzik czy żubr prychnie lub chrząknie, ale jednak dzikie zwierzęta stadne komunikują się między sobą dużo częściej za pomocą mowy ciała i zapachu, niż dźwięku. Zwierzęta udomowione muszą jednak komunikować się nie tylko między sobą, ale również z ludźmi, a ludzie nie radzą sobie za dobrze z odbieraniem niewerbalnych komunikatów. Wydawanie dźwięków, całe to muczenie i szczekanie, beczenie i miauczenie, jest językiem, jaki zwierzęta wypracowały, aby powiadamiać ludzi o swoich potrzebach: że trzeba wydoić, nakarmić, że wyczuwają zagrożenie, i tak dalej.

Kultura materialna

No dobra, mamy już uprawę roślin i mamy hodowlę zwierząt. Do obu tych czynności potrzebne są nowe narzędzia. Do tej pory, w paleolicie i mezolicie, włócznie i noże były po to, aby polować na zwierzęta i ewentualnie ciąć mięso; igły i nici, aby zszywać ze sobą skóry na ubrania; wiklinowe kosze i skórzane worki służyły do zbierania w nie jedzenia i do przenoszenia bagaży. O ile siekierki do ścinania gałęzi i młodych drzew istniały już wcześniej, dopiero uprawa rolna wymusiła karczowanie całych lasów, oraz kopanie w ziemi. Powstały motyki, a siekierki stały się większe i dużo bardziej powszechne. Nowe zastosowanie ostrzy z kamienia wymusiło z kolei zmianę technologii ich wytwarzania. Do tej pory najważniejszą cechą krzemiennej krawędzi była jej ostrość. Grot włóczni musiał być ostry, aby łatwo przebić ciało zwierzęcia, na które polował łowca. Nóż musiał być ostry, aby można było za jego pomocą skutecznie się bronić, lub przecinać skórę i ścięgna ofiary. Ta cecha oczywiście nadal pozostaje ważna również w neolicie, ale w pracy w polu ważniejsza okazuje się wytrzymałość. Paleolityczne metody ciosania kamienia, nawet te z czasów późnego paleolitu, produkują ostrza, które łatwo się kruszą. Ścinanie drzewa lub oranie pola bardzo szybko zniszczyłoby taki kamień. Ale, jeśli jakąś płaską powierzchnię posypać żwirem i polać wodą, a następnie położyć na niej duży kawałek krzemienia i przesuwać go po niej tam i z powrotem, dociskając krawędź pod kątem, otrzymamy ostrze polerowane, które nie będzie co prawda tak ostre jak to ciosane, ale będzie dużo wytrzymalsze. Stąd też nieużywane już obecnie, ale popularne jeszcze kilkadziesiąt lat temu nazwy: „epoka kamienia łupanego” na paleolit, oraz „epoka kamienia gładzonego” na neolit.

Innym nowym narzędziem jest sierp, zbudowany z drewnianej rękojeści, w której za pomocą smoły lub żywicy osadzone kilka mikrolitycznych ostrzy. Takie ostrza można łatwo wymienić gdy się zużyją, lub ulegną zniszczeniu. I znowu, pierwsze sierpy znajdujemy już w czasach mezolitu, między innymi wśród Natufian – przedstawicieli mezolitycznej kultury istniejącej 15 do 11.5 tys lat temu na terytorium obecnego Izraela i Syrii. Takie sierpy służyły do ścinania dzikich traw. Te najwcześniejsze nie są zakrzywione i posługiwano się nimi tak jak my posługujemy się brzeszczotem do cięcia metalu, chwytając przedmiot, który chcemy przeciąć, w jedną ręką, i przesuwając po nim krawędzią tnącą, trzymaną w drugiej. Sierpy neolityczne są już większe i zakrzywione.

Widać tu pewną tendencję, która się przewija przez całą prehistorię i starożytność – tak naprawdę nie ma twardych granic między początkiem korzystania z jednej technologii, a końcem korzystania z drugiej. Każda nowa użyteczna technologia rozpowszechnia się szybko, natomiast potem wychodzi w użycia bardzo powoli, ponieważ skoro przez tysiące lat coś działało, to… no to po co to zmieniać. Z jednej strony mamy tu do czynienia z pragmatyzmem – stare technologie są tańsze i łatwiejsze w naprawie – a z drugiej strony wchodzi w grę ludzka psychologia. Lubimy to, co znamy, nawet jeżeli istnieją już nowe metody.

Kolejną technologią powszechnie kojarzoną z neolitem jest garncarstwo, ale w rzeczywistości relacja pomiędzy tymi zjawiskami jest dużo bardziej skomplikowana. Najstarsze w ogóle dzieło z wypalanej gliny, znalezione przez archeologów, to figurka Wenus z Dolnych Vestonic w Czechach, sprzed od 31 do 27 tys lat temu, czyli w czasach kultury graweckiej. Paleolityczne garnuszki z wypalanej gliny znajdowano również w Chinach i Japonii. Z drugiej strony, szacujemy że na Bliskim Wschodzie dopiero 8.5 tys lat temu zaczęto wytwarzać gliniane naczynia, czyli długo po tym jak nauczono się uprawy dzikich roślin, oraz udomowiono krowy, świnie i owce.

Wczesna technika lepienia garnków polegała na tworzeniu długich sznurków z gliny, w sposób podobny jak dzieci bawią się plasteliną, a następnie układaniu ich w coraz wyższe okręgi. W ten sposób powstawał garnek, kubek, lub miska, które następnie wkładano do środka ogniska. Ognisko rozpalano, a glina wypalała się w stosunkowo niskiej temperaturze, ok. 600 do max 900 stopni Celcjusza. W taki sposób wypalano ceramikę bardzo długo w wielu miejscach na świecie, między innymi w neolitycznej osadzie w Biskupinie, zamieszkałej  6 tys lat temu. 

Dość szybko jednak na Bliskim Wschodzie do wypalania ceramiki zaczęto używać piecy garnacarskich. Najstarszy znaleziony pochodzi z Yarim Tepe i ma 8 tys lat. Mógł mieć kształt olbrzymiego ula dzikich pszczół – dlatego takie piece nazywa się piecami ulowymi. Być może powstał on jako większa wersja wcześniejszych piecy do wypiekania chleba. Miski i garnki wkładano do środka, a ogień rozpalano dookoła, wzdłuż ścian pieca, lub też piec od środka mógł posiadać półki, na których układano naczynia. Dzięki zamkniętej konstrukcji można było lepiej kontrolować dopływ powietrza, a więc uzyskiwać temperatury wyższe oraz bardziej równomierne, dzięki czemu wypalone miski i garnki były bardziej wytrzymałe.

Z kolei pierwsze koło garncarskie to już trochę późniejszy okres, ok 6 tys lat temu. Pierwsze z nich powstały prawdopodobnie w Mezopotamii i składały się z płaskiego talerza, o wystającym w dół wybrzuszeniu. Wybrzuszenie układało się na twardym podłożu – lub odwrotnie, zamiast wybrzuszenia płaski talerz mógł być stawiany na małym kamieniu pod spodem. W obu przypadkach garncarz mógł dzięki takiej konstrukcji kręcić talerzem tak jak kręci się zabawkowym bączkiem… tylko znacznie wolniej. Praca być może odbywała się w ten sposób, że garcarz równocześnie jedną ręką zakręcał kołem i utrzymywał je w pozycji, a drugą w tym samym czasie formował glinę. Dopiero ok. tysiąc lat później pojawiły się pierwsze koła zamachowe, czyli w gruncie rzeczy dwa koła, umieszczone na jednej, ustawionej pionowo osi. Koło dolne było większe i cięższe i garncarz mógł popychać je stopą, dzięki czemu obie ręce miał wolne.

Ceramika jest niezwykle ważna dla archeologii, ponieważ wszystkie te kubeczki, garnuszki, miski, amfory i garnki, można kształtować i ozdabiać na bardzo wiele sposobów i faktycznie, kultury prehistoryczne charakteryzują się olbrzymią różnorodnością metod wyrobu i dekoracji swojej ceramiki. A równocześnie wypalana glina, mimo iż krucha, potrafi przetrwać tysiące lat. Możemy więc dzięki znaleziskom ceramicznym śledzić rozwój neolitycznych kultur, ich migracje, oraz ich szlaki handlowe. Wrócimy do tego za chwilę.

Osadnictwo

Okej, więc mamy już odhaczone rośliny, zwierzęta, motyki, siekierki i garnki. Ostatniej rzeczy, jaką potrzebujemy, jest permanentne osadnictwo. Wróćmy do tego eksperymentu myślowego z początku filmu. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy częścią takiej małej mezolitycznej grupy łowców-zbieraczy i akurat na jakiś czas rozbiliśmy swoje namioty na brzegu rzeki. Rozglądamy się po okolicy: są tutaj lasy, w których żyją dzikie zwierzęta, w rzece na pewno są ryby, a wokół, na polanach, rosną dzikie trawy. Tak jak już mówiliśmy sobie o tym wcześniej, dzikie trawy stanowią dodatek do naszej diety – możemy je ściąć, zetrzeć ziarno w moździerzu na mąkę i zrobić z nich placki lub słodową zupę, jeśli akurat polowanie czy szukanie czegoś lepszego do jedzenia nie poszło nam za dobrze. Trawa nie ucieka i jest jej z reguły więcej niż pożywnych owoców i bulw. Co więcej, ziarno traw można przechowywać jakiś czas, zwłaszcza w suchym, zaciemnionym miejscu. Mimo iż trzeba się trochę napracować, aby mieć z niej te placki i zupę, dzika trawa to źródło pożywienia, na którym można polegać.

A więc polegamy na niej. Zbieramy jej więcej, ziarno staje się ważniejszym elementem naszej diety, składujemy je na później, oraz zaczynamy ją też sami rozsiewać. A skoro tak, skoro mamy już te pierwsze jeszcze pół-dzikie pola, oraz pierwsze małe spichlerze, to coraz mniejszą mamy ochotę przenosić nasze obozowisko. Kiedyś, to znaczy nie konkretnie my, ale nasi przodkowie, którzy przybyli tu po raz pierwszy, przenosili się z miejsca na miejsce przynajmniej kilka razy w roku. [97] My teraz myślimy sobie, że może by tak raz w roku tylko się przenieść, jak pogoda się zmieni? Tutaj będziemy mieszkać jak jest sucho, a gdzie indziej jak padają deszcze? Albo odwrotnie?

Migracje wiążą się też z ryzykiem napotkania innej grupy ludzi, którzy mogą wcale nie być przyjaźnie nastawieni. A z drugiej strony, przy sprzyjającym ekosystemie, jeśli tylko jeszcze trochę bardziej przesuniemy naszą dietę w stronę produktów, które możemy zrobić z tych dzikich traw, być może wcale nie będziemy musieli się przenosić. Poza tym trawa może przydać nam się nie tylko jako pożywienie – można na przykład ocieplić nią dom, który teraz już przestaje być namiotem. Nie musimy go już nosić ze sobą, więc namiot zastępujemy czymś stacjonarnym i wygodniejszym: chatą z drewna lub kamieni i na przykład o słomianym dachu.

Zaczynamy też myśleć o przestrzeni wokół nas w inny sposób. Ten dom jest nasz. Zbudowaliśmy go, włożyliśmy w niego dużo pracy i mieszkamy w nim na co dzień. W nim rodzą się nasze dzieci. W nim kiedyś umrzemy. Zresztą, gdzieś tu w pobliżu są groby naszych rodziców i dziadków, którzy mieszkali tu przed nami. Tu są nasze pola, które już stopniowo przestają być dzikie, a zamieniają się w prawdziwe pola uprawne, na których pracujemy. Tu są też nasze spichlerze. Krótko mówiąc, koncepcja własności prywatnej, która zapewne istniała już wcześniej, ale odnosiła się do przedmiotów, które można było ze sobą nosić, zaczyna ewoluować i rozciągać na własność budowli, własność ziemi, a w końcu bardziej abstrakcyjną własność terytorium, które staje się naszą ojczyzną.

Jeśli chodzi o utrzymanie się na tym terytorium, w dalszym ciągu polujemy, łowimy ryby i zbieramy dzikie rośliny. Ale raz, że nie migrujemy już, a więc nie dajemy przyrodzie czasu, aby się odrodzić, a dwa, że jest nas więcej. Populacja osady rośnie. W efekcie, zwierząt leśnych jest jakby mniej, ryb w rzece też, jak również dzikich jadalnych rośliń. Zmusza nas to do coraz większej zależności od trawy, którą teraz już nazywamy zbożem i uprawiamy – a skoro tak, to karczujemy las pod kolejne pola uprawne. [101] Co do zwierząt, co prawda tych dzikich jest mniej, ale udomowiliśmy niektóre z nich, karmimy je, wypasamy – a więc znowu, potrzeba miejsca pod pastwiska – i rozmnażamy. Nie musimy więc już polegać na dzikich zwierzętach, a co za tym idzie, dziki las przestaje mieć dla nas taką wartość jak dla naszych przodków.

W końcu karczujemy wszystko w promieniu jednego dnia drogi od osady, tak abyśmy – mimo iż osada urosła – byli w stanie wyjść rano z domu, iść do pracy na polu lub pastwisku, do zagród dla zwierząt hodowlanych i do spichlerzy z ziarnem. Gdy osiągniemy ten stan, dalszy rozwój osady zaczyna być trudniejszy. Radzimy sobie w ten sposób, że zaczynamy opuszczać osadę na jakiś czas – np. wypasanie krów lub owiec może mieć miejsce w odległości wielu dni od domu, będziemy więc kursować między osadą a pastwiskiem tam i z powrotem co jakiś czas. Prace na polu planujemy z góry, tak aby udać się na pole w odpowiednim momencie roku, wykonać co jest do zrobienia i wrócić po paru dniach. Wszystko to wymaga lepszej organizacji pracy zespołowej oraz zawierania coraz bardziej skomplikowanych umów. Idę wypasać krowy, a więc nie mogę zapewnić bezpieczeństwa rodzinie i doglądać prac w domu. Ktoś inny może to zrobić dla mnie – ale za pewną opłatą. Albo, nadchodzi czas zbiorów, a pole jest tak duże, że potrzebuję pomocy. Ktoś może mi w tym pomóc, mimo iż to nie jego pole ,ale znowu – muszę mu to wynagrodzić. Albo też, umiem robić garnki, więc co prawda pracuję na swoim polu, ale to pole może być mniejsze, bo ktoś inny sprzeda mi ziarno za garnek. Pojawiają się specjalizacje, a co za tym idzie komplikuje się handel – który na pewno istniał już w mezolicie, ale na mniejszą skalę – oraz pojawia się więcej nieporozumień i możliwości oszustw, co z kolei oznacza konieczność istnienia jakichś początków systemu prawnego, zapewne połączonego z autorytetem przywódcy osady, jak również być może w jakimś stopniu opartego o religię.

W pewnym momencie jednak dochodzimy do sytuacji, że populacja wioski jest tak duża, że nawet taki system nie jest w stanie jej utrzymać. Jakaś grupa mieszkańców musi po prostu opuścić wieś i znaleźć sobie nowe miejsce.  Ale to już nie są łowcy-zbieracze. To już są ludzie przyzwyczajeni do tego, że uprawiają ziemię, hodują zwierzęta i karczują lasy. Nie myślą o tym, że no, teraz możemy wrócić do starego stylu życia. Owszem, wciąż potrafią polować i zbierać – w gruncie rzeczy myśliwi nigdy nie przestali istnieć – ale w swoją drogę zabierają worki z ziarnem do obsiania nowych pól, stado krów, świń, lub owiec, oraz narzędzia potrzebne do budowy stacjonarnych chat. Gdy dotrą do nowego miejsca, wykarczują las, zbudują te chaty, założą pola i pastwiska i cykl rozpocznie się od nowa. Powstanie nowa osada, potem kolejna i kolejna… i tak będzie dopóki nie zabraknie urodzajnej ziemi na danym terytorium. A gdy to się stanie, zamknie się też droga do powrotu do mezolitycznego stylu życia, nawet dla tych, którzy tego chcieliby. Dzikich lasów będzie za mało; za mało będzie zwierząt na polowania, ryb do łowienia, oraz dzikich roślin jadalnych do zbierania. Uprawa roli i hodowla bydła stanie się koniecznością.

Neolit to pułapka

I w ten sposób docieramy do konkluzji, że neolit to w pewnym sensie pułapka.

Mezolityczni łowcy-zbieracze żyli w małych grupach i mieli zróżnicowaną dietę. Polowali, łowili ryby, zbierali dzikie owoce i warzywa, kradli miód dzikim pszczołom i robili placki lub zupy z ziarna dzikich traw. Owszem, z tego co wiemy, mniej więcej połowa ich niemowląt umierała – ale to samo działo się aż po czasy nowożytne – oraz czasami musieli głodować. Generalnie jednak ich życie było dość spokojne, higieniczne i mieli dużo czasu wolnego. Na podstawie badań antropologicznych współczesnych plemion łowiecko-zbierackich z Ameryki Południowej, Afryki i Nowej Gwinei możemy szacować, że przeciętnie pracowali 4h dziennie i część z tej pracy polegała na siedzeniu cicho w zaroślach. 

Na podstawie szczątków neolitycznych farmerów szacujemy, że żyli ok. 10 lat krócej niż ich mezolityczni przodkowie. Podczas gdy nastolatek z czasów mezolitu, który osiągnął wiek lat 15 i nie zabiła go żadna choroba wieku dziecięcego i nie zginął w zdarzeniu, przed którym jako dziecko nie mógł się uchronić, mógł liczyć średnio na kolejne 40 lat życia, a więc w sumie 55 lat. W neolicie, moimo teoretycznie wyższego poziomu technologicznego, taki nastolatek mógł liczyć tylko na kolejne 30 lat, czyli że dożyje 45. Jego lub jej dieta była dużo mniej zróżnicowana i brakowało w niej witamin.  Dorosły neolityczny farmer był niższy od swojego mezolitycznego przodka, bardziej chorowity, jego praca trwała od rana do zmierzchu, a do tego razem z całą swoją rodziną żyli na kupie – dosłownie i w przenośni. W wielu wczesnoneolitycznych osadach widzimy ciasne upakowanie chat i wysokie zagęszczenie populacji. [114b] Ludzie w tym samy miejscu żyli, jedli, załatwiali się i trzymali zwierzęta gospodarskie. Wiemy, że to właśnie w czasach neolitu wyewoluowało wiele bakterii i wirusów, które są z nami do dziś.

Badania naukowe a spekulacje

Oczywiście żadna pojedyncza osoba, żyjąca w takiej neolitycznej osadzie, nie mogła wiedzieć, do czego doprowadzi jej rozwój. Gdy rodzimy się i dorastamy, naturalnie uznajemy nasze otoczenie za coś normalnego. Co więcej, stopniowy rozwój osady możemy nawet interpretować jako coś pozytywnego – jest nas więcej, mamy więcej pól, więcej zwierząt, więcej zabudowań. Jesteśmy silniejsi i zamożniejsi niż kiedyś. Dopiero gdy nadchodzi epidemia, lub głód wynikający z wyeksploatowania zasobów, orientujemy się, że coś jest nie tak. [115] Rozwiązaniem takiego kryzysu najczęściej była całkowita lub częściowa migracja w nowe miejsce.  I to jest na tyle rozpoznawalny proces, że w gruncie rzeczy w kolejnych stanowiskach archeologicznych na Bliskim Wschodzie i Anatolii, a również później w Europie, widzimy regularny postęp. Im dalej od Lewantu, czyli wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego, tym osady są młodsze, zarówno gdy przesuwamy się od Syrii przez Anatolię do Europy, jak i gdy po łuku, wzdłuż Żyznego Półksiężyca, idziemy w stronę Mezopotamii.

Do Anatolii i Europy zaraz wrócimy, ale myślę, że warto w tym momencie zrobić małą dygresję. I tylko uprzedzam z góry: w tej dygresji będzie bardzo dużo „jeśli”, „gdyby”, oraz „nie wiem, ale tak mi się wydaje”. Celem tej dygresji jest w gruncie podanie przykładu, czym różni się solidna wiedza na podstawie znalezisk archeologicznych, od nawet naszych najlepszych tak zwanych „educated guess”.

Pomiędzy 8000 a ok. 7500 lat temu, na terenach północnej i wschodniej Mezopotamii, które nazywamy Żyznym Półksiężycem, rozwijały się równolegle trzy różne, lecz związane ze sobą kultury neolityczne: nazywamy je Halaf, Hassuna i Samarra. Nazwy te pochodzą od najważniejszych miejsc, w jakich znaleziono pozostałości tych kultur, głównie resztki glinianych naczyń. Niedługo później i aż po czasy niemal historyczne, czyli pomiędzy 7500 a 5700 lat temu, na południe od nich kwitła kultura ubaidzka, znowu nazwana tak od miejsca znaczących wykopalisk związanych z tą kulturą, Tel al-Ubaid, w pobliżu współczesnego miasta Nasiriyah w południowym Iraku, oraz również w pobliżu starożytnych, lecz nie aż tak starożytnych jak Tell al-Ubaid, miast Uruk i Eridu. Wiemy, że jeszcze później, właśnie od ok. 5700 lat temu, czyli 3700 lat p.n.e., tereny obecnego południowego Iraku były zamieszkiwane przez Sumerów. Zatoka perska sięgała wtedy dalej na północ niż obecnie i Uruk oraz Eridu leżały niemal nad samym brzegiem. Język sumeryjski, oraz pewne elementy ich kultury, wskazują na to, że byli oni ludem odrębnym od swoich sąsiadów z północy, czyli właśnie przedstawicieli kultury ubaidzkiej. Sumerowie i Ubaidzi żyli obok siebie na tych terenach przez jakiś czas.

Tyle wiemy na pewno. A teraz tak. Ponieważ w wykopaliskach archeologicznych nie widzimy śladów wielkich migracji lub inwazji, możemy wnioskować, że późniejsza cywilizacja akadyjska, która zajmowała właśnie północ i środek Mezopotamii, a następnie podbiła również południe, czyli Sumer, że ta cywilizacja pochodzi od przedstawicieli kultury ubaidzkiej. Akadyjczycy z kolei są przodkami Asyryjczyków i Babilończyków. Wiemy, że język akadyjski był językiem semickim, podobnym do współczesnych arabskiego i hebrajskiego. A biorąc pod uwagę proces stopniowej migracji neolitycznych rolników, możemy zgadywać – ale nie wiemy tego na pewno – że przedstawiciele kultury ubaidzkiej byli z kolei potomkami jednej lub być może wszystkich trzech wcześniejszych kultur neolitycznych z północnej Mezopotamii. A więc również oni – Halafici, Hassuńczycy i Samaryjczycy – mogli mówić językiem semickim. Sięgamy więc z naszym podejrzeniem nieprzerwanej kulturowej i językować ciągłości aż do roku 6000 p.n.e, lub jak kto woli 8000 lat temu. Tu niestety musimy się zatrzymać. Od końca kultury natufijskiej wciąż dzieli nas 3500 lat. To jest za dużo czasu, abyśmy mogli powiedzieć, że istnieje między nimi jakieś połączenie. Ale – i to moim zdaniem jest bardzo ciekawe „ale” – po drugiej stronie Lewantu w tym samym czasie rozwijają się neolityczne kultury delty Nilu, które potem rozwijają się w cywilizację starożytnego Egiptu. Język starożytnego Egiptu nie jest językiem semickim, ale razem z językami semickimi, oraz z językami berberskimi z północnej Afryki, oraz językami kuszyckimi z terenów współczesnej Etiopii i Somalii, tworzy językową rodzinę afro-azjatycką. Wydaje się więc, że powinno istnieć jakieś połączenie. Gdzieś na terenie Lewantu, lub w północno-wschodniej Afryce, wcześniej niż 8000 lat temu, mogła żyć grupa jeszcze wtedy mezolitycznych łowców-zbieraczy, lub wczesnych neolitycznych rolników, która posługiwała się wspólnym językiem, zwanym przez nas proto-afro-azjatyckim. I być może właśnie dzięki rewolucji neolitycznej udało im się zwiększyć swoją populację i ruszyć na podbój nowych ziem, zarówno do Mezopotamii, jak i do Afryki, na zachód i na południe.

Bardzo dużo “być może”, prawda? Wszystko co przed chwilą powiedziałem to tylko spekulacja – przeprowadzona na podstawie naukowych danych, ale jednak tylko spekulacja, czy też hipoteza. Badania, takie np. jak estymacje wielkości populacji, datowania wieku znalezisk, albo testy DNA, znajdują się w pewnych zakresach od-do. Łącząc ze sobą te wyniki i wybierając pewne mniejsze zakresy w ramach tych większych, możemy zbudować hipotezę, która wyjaśnia te wyniki, a równocześnie nie zaprzecza innym. Jak łatwo zauważyć, na podstawie tych samych danych można zbudować wiele hipotez. Ich prawdopodobieństwo będzie zależeć od łącznego prawdopodobieństwa rezultatów badań, na których się opierają. Na przykład, jeżeli mamy czaszkę datowaną na 7000 do 6500 lat temu, przy czym starszy kraniec tego zakresu wydaje nam się mniej prawdopodobny od młodszego, to hipoteza, która wymaga, by ta czaszka pochodziła sprzed 7000 lat i na pewno nie była młodsza, będzie mniej prawdopodobna od takiej, która dopuszcza późniejszą datę. Nadal jednak będzie w jakimś stopniu prawdopodobna. Aby ją odrzucić, potrzebnę będą dalsze badania.

A jednak, w internecie często można natknąć się na hipotezy, które w ogóle nie opierają się danych naukowych, albo wymagają wyników leżących daleko poza zakresami, które dostarczają nam badania. Dlatego tak ważne jest sięganie po źródła i odróżnianie badań naukowych od fantastycznych pomysłów autora. 

Myślę, że ten problem może być dobrym tematem na jeden z kolejnych filmów.

Proto-miasta

W 1963 roku w okolicy miasta Urfa w południowo-wschodniej Turcji odkryto pozostałości prehistorycznej osady. Początkowo pracujący w tym miejscu archeologowie nie spodziewali się wiele. Natrafiali co prawda na narzędzia z krzemienia, oraz duże kamienie, najwyraźniej przyniesione tu przez ludzi tysiące lat wcześniej, ale czasy były niespokojne, a znaleziska wydawały się przynajmniej w części pochodzić z dwóch starych muzułmańskich cmentarzy. Na poważnie prace w Göbekli Tepe, bo pod taką nazwą znamy to miejsce obecnie, ruszyły 20 lat później. Najbardziej charakterystycznym elementem wykopalisk w Göbekli Tepe są wyciosane ze skały wapiennej kolumny w kształcie litery T, niektóre wysokie na ponad 5m i ustawione w kręgach. Na powierzchni kolumn znajdują się płaskorzeźby, przedstawiające zwierzęta i geometryczne kształty. Ale Göbekli Tepe to dużo więcej niż tylko te kolumny.

Wzgórze, na którym znajdują się te kamienne kręgi, było zamieszkane pomiędzy 11.5 a 10 tys lat temu, czyli w czasach wkrótce po końcu Młodszych Drajów, oraz mniej-więcej w schyłkowym okresie kultury natufijskiej. Nie wiemy, czy zbudowali je ludzie kultury natufijskiej – Göbekli Tepe jest trochę dalej na północ niż stanowiska archeologiczne, które na pewno możemy tak zaklasyfikować. Gdy kolumny odkryto po raz pierwszy, wydawało nam się, że neolit rozpoczął się dobre 2000 lat później, przez co pierwsza teoria związana z Göbekli Tepe mówiła, że mogła to być świątynia wybudowana jeszcze przez mezolitycznych łowców-zbieraczy, którzy mieliby krążyć po terytorium obecnej południowo-wschodniej Turcji i północnej Syrii i przybywać tutaj co jakiś czasy, aby odprawiać obrzędy. W miarę jednak jak prace archeologiczne postępowały, stawało się jasne, że mamy do czynienia z ludźmi wczesnego neolitu. Wiemy obecnie o istnieniu osady wokół kamiennych kręgów. Ta osada stopniowo rozrastała się przez pierwszy tysiąc lat, a następnie została stopniowo porzucona. Znajdujemy ślady murów, oraz ścian domów z suszonej gliny, jak również pewne pozostałości, sugerujące uprawę, być może jeszcze dość prymitywnego zboża. Co więcej, w okolicy – w Karahan Tepe, Nevalı Çori i w kilku innych miejscach – znaleziono więcej kolumn udekorowanych płaskorzeźbami, oraz resztki permanentnych osad. Göbekli Tepe nie jest więcej, jak czasem można przeczytać w internecie, ewenementem, który na archeologicznej mapie świata pojawił się znikąd; nie jest też wcale nowym znaleziskiem.

W Nevalı Çori pomiędzy 10400 a 10100 lat temu znajdowała się już wyraźnie neolityczna osada. Jej mieszkańcy żyli w długich chatach, najwyraźniej wielorodzinnych. [119] W poprzek głównego pomieszczenia być może znajdowały się przepierzenia, a pod samym sufitem mogły być zbudowane antresole. Wiemy też o niewielkich tunelach, wykopanych pod ścianami, które miały być może odprowadzać dym z rozpalonego wewnątrz ogniska, lub może były wykorzystywane jako ściek dla nieczystości. Jak już mówiliśmy wcześniej, ludzie neolitu mieszkali w wiele osób na małej powierzchni. Było to z jednej strony pragmatyczne – chaty mogły być mniejsze, łatwiej było o utrzymanie ciepła, oraz tak było po prostu bezpieczniej. Z drugiej strony, w tych zamkniętych pomieszczeniach często palono ogień, gotowano posiłki, składowano resztki, a cały brud i kurz, ludzki pot i sierść zwierząt, wdeptywano po prostu w klepisko.

Innym ważnym miejscem na mapie wczesnego neolitu jest Jerycho, położone na terenie Palestyny, trochę na północ i zachód od Morza Martwego. Już 11500 lat temu, a więc u samego skraju kultury natufijskiej, w tym miejscu istniała mezolityczna, a więc zamieszkana tylko przez część roku osada.

W tym momencie musimy zadać sobie pytanie, „co to jest miasto”? Generalnie uważa się, że aby coś nazwać miastem powinno być na pewno większe od zwykłej wsi, ale o ile większe? Być może powinno mieć mury, ale co jeśli nie ma powodów, aby budować mury, bo nikt nie próbuje cię napadać? Albo może miasto to jest coś, co ma pałac, albo wielką świątynię, jakiś bardzo ładny duży budynek? No, to byłoby może i dobrym wyznacznikiem, ale mamy np. cywilizację doliny Indusu, co prawda dużo później niż Jerycho, ale tam odnajdujemy olbrzymią liczbę dużych osad, gdzie jedynym argumentem przeciw nazywaniem ich miastami jest to, że nie znajdujemy wśród nich specjalnie wyróżniających się wielkością budynków. Więc też nie.

Zależnie od przyjętej definicji, Jerycho możemy nazwać najstarszym na świecie miastem lub proto-miastem. Pierwotna mezolityczna, natufijska osada sprzed 11500 lat przetrwała tysiąc lat, po czym stopniowo zaczęła przekształcać się w permanentną osadę wczesnego neolitu. Jej mieszkańcy prawdopodobnie wciąż w dużej mierze polowali i zbierali dzikie rośliny, ale wspomagali tę działalność uprawą prymitywnego zboża. Chaty były małe i okrągłe, a zmarłych chowano pod ich podłogami. Wrócimy do tego jeszcze.

W okolicach 10 tys lat temu, a więc 8 tys lat pne, wybudowano mury i wieżę. Wieża miała 8.5m wysokości, była postawiona w jednym z najwyższych miejsc w mieście i była zbudowana z wapiennych bloków skalnych. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to nic takiego, 8.5m to tylko jakieś trzy piętra w bloku na osiedlu, ale w tamtych czasach była to najwyższa konstrukcja zbudowana przez człowieka.

Nie jesteśmy w stanie dobrze określić liczby ludności Jerycha. Górne szacunki mówią o 2-3 tysiącach ludzi, ale okresowo mogło ich być dużo mniej, może nawet 200 do 300. Problemem jest identyfikacja przeznaczeniu wielu pomieszczeń. Jeżeli nie mamy wyraźnych dowodów, że ktoś tu mieszkał, takich jak na przykład resztki paleniska, nie wiemy czy dane miejsce nie było jakimś magazynem żywności, oborą, czy po prostu szopą. Z tego co się zdążyłem zorientować, robiąc research do tego i poprzedniego filmu, szacunki ludności są w ogóle bardzo trudne i bardzo rzadko dokładne.

Podobnie na przykład ma się sprawa z szacunkami ludności innego proto-miasta, położonego obok współczesnego miasta Konya w środkowej Turcji Çatalhöyük. Çatalhöyük pochodzi z trochę późniejszych czasów – istniało pomiędzy 9500 a 7600 lat temu. Zostało odkryte na przełomie lat 1950-1960 i pierwsze szacunki mówiły o 5 do 7 tys mieszkańców. Obecnie uważamy, że było ich tak jakoś 9 razy mniej. W przeciwieństwie jednak do Jerycha, Çatalhöyük było miastem – lub proto-miastem – bardzo gęsto zaludnionym. Nie było w nim tak naprawdę ulic. Ludzie chodzili po dachach. Do domów wchodziło się po drabinie przez dziury w suficie, być może zasłonięte drewnianą lub wiklinową klapą, która jednak musiała być dość często odsunięta, ponieważ dziury służyły również za ujście dymu z paleniska na dole. W takim małym domu mieszkały wielopokoleniowe rodziny, ściany były dekorowane malunkami, na których powtarza się motyw byka. Jest to co prawda poszlaka, ale w tamtych czasach okolice Çatalhöyük faktycznie powinny były być dobrym miejsce do wypasu krów, możliwe więc, że mieszkańcy miasta tym właśnie w dużej mierze się zajmowali.

Kolejną charakterystyczną cechą Çatalhöyük jest proceder chowania zmarłych pod podłogami domów, podobnie jak w Jerychu. Wiemy o przypadkach pochówków powtórnych, to znaczy już pochowanego pod podłogą dziadka lub babcię wykopywano, ich resztki brały udział w jakiejś ceremonii religijnej, a następnie zakopywano je ponownie. Zwłaszcza czaszki musiały być ważnym elementem życia religijnego Çatalhöyük i Jerycha. Znajdujemy czaszki powleczone gliną, pomalowane ochrą, z kamykami w miejscach oczu. W kilku przypadkach nawet znaleźliśmy czaszki zakopane ponownie nie w tych grobach, z których je wydobyto. Nie wiemy czy miało to znaczenie religijne lub społeczne, czy może ktoś się po prostu pomylił.

Co więcej, zwyczaj chowania zmarłych pod podłogą zachował się do czasów dużo późniejszych. Podobne pochówki znajdujemy w miastach sumeryjskich i akadyjskich. Musiał być więc to zwyczaj, który wykraczał poza jedną kulturę i religię. Amanda Podany, autorka „Weavers, Scribes, and Kings: A New History of the Ancient Near East” zauważa, że jest to bardzo wyraźny argument, utwierdzający ludzi w przekonaniu, że tu właśnie, w tym mieście, w tym domu, jest ich miejsce na Ziemi. Jeśli Twoja matka leży pochowana pod podłogą Twojego domu, nie sprzedasz go tak po prostu i nie przeniesiesz w nowe miejsce. Nie. Będziesz walczyć o ten dom i będziesz walczyć o miasto i pola i pastwiska wokół miasta. Takie pochówki mogą więc wiązać się z początkami myślenia terytorialnego i wytyczania pierwszych granic między miastami i państwami – tym bardziej, że miasto i państwo jeszcze przez tysiące lat, aż do czasów Egiptu i Akkadu, znaczyło to samo.

Wygląd ludzi

O ile jednak widzimy pewną kulturalną ciągłość pomiędzy Çatalhöyük a Jerychem i Mezopotamią – ciągłość objawiającą się rytuałami religijnymi, ale też podobieństwem neolitycznej kultury materialnej – o tyle z badań genetycznych wiemy, że granice współczesnej Turcji i Syrii były w tamtych czasach również granicą pomiędzy dwiema grupami odróżniających się od siebie wyglądem ludzi. [125a] Dwie mutacje, która najprawdopodobniej odpowiadają za nasz jasny kolor skóry, powstały już w późnym paleolicie, możliwe że gdzieś w górach Kaukazu i stamtąd rozpowszechniły się na północ i południe. W okresie, który nas teraz interesuje, czyli ok. 9000 lat temu, a więc 7000 lat pne, anatolijscy farmerzy mieli więc stosunkowo jasną skórę – wyraźnie jaśniejszą od ich sąsiadów z południa – oraz ciemne włosy i oczy. Z kolei niebieski kolor oczu to wynik osobnej mutacji, która wystąpiła wśród europejskich łowców-zbieraczy. Istniał więc długi okres w historii Europy, kiedy duży odsetek jej mieszkańców miał ciemną skórę i włosy, oraz niebieskie oczy. Tu, dla przykładu, rekonstrukcja Człowieka z Cheddar, żyjącego 10 tys lat temu w południowo-wschodniej Anglii.

Migracje do Europy

U początków migracji neolitycznej z Anatolii do Europy, anatolijskich rolników było wielokrotnie, być może nawet 5 do 10 razy więcej, niż zamieszkujących Europę łowców-zbieraczy. Całkiem możliwe, że nieśli też ze sobą nowe choroby, na które Europejczycy nie byli odporni. Niestety ta tutaj mapka pokazuje daty tylko w latach przed naszą erą – będę więc trochę po niej rysował. Pierwsza faza migracji nastąpiła między 8700 a 8200 lat temu gdy nasi przodkowie dotarli do Grecji i na Bałkany. Istnieje hipoteza, że w tamtych czasach Bosfor, czyli przesmyk pomiędzy Morzem Czarnym a Morzem Egejskim, jeszcze nie istniał, a więc ludzie mogli przejść z Anatolii do Europy suchą stopą. Ale znaleziska na południu Grecji, a przede wszystkich na Cyprze i na greckich wyspach, w zasadzie udowadniają, że podróż odbywała się również za pomocą łodzi. Szacujemy, że przybysze praktycznie zastąpili europejskich łowców-zbieraczy na tym terytorium – badania genetyczne szczątków z tego i późniejszego okresu z Grecji dają wyniki zbliżone w 95% do tych z Anatolii. Tu, w Grecji i na południowych Bałkanach, nastąpił podział. Na północ i na zachód poszły grupy, które wyspecjalizowały się w uprawie roli w żyznych glebach u brzegów dużych rzek. Na podstawie wykopalisk coraz to młodszych osad możemy prześledzić ich wędrówkę w górę Dunaju i Renu. Na wschodzie dotarli wzdłuż dopływów Dunaju aż do Dniestru, na północy dotarli do Polski, a na zachodzie do północnej Francji. Tam, ok. 7000 lat temu, ich ekspansja zatrzymała się. [126a] Nazywamy ich kulturę kulturą ceramiki wstęgowej rytej, z powodu dekoracji znajdowanych na ich naczyniach glinianych, takich jak te. [127] Mieszkali w długich drewnianych domach, z przepierzeniem, antresolami –  podobnych przez to trochę do domów z  Nevalı Çori.  Nie wiemy nic o dekoracjach takich domów. Tu, na rekonstrukcji, dodano wstęgi i kropki inspirowane tymi pochodzącymi z ceramiki.

Druga ważna ekspansja miała miejsce wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego, na pewno przy pomocy łodzi. Tę kulturę nazywa kulturą impresso-cardium również z powodu charakterystycznych zdobień ceramiki w postaci wielu drobnych nacięć i wgłębień, układających się w długie linie. Ci potomkowie rolników z Anatolii opanowali półwysep apeniński, a więc współczesne Włochy, osiedlili się na wybrzeżach półwyspu iberyjskiego, a więc w Hiszpanii, jak również na Sardynii i Sycylii, oraz trafili nawet do północnej Afryki. W okolicach 7000 lat temu, 5000 lat pne, ruszyli z południowej Francji na północ i tam spotkali się w końcu kultury ceramiki wstęgowej rytej, od której oddzielili się jakieś 1700 lat wcześniej.

W ciągu całego tego procesu widzimy zastępowanie wcześniejszej mezolitycznej populacji nową, neolityczną. Mieszania się populacji jest niewiele. Nie mamy znalezisk wskazujących na bitwy, ale też musiałyby być to bardzo niewielkie potyczki, więc biorąc pod uwagę ile minęło czasu, nie ma w tym nic dziwnego. Z drugiej strony, przybysze byli uzależnieni od urodzajnej gleby na nizinach, autochtoni mogli się więc po prostu wycofać w góry i/lub dalej na północ.

Stabilizacja, dywersyfikacja i konflikty

Okolice roku 5000 pne – będę od teraz używał teraz „przed naszą erą”, bo jesteśmy już blisko czasów historycznych – to też czasy upadku jednej z tych dwóch głównych kultur neolitycznych w Europie, kultury ceramiki wstęgowej rytej. Jak widzimy na slajdzie, ekspansja zatrzymuje się i rusza dalej na północ dopiero tysiąc lat później. Doggerland, czyli lądowe połączenie między Brytanią a kontynentem, był już w tym czasie pod wodą, ale kanał La Manche nie jest znowu aż tak szeroki, a wiemy że przodkowie kultury ceramiki wstęgowej korzystali z łodzi, więc to na pewno nie sama geografia zmusiła ich do zatrzymania się. Odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało, być może należy szukać w znanych nam szlakach migracji tych dwóch kultur. Wydaje się, że ci neolityczni farmerzy byli na tyle uzależnieni od dobrej jakości gleby, że gdy zasiedlili już wszystkie spełniające ich oczekiwania tereny, bardziej opłacalne stało się dla nich takie rozpychanie się łokciami, to znaczy, szukanie miejsc na nowe osady pomiędzy tymi już istniejącymi, niż próba przeżycia w gorszych warunkach. Z kolei zbyt duża liczba ludności na zbyt małym terenie prowadziła do karczowania lasów i spadku jakości gleby w wyniku zbyt intensywnego użytkowania jej. A to prowadziło do dalszych napięć pomiędzy plemionami. Zaczęły się najazdy na sąsiadów, aby ich podbić, lub chociaż wygonić, albo żeby ukraść ich plony. W środkowej Bośni, w miejscowości Okolište, odkryto resztki osady z ok. 5200 roku pne. Mogło w niej żyć od 1500 do 3500 osób , więcej we wcześniejszym okresie  jej istnienia, mniej w późniejszym. Osada otoczona była palisadą, oraz dwoma kręgami fos. Żadna osada z czasów wcześniejszego europejskiego neolitu nie miała aż tak dobrej ochrony przed zagrożeniem z zewnątrz. Często wręcz wśród resztek wcześniejszych osad nie znajdujemy w ogóle śladów palisady. Z kolei w Schöneck w środkowych Niemczech odkryto masowy grób 26 osób. Niemal wszystkie szczątki noszą ślady uderzeń ciężkimi przedmiotami, zapewne kamiennymi toporami. Mają rozbite czaszki i połamane nogi. Oni sami tworzą różnorodną grupę: są wśród nich dzieci, kobiety i starzy ludzie po czterdziestce, co sugeruje, że zginęli w wyniku napadu bandy wrogich wojowników na ich wioskę. Wiemy też, że przed śmiercią zabici cierpieli na różne dolegliwości typowe dla tego okresu, takie jak awitaminoza, czy gruźlica. Awitaminoza jest często efektem nie tyle złej diety, co po prostu chronicznego głodu. Gruźlica z kolei to symptom życia w dość już dużych i kontaktujących się ze sobą społecznościach, co ułatwiało wybuchy epidemii.

Nie oznacza to jednak, że 5000 lat pne doszło do totalnej katastrofy. Nie. Katastrofa miała miejsce dopiero półtora do dwóch tysięcy lat później. 

Z badań genetycznych wynika, że to właśnie od okolic roku 5000 pne następuje trochę większa integracja neolitycznych rolników, z wciąż jeszcze żyjącymi w Europie mezolitycznymi łowcami-zbieraczami. Ostatni z nich mogli wciąż jeszcze żyć nawet zaledwie 3500 pne na terenach Skandynawii, Brytanii i Irlandii. Kilka lat temu na duńskiej wyspie Lolland znaleziono doskonale zachowany kawałek żywicy z odciskiem zęba. Żywicę datowano na 3600 lat pne i udało się wydobyć z niej DNA młodej kobiety lub dziewczynki, dla której ten kawałek żywicy był najwyraźniej gumą do żucia. Nazwano ją Lola. Wiemy, że miała ciemną karnację i niebieskie oczy, a więc albo sama należała do jakiegoś mezolitycznego plemienia, albo być może żyła już w kulturze neolitycznej, ale w bardzo dużym stopniu pochodziła od wcześniejszych mezolitycznych mieszkańców Europy. 

W tych czasach nastąpiła również wyraźna dywersyfikacja kultur neolitycznych. Na wybrzeżu Atlantyku pojawiają się struktury megalityczne, czyli tak zwane menhiry, wielkie skały postawione pionowo i często dekorowane charakterystycznymi płaskorzeźbami w kształcie okręgów i spirali. My kojarzymy je najczęściej z Asteriksem i Obeliksem, a co za tym idzie z Celtami i druidami, ale w zasadzie wszystkie one powstały dużo wcześniej zanim Celtowie przyszli na te ziemie. Co jeszcze może być ciekawe, znajdujemy podobne płaskorzeźby megalityczne wzdłuż zachodniego wybrzeża, oraz później, gdy już neolit dotarł do Brytanii, właśnie tam – tak jakby była to ta sama neolityczna kultura, która zasiedliła całe wybrzeże, ale tylko trochę spenetrowała wnętrze kontynentu. Samo Stonehenge powstało w okolicach 3000 lat pne, czyli pod sam koniec neolitu.

Dalej na wschód natrafiamy na ślady licznych kultur neolitycznych, odznaczających się ceramiką o charakterystycznych kształtach, od których często pochodzą ich nazwy. Nie chcę opowiadać o nich wszystkich, bo zajęłoby to jeszcze kolejną godzinę. Różnice pomiędzy tymi kulturami widzimy w sztuce, głównie właśnie w garncarstwie, zapewne również możemy założyć, że ich przedstawiciele mówili różnymi językami i mieli zróżnicowane wierzenia, o czym możemy wnosić np. z różnych metod pochówku zmarłych, ale nie wydaje się, aby ich życie codzienne było od siebie bardzo różne. Zajmują się hodowlą zwierząt, uprawą zboża, do tego łowiectwem i rybołóstwem, handlują między sobą, wytwarzają ceramikę, wyrabiają ser i być może również piwo. Mutacja, dzięki której dzieci nie tracą z wiekiem umiejętności trawienia mleka, pojawiła się prawdopodobnie już 10 tys lat temu, a więc 8000 lat pne, wśród neolitycznych pasterze na Bliskim Wschodzie, ale na Bliskim Wschodzie i w południowej Europie w diecie ludzi dużo większą rolę grają produkty zbożowe, więc ta umiejętność nie ma tak wielkiego znaczenia dla przetrwania. Dopiero gdy neolit dociera dalej na północ Europy i mieszkańcy tego regionu zaczynają bardziej polegać na wypasie krów, selekcja naturalna powoduje rozpowszechnienie się tolerancji laktozy.

Najstarsze ślady serowarstwa na świecie znaleziono na Kujawach. Pochodzą z okolic 5500 lat pne. Na terenie obecnej Polski, od 3900 roku pne, istniał również ośrodek wydobycia krzemienia, w nomen omen Krzemionkach niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego, a trochę później, od 3700 pne, znowu na Kujawach, budowano podłużne grobowce z wielkich głazów.

Z kolei pierwsze ślady użycia radła – prymitywnej wersji pługu – w postaci płytkich prostych wgłębień w glebie, znajdujemy w warstwach pochodzących sprzed 4000pne, w okolicach Sion w Szwajcarii.

Dalej na wschodzie Europy, na terenach obecnej północno-wschodniej Rumunii, Mołdawii i zachodnio-południowej Ukrainy, pomiędzy 5800 a 3000 lat pne kwitła kultura, którą znamy pod nazwą Kukuteni-Trypile, od dwóch głównych związanych z nią stanowisk archeologicznych. Charakteryzowała się pięknie zdobioną ceramiką, oraz olbrzymimi jak na tamte czasy osadami, w których mogło żyć może nawet do 40 tysięcy ludzi. Cała populacja mogła sięgnąć nawet miliona. Zapewne ma to związek z bardzo żyzną glebą tego regionu, ale może również pewnymi nowymi usprawnieniami – takimi właśnie jak radło. Zresztą, od początku czwartego tysiąclecia pne widzimy dalszą ekspansję na terenach Brytanii i Skandynawii, co może sugerować, że w ciągu poprzedniego tysiąca lat doszło do jakichś zmian, które umożliwiły uprawę zboża w trudniejszym klimacie.

Epoka miedzi

Od roku 5000 możemy też mówić o chałkolicie… to znaczy chalkolicie, czyli epoce miedzi w Europie; od greckiego „halkos” – „miedź”. Na ten okres datuje się stanowisko archeologiczne w Belovode w Serbii gdzie odkryto ślady wytapiania miedzi. [142b] Jak wszystkie nowinki technologiczne w tamtych czasach, miedź przybyła do Europy z Bliskiego Wschodu, najpierw w postaci przechodzących z rąk do rąk w ramach handlu narzędzi, a następnie samej technologii wydobycia i wytopu. Miedź jednak nie zastąpiła kompletnie krzemienia – widzimy raczej współistnienie narzędzi miedzianych i krzemiennych, tak jakby miedź była być może symbolem statusu społecznego, lub wartościowym materiałem, przydatnym w handlu, ale jej funkcje praktyczne nie przewyższały wystarczająco starszej technologii ociosywania i polerowania krzemieni, aby ludzie kompletnie porzucili starszą technologię.

Dobrze ilustruje to przypadek Otziego, człowieka z ok. 3300 lat pne, którego ciało znaleziono w Alpach dokładnie na granicy Włoch i Austrii. Miał przy sobie miedziany toporek, ale miał też małe noże z krzemiennymi ostrzami, a strzały do jego łuku również były zrobione z krzemienia.

Koniec neolitu w Europie

Pomiędzy 3400 a 3000 lat pne obserwujemy nagle znaczną depopulację Europy. Tak znaczną, że w Brytanii prawdopodobnie porzucono rolnictwo na ponad tysiąc lat – aż do epoki brązu, być może związanej z kolejną migracją z kontynentu, znajdujemy już tylko ślady społeczności pasterskich i łowiecko-zbierackich.  W całej Europie od Atlantyku aż po Ukrainę znajdujemy ślady porzuconych osad i dużo mniejszą ilość nowych. Proponowanymi powodami tego stanu rzeczy jest ciągłe pogarszanie się jakości gleb w związku z nadmiarną ich eksploatacją, karczowaniem lasów i przeławianiem rzek i jezior. Inna popularna teoria mówi o pladze dżumy – pałeczki dżumy znaleziono w szczątkach ludzi z tego okresu na stanowiskach archeologicznych w Łotwie, Szwecji i w Niemczech.

Ale nawet jeżeli dżuma faktycznie zabiła dużą część populacji neolitycznej Europy – jak zwykle strasznie frustrujące jest to, że nie potrafimy dobrze określić o jakich liczbach mówimy – i nawet jeśli doszło do epidemii głodu, w związku z małymi zbiorami i brakiem dzikiej zwierzyny i ryb, być może kultury neolityczne tzw. starej Europy dałyby radę przetrwać i się odrodzić. Ostatnim gwoździem do ich trumny stała się ekspansja kolejnej grupy naszych przodków – Indo-Europejczyków. To oni prawdopodobnie udomowili konie, oraz wykorzystali koła do budowy powozów. Koła znajdujemy już wcześniej – np. w Turcji, albo później ale w innych kulturach, jak wśród Majów w Ameryce Środkowej – ale wyłącznie jako sposóļ na poruszanie dziecięcych zabawek. Dopiero 3000 lat pne znajdujemy duże koła, wykorzystywane do poruszania powozów, ciągniętych przez konie i woły, w śladach kultury grobów jamowych, która powszechnie uważana jest za kulturę indo-europejską.

Indo-Europejczycy zrobili zawrotną karierę na całym kontynencie. W 2700 roku pne byli już w środkowej Europie, w 2400 pne docierają do Brytanii, wcześniej jeszcze podbijają Grecję i skręcają do Anatolii. Z drugiej strony, na wschód docierają aż do obecnej Mongolii, a na południowy-wschód do Indii i na wyżynę irańską. Wraz z ich postępem Europa wchodzi w epokę brązu.

Co pozostało ze starej Europy? Na pewno przed najazdem obronili się Baskowie. Ich język jest jedynym współczesnym językiem, pochodzącym z czasów pre-indo-europejskich. Również Etruskowie, oraz sąsiadujące z nimi plemiona z terenów obecnych północnych Włoszech i Szwajcarii, zachowali odrębność. W języku etruskim mówiło się jeszcze w pierwszym wieku pne. O innych grupach, które w jakimś stopniu przetrwały indo-europejski najazd, wiemy bardzo niewiele. Wydaje się, że późniejsze kultury brązu na Sardynii i Krecie mogły wywodzić się od kultur neolitycznych, ze względu na brak nagłych zmian w wykopaliskach, oraz położenie na wyspach, co ułatwiało obronę przed najeźdzcami. Z drugiej strony, wiele języków indo-europejskich wykazuje pewne naleciałości, które sugerują, że obie kultury – nowa indo-europejska i stara, lokalna neolityczna – współistniały przez jakiś czas.

Prehistoria to z definicji okres, z którego nie mamy źródeł pisanych. Archeologia zrobiła niesamowite postępy w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat: jesteśmy w stanie datować znaleziska na podstawie mikroskopijnych resztek organicznych, potwierdzać pochodzenie ceramiki i krzemienia z ośrodków odległych o setki kilometrów od miejsca ich odkrycia, oraz śledzić migracje ludzkie na podstawie testów DNA. Mimo to, nie mamy dostępu – i prawdopodobnie nigdy nie będziemy mieli – do całych dziedzin wiedzy o ludzkiej prehistorii. [149] Nawet określenie wielkości populacji sprawia olbrzymie problemy. Wiele chat wybudowanych bez fundamentów mogło w ogóle nie zostawić śladów w stanowiskach archeologicznych, a z drugiej niektóre ze znajdowanych pomieszczeń zapewne było składami żywności, stodołami, lub szopami. Z wykopalisk możemy się domyślać pewnych rzeczy o kulturze materialnej paleolitu i neolitu, ale bardzo wiele z niej uległo bezpowrotnie zniszczeniu – przedmioty z drewna i wikliny, ubrania, barwniki dekoracji, wszystko to rozłożyło się w ziemi. A gdy pomyślimy o kulturze niematerialnej, o językach, religiach, opowieściach przy ognisku, strukturze społecznej – bez źródeł pisanych nie jesteśmy w stanie powiedzieć o nich prawie nic.

Outro

Co jednak jest pewne ponad wszelką wątpliwość, to że Europa jest kontynentem o bogatej i złożonej historii. Domem kolejnych kultur, które przybywały ze wschodu w wielkich falach migracji, zastępując, ale też czasem mieszając się ze starszymi mieszkańcami. Po neandertalczykach przyszli paleolityczni łowcy-zbieracze, po nich neolityczni rolnicy, a w końcu po nich Indo-Europejczycy. Nieważne w jakim miejscu w Europie lub Bliskiego Wschodu żyjemy, jeśli spojrzymy wystarczająco daleko w przeszłość, zobaczymy, że nasze korzenie są wspólne. A jeszcze wcześniej, niemal sto tysięcy lat temu, wszyscy, dosłownie wszyscy, wyszliśmy z Afryki.

W przygotowaniu tego filmu jak zwykle olbrzymią rolę grała anglojęzyczna Wikipedia, ale też wszystkie te oto prace artykuły i prace naukowe. Co do książek:

  • Korzystałem z „The First Farmers of Europe” Stephena Shennana. Niestety jest dość ciężka książka, nie porywa fabułą, za to pełna jest tabelek i długich list co gdzie zostało znalezione i z jakich czasów pochodzi.
  • „Weavers, Scribes, and Kings”, Amandy Podany, jest za to świetnie napisaną i bardzo wciągającą pozycją o codziennym życiu w Mezopotamii. Zwłaszcza pierwsze rozdziały dotyczą czasów Sumeru i Akkadu, a autorka daje nam dość informacji, aby móc ekstrapolować je w przeszłość i domyśleć się czegoś na temat społeczeństw neolitu na tych terenach.
  • Polecam również gorąco „The Dawn of Everything – A new history of humanity” autorstwa Davida Graebera oraz Davida Wengrowa. Autorzy przytaczają dziesiątki przykładów na temat codziennego życia prehistorycznych społeczeństw i podczas gdy ja w tym filmie skoncentrowałem się na Bliskim Wschodzie i Europie, „The Dawn of Everything” w dużej mierze opisuje prehistoryczną Amerykę.
  • Z podobnych powodów polecam książki „1491” oraz „1493” Charlesa C. Manna. Mają one już swoje lata, ale wiele z hipotez, które autor stawiał, z czasem okazało się bliskich prawdy. Co prawda amerykańskie społeczeństwa prekolumbijskie nie do końca pasują do naszej europejskiej definicji neolitu, ale ze względu na ich odseparowanie od reszty świata, studia nad nimi są one i tak najlepszym co mamy.
  • Kolejną pozycją jest „Primitive Technology”,  Johna Planta. Autor prowadzi kanał na YouTube, na którym dokumentuje swoje eksperymenty w budowie cywilizacji od zera. Z jego filmów i książki możemy się dowiedzieć jak zbudować dom, uprawiać ogródek warzywny, mielić mąkę i wypalać glinę.

Polecam też kanał Stefana Milo, jeden z najlepszych kanałów archeologicznych na YouTube, głównie o ludzkiej prehistorii, ale nie tylko; oraz galerie Toma Bjorklunda oraz braci Kennis & Kennis. Tom rysuje realistyczne portretu ludzi z czasów prehistorycznych i historycznych, bracia Kennis zajmują się naukową rekonstrukcją. Co do podcastów, „Nerdy Nocą” mają serię rozmów od prehistorii po Egipt i Babilon. Polecam również „Radio Naukowe” gdzie raz po raz pojawiają się wywiady z archeologami i historykami starożytności.

I to wszystko. Zapraszam do polajkowania i subskrybowania. Jak już być może wiecie, napisałem powieść fantasy osadzoną w prehistorii i tu na kanale stopniowo udostępniam odcinki audiobooka, ale stopniowo będę coraz częściej publikował filmy o prehistorii człowieka i początkach cywilizacji. Na codzień możecie znaleźć mnie na discordzie Czerwia Fantastycznego. Linki do książki, discorda, i wszystkie inne też, umieszczam pod spodem, w opisie filmu.

Życie w Paleolicie

Ten wpis to lekko zredagowana transkrypcja skryptu z powyższego filmu. Zachowałem w nim ten sam nieformalny ton i dygresje. Zdecydowana większość linków prowadzi do artykułów i grafik z anglojęzycznej Wikipedii. Polecam ich lekturę, jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, a jeśli macie ochotę zakopać się jeszcze głębiej, zarówno na końcu tego wpisu, jak i pod każdym artykułem na Wikipedii, znajdziecie kolejne linki, tym razem do konkretnych książek i artykułów naukowych.

Link do części 2: „Życie w Neolicie”

Początki homo sapiens poza Afryką

Początki naszego gatunku sięgają 200 do 300 tysięcy lat temu, gdzieś w Afryce. Ta tutaj mapka pokazuje 200 tysięcy lat i okolice Kenii i Tanzanii, ale najstarsze szczątki ludzkie, które uznajemy za należące do wczesnego homo sapiens, pochodzą z Jebel Irhoud w Maroku, i liczą sobie 300 tysięcy lat. Tak być może wyglądał ten człowiek. Jak widać miał jeszcze dość wyraźne wały nadoczodołowe, ale to nie znaczy, że nie był homo sapiens. Główną rzeczą, która odróżnia nas od naszych wcześniejszych przodków z gatunku homo, to płaska część twarzowa – a więc twarz, w której nie usta, lecz nos stanowią najbardziej wysunięty element, oraz bardziej okrągła puszka mózgowa – w przeciwieństwie na przykład do neandertalczyków, którzy mieli ją wydłużoną. Z tych powodów uważamy, że chociaż gdybyśmy spotkali go na ulicy, mógłby wydać tam się troszeczkę dziwny, to jednak ten człowiek z Maroka sprzed 300 tysięcy lat, należy do tego samego gatunku, co my.

Tak zwanych wyjść z Afryki było przynajmniej kilka, jeszcze przed powstaniem homo sapiens. Dlatego gdy nasi przodkowie opuścili Afrykę, w całej Azji i Europie napotkali inne gatunki człowieka: neandertalczyków, oczywiście, denisowian, późnych homo erectus, oraz być może również hobbitów z wyspy Flores w Indonezji, o ile ci ostatni nie wymarli wcześniej. Pierwsza fala migracji ruszyła mniej więcej 70, a być może nawet 90 tys lat temu, przez współczesny Jemen i dalej wzdłuż wybrzeży Oceanu Indyjskiego i do Australii. Musieli w tym celu na pewno pokonać przynajmniej jeden przesmyk, Bab al-Mandab, między Afryką a Półwyspem Arabskim, a następnie przepłynąć z pd-wsch Azji do prehistorycznego superkontynentu Sahul, w czasach gdy Nowa Gwinea i Australia stanowiły jeden ląd. Musieli więc używać przynajmniej jakichś prostych czółen. Potomkami tych ludzi są m.in. aborygeni australijscy, oraz Papuasi. Swoją drogą Papuasi to grupa etniczna o najwyższym na świecie procencie genów denisowian. ok. 4.8% (to tak jakby nasz prapradziadek był denisowianem).

Dopiero kolejna migracja z Afryki, ok. 50 tys lat temu, poszła wzdłuż Nilu, a następnie wybrzeżem Morza Śródziemnego. Ci homo sapiens na jakiś czas zatrzymali się na Bliskim Wschodzie i tam napotkali i zmieszali się po raz pierwszy z neandertalczykami. Ta wcześniejsza migracja, sprzed 70-90 tys lat zresztą też zmieszała się z neandertalczykami. Wszyscy współcześni ludzie poza Afryką, których przodkowie należeli do jednej z tych migracji, mają śladowe ilości genów neandertalskich. Z drugiej strony, ta bariera, jaką musieli pokonać migranci – Sahara oraz Morze Czerwone – były swego rodzaju wąskim gardłem. Jedynie stosunkowo niewielka liczba osób, z kilku konkretnych grup etnicznych, wyszła z Afryki. W wyniku tego obecnie w całej Afryce mamy do czynienia z dużo większą różnorodnością genetyczną niż na całej naszej planecie poza Afryką. Z genetycznego punktu widzenia nie mamy rasy czarnej, białej, żółtej i coś tam jeszcze, tylko jeśli już to mamy jedną rasę wszystkich ludzi poza Afryką… oraz jakieś 50 ras afrykańskich.

Zielona Sahara

Natomiast dlaczego wyszliśmy? Odpowiedź na to pytanie  wiąże się prawdopodobnie w tak zwaną teorią Zielonej Sahary, zwaną też pompą saharyjską. Sahara nie zawsze była pustynią. Przynajmniej kilka razy, o ile nam wiadomo, w czasie istnienia homo sapiens, Sahara była zielona. Nie rosły na niej co prawda takie lasy, jak u nas. Nie było tak ani tak fajnie, jak nad Morzem Śródziemnym obecnie, ani tak bardzo deszczowo i gorąco, jak na terenach równikowych. Natomiast były takie momenty – długie na kilka tysięcy lat i w pewien sposób skorelowane z epokami lodowcowymi, kiedy nad Saharę docierał monsun i przynajmniej przez kilka miesięcy w roku padały deszcze. Ta ilość wody była wystarczająca, aby istniały rzeki, jeziora, w tym jezioro Czad, które obecnie jest takim małym pyrtkiem tutaj, przy południowej granicy Czadu-państwa, które ma nazwę właśnie pochodzącą od jeziora Czad. W okresach Zielonej Sahary Czad-jezioro zajmowało wielokrotnie większą powierzchnię. Wiemy na pewno, że właśnie w miarę, jak Sahara się zieleniła, zwierzęta z południa migrowały na północ, poszukując jedzenia, właśnie na terytorium Sahary. Za nimi szli nasi przodkowie. A gdy po kolejnych kilku tysiącach lat Sahara znowu pustynniała, potomkowie tych ludzi musieli migrować ponownie. Niektórzy szli na zachód i to niestety nie był dobry pomysł. Tutaj pustynia dociera prawie że do samego brzegu morza. Na pewno przynajmniej jedna grupa znalazła schronienie w Maroku i nasz znajomy z Jebel Irhoud to potomek ludzi, którzy przeszli na Saharę z południa, a następnie zostali z niej wypędzeni przez pogarszające się warunki klimatyczne.

Ostatni neandertalczycy i pierwsi homo sapiens w Europie

Inni z naszych przodków wywędrowali z Sahary na wschód i północ, a stamtąd trafili na Bliski Wschód ok. 45 tys lat temu i stamtąd dopiero do Europy ok. 43 tys lat temu, czyli stosunkowo późno, gdy duża część Azji była już zasiedlona przez homo sapiens. Pierwsza kultura homo sapiens w Europie, o której istnieniu wiemy na pewno, pojawiła się ok. 43 tys lat temu i nazywamy ją kulturą oryniacką, od nazwy jaskini w pobliżu miejscowości Aurignac w południowej Francji. Kultura oryniacka była skutkiem jednej dużej fali migracji – mamy jednak powody sądzić, że jeszcze na tysiące lat przed nią inne, niewielkie grupy homo sapiens, infiltrowały nasz kontynent. W jaskini Bacho Kiro w Bułgarii [010a] znaleziono drobne kości homo sapiens pochodzące z 46-42 tys lat temu. W Złotym Koniu w Czechach znaleziono czaszkę kobiety sprzed 43 tys lat temu. A w Rumunii w Oase trafiono na szczątki dwóch osób, kreatywnie nazwane „Oase 1” i „Oase 2”. Oase 1 żył około 40.5 tys lat temu. Wieku Oase 2 nie jesteśmy w stanie określić aż tak dokładnie, ale szacuje się, że pochodzi sprzed 41.5-39.5tys lat. Oase 2 to ten przystojniak. [010c] Badania DNA sugerują, że Oase 1 i Oase 2 są ze sobą spokrewnieni, jak również obaj są spokrewnieni z ludźmi z Bacho Kiro, ale Oase 2 wykazuje również pokrewieństwo z przodkami ludów syberyjskich i rdzennych Amerykanów, a obaj Oase 1 i 2 mają ok. 6% genów neandertalskich. Co więcej, kobieta ze Złotego Konia jest z nimi wszystkimi dalej spokrewniona niż ten Oase 2 z późniejszymi rdzennymi Amerykanami. Zlaty Kuń musiał więc być miejscem zamieszkania jakiejś zupełnie odrębnej populacji homo sapiens.

No i jest jeszcze Grotte Mandrin, jaskinia w południowej Francji, która w ciągu ostatnich lat ściąga duże zainteresowanie archeologów z dwóch powodów.

Po pierwsze, tam oraz w pobliskiej Grotte Neron, znaleziono resztki narzędzi krzemiennych z 56.8-51.7 tys lat temu, czyli jeszcze dużo wcześniej niż te najwcześniejsze szczątki homo sapiens w Europie jakie znaleziono w Bacho Kiro, ale wykonane w sposób, który przypomina raczej wyroby homo sapiens z Bliskiego Wschodu niż wyroby neandertalskie z podobnego okresu w Europie. Warstwa z tymi narzędziami jest w kanapce pomiędzy dwoma warstwami gdzie znaleziono narzędzia krzemienne typowe dla neandertalczyków. Wygląda to tak, jakby do południowej Francji przybyła jakaś grupa homo sapiens – być może łodziami, wzdłuż wybrzeża, albo ze wschodu, albo z Afryki – zamieszkała tam na pięć tysięcy lat, a potem wymarła lub opuściła te rejony. Ale nie mamy ich szczątków.

Drugi powód jest przynajmniej równie ciekawy. W tej samej jaskini Mandrin znaleziono szczątki neandertalczyka sprzed 50 tys lat temu, czyli już po tym, jak nasi być może homo sapiens ją opuścili. Nazwano go Thorin. DNA Thorina ostatnio przebadano i okazało się, że jego grupa nie mieszała się z innymi neandertalczykami przez ok. poprzednie 50 tysięcy lat. W południowej Francji, gdzie na pewno w pobliżu mieszkali inni neandertalczycy, plemię Thorina zachowywało swoją „czystość rasową” czy co oni tam o tym myśleli, przez tak długi czas jaki dzieli te szczątki od dnia dzisiejszego. Nie wiemy do tej pory co o tym myśleć, tzn. czy to było tylko to jedno takie dziwne plemię, czy może w ogóle neandertalczycy tak robili.

Ciekawy jest też powód dlaczego możemy tak dokładnie określić wiek narzędzi z Grotte Mandrin i Neron: 56.8-51.7tys lat temu. W „Kindred”, książce popularnonaukowej o neandertalczykach [010f] autorka pisze o tym jak bardzo szczegółowe są obecne metody badań archeologicznych. Na suficie jaskini Mandrin odnaleziono warstwy sadzy z ogniska, które ktoś palił na dole. Sadzę można było datować węglem C14, a kolejne jej warstwy i różnice między ich wiekiem pozwoliły nam określić kiedy jaskinia była zamieszkiwana z precyzją do kilkuset lat.

Przy okazji, proszę zwrócić uwagę, że wszędzie tutaj używam terminu „lata temu”, a nie „przed naszą erą”. Zazwyczaj gdy mówimy o paleolicie nie jest to taka wielka różnica – 2 tysiące lat w tą lub w tamtą. Ale w tym filmie będziemy stopniowo zbliżać się do naszych czasów, aż zatrzymamy się na końcu epoki lodowcowej, czyli 12 tysięcy lat temu, a w następnym filmie podejmiemy temat w dokładnie tym momencie i dotrzemy do okolic 5000 lat temu, czyli 3000 lat pne. I wtedy to już będzie bardzo ważne czy mówimy o „przed naszą erą” czy „lat temu”. Zdecydowałem więc, że w tym filmie będę posługiwał się datami relatywnymi do czasów, w których żyjemy, a w następnym będę używał obu wersji, zwłaszcza pod koniec. 

Mniej więcej właśnie wtedy gdy nasi przodkowie z kultury oryniackiej zasiedlali Europę, na tym samym kontynencie żyli ostatni neandertalczycy. Ostatnie neandertalskie szczątki znajdujemy na terenach Hiszpanii i Portugalii i pochodzą one sprzed 41-39 tys lat temu. Badania genetyczne późniejszych szczątków homo sapiens wykazujących wysoką domieszkę neandertalskiego DNA mogą wskazywać na to, że neandertalczycy przetrwali w odosobnionych miejscach jeszcze kilka tysięcy lat, ale nie mamy na ten temat przekonujących dowodów. Generalnie główna teoria oczywiście jest taka, że albo ich wszystkich wymordowaliśmy, albo odebraliśmy im tereny łowieckie, zmuszając do wycofywania na coraz gorsze terytoria i skazując na śmierć głodową, albo prawdopodobnie jedno i drugie. Jest też duże prawdopodobieństwo, że neandertalczyków było dużo mniej niż homo sapiens, może nawet 5-10 razy mniej niż migrujących do Europy homo sapiens. Jeśli tak, to nawet nie musieliśmy z nimi specjalnie walczyć – po prostu zmusiliśmy ich do ucieczki. Poza tym również na pewno krzyżowaliśmy się z nimi – „Oase 2” miał ponad 7% genów neandertalskich, czyli wygląda na to, że jeden z jego pra-pradziadków był neandertalczykiem. 

Kultura oryniacka

Kultura oryniacka trwała od 43 do 33 tys lat temu i jest pierwszą kultura homo sapiens, której ślady odnajdujemy w całej Europie, od obecnej Hiszpanii po Krym. Czasem zamiast terminu „kultura” możecie słyszeć o „kompleksie technologicznym”, ponieważ kulturę oryniacką i wszystkie następne kultury paleolityczne identyfikujemy po przedmiotach materialnych – sposobach wytwarzania ostrzy z krzemienia, malunków naskalnych, dzieł artystycznych takich jak figurki z kości, oraz przedmiotów codziennego użytku. Nie wiemy nic o ich języku, zwyczajach, czy wierzeniach. Mogły być różne, zależnie od miejsca – i wtedy mówilibyśmy o różnych kulturach – ale mamy dostęp wyłącznie do dzieł materialnych, a te są do siebie wystarczająco podobne, by mówić o jednej kulturze. Zakładamy więc, że była to ta sama fala migracji ludzi, którzy się rozeszli po Europie dość szybko i w związku z tym zachowali ten sam sposób tworzenia ostrzy z krzemienia, rysunków naskalnych i tak dalej.

Z czasów kultury oryniackiej pochodzą rysunki naskalne w Europie. Na przykład ten tutaj w jaskini Chauvet, południowo-wschodnia Francja, 37-33 tys lat temu i przedstawia między innymi niedźwiedzie jaskiniowe, lwy jaskiniowe i mamuty.  Nasi przodkowie bardzo często uwieczniali na ścianach jaskiń sylwetki zwierząt, które żyły w ich otoczeniu. Dzięki temu możemy nie tylko podziwiać wartość artystyczną tych rysunków, ale też dowiedzieć się czegoś o stopniowo zmieniającej się faunie.

Kultura oryniacka to też pierwsze przykłady statuetek, wykonywanych z kości zwierząt. Tu mamy statuetkę człowieka-lwa, znalezioną w południowych Niemczech w Hohlenstein-Stadel. Pochodzi z 41-35 tys lat temu. Nie wiemy do czego służyła. Stary archeologiczny dowcip mówi, że jeśli nie wiemy do czego coś służyło, to mówimy, że obiekt miał znaczenie religijne. Może miał. Może nie. Nie wiemy.

W innej jaskini w południowych Niemczech, zwanej Hohle Fels, znaleziono zrobiony z kła mamuta flet sprzed 35 tys lat temu. Wiemy o przynajmniej kilku fletach pochodzących z podobnych czasów. Są robione z kości ptaków, które naturalnie są puste w środku, albo z kości zwierząt, które zawierały szpik kostny i ten szpik został wyssany. Ale ten flet zrobiony jest z kła mamuta. Kieł mamuta nie jest pusty w środku. Ktoś musiał go rozciąć na połowy, wydrążyć, zrobić dziurki w odpowiednich miejscach, a potem skleić jakimś rodzajem kleju – czyli już 35 tys lat temu ludzie musieli wiedzieć jak wyrabiać klej. I całą tę operację przeprowadzono, aby stworzyć instrument muzyczny.

Z tego samego Hohle Fels mamy również maleńką figurkę mamuta zrobionego z kła mamuta. [019] Nie sądzę, aby autorowi umknęła ironia tego faktu. Znaleźliśmy też maleńką głowę lwa jaskiniowego. Co więcej właśnie z Hohle Fels pochodzi pierwsza tak zwana Wenus. W czasach późniejszej kultury graweckiej tych figurek będzie zatrzęsienie, ale pierwsza znaleziona taka figurynka jest starsza od nich o ładne kilka tysięcy lat. Jak widzicie, nie ma ona głowy, ale jest w jej miejscu taki rodzaj jakby wypustki i archeologowie podejrzewają,  że głowa istniała. Być może zrobiona z drewna albo z innego kawałka kości. Nakładano ją na tę wypustkę i dzięki temu można nią było kręcić.

A zwracam na to uwagę – na ten flet, mamuta z kła mamuta, oraz na figurkę z być może ruchomą głową – ponieważ taką myślą przewodnią tego filmu jest, że ludzie paleolitu byli takimi samymi ludźmi jak my. „Behavioral modernity”, wiodąca obecnie teoria na ten temat mówi, że już przynajmniej od około 50 tysięcy lat temu homo sapiens mieli własny język, tak samo skomplikowany jak współczesne języki, wychowywali dzieci tak samo, jak i my wychowujemy dzieci, mieli pewną strukturę społeczną, i tak dalej. Dziecko ludzi kultury oryniackiej bawiło się ze swoimi rówieśnikami, naśladowało swoich rodziców, potem – dorastając – w wieku nastoletnim wchodziło w swoje pierwsze przyjaźnie i romanse, doświadczało pierwszych konfliktów… Później taki młody człowiek miał jakieś ambicje, starał się zostać kimś znanym i poważanym w swoim plemieniu, w końcu zakładał rodzinę i miał własne dzieci. Chciałbym, żebyśmy wyrzucili z głów z jednej strony taki kreskówkowy obraz barbarzyńcy z maczugą, a z drugiej strony również nie budowali sobie równie nieprawdziwego obrazu „noble savage„, kogoś kto żyje zgodnie z naturą i czci Matkę-Ziemię. Oczywiście od ludzi paleolitu różnimy się bardzo we wszystkich rzeczach, które wynikają z naszego poziomu technologicznego, oraz z życia w dużo bardziej skomplikowanym i dużo większym społeczeństwie. Jednak pod wieloma względami – społecznymi i psychologicznymi – jesteśmy dokładnie takimi samymi ludźmi jak oni, z podobnymi marzeniami, ambicjami i problemami.

Inna ciekawostką – trochę kontrowersyjną, przynajmniej w internecie – jest fakt, iż prawie na pewno ludzie kultury oryniackiej mieli ciemniejszą skórę niż współcześni Europejczycy. Nie w tym nic dziwnego: ich przodkowie dopiero kilka tysięcy lat wcześniej opuścili Afrykę. Nie oznacza to, że wyglądali jak współcześni Afrykanie – prawie na pewno tak nie było. Mówimy tu wyłącznie o wysokiej zawartości melaniny w ich skórze i włosach, na co wskazują badania genetyczne. Również ich potomkowie, którzy żyli w Europie przez cały okres paleolitu, oraz przedstawiciele późniejszych migracji przed tą najważniejszą, neolityczną – o której będziemy mówić w następnym filmie – wszyscy oni mieli wyraźnie ciemniejszy odcień skóry niż my.

Kultura grawecka

Koniec kultury oryniackiej zbiega się z okres ochłodzenia w Europie. Okres kultury oryniackiej, te 43 do 33 tys lat temu, to okres interglacjalny. Było zimniej niż obecnie, ale jednak cieplej niż właśnie w takim stereotypowym okresie zlodowacenia, jaki kojarzymy z paleolitem. Wiemy, że ludzie w tamtych czasach mieli dostęp do stosunkowo różnorodnej diety, bogatej w owoce i ryby. Kultura grawecka, która nastąpiła po oryniackiej, nie miała już tak dobrze. Jej czasy, od 33 do 22 tys lat temu, przypadają na szczyt ostatniego zlodowacenia w Europie, najpotężniejszego ze wszystkich. Grawetianie – ta nazwa również pochodzi od jaskini w południowej Francji – musieli wyspecjalizować się w życiu w takich warunkach. Wiemy, że używali igieł i jakiegoś rodzaju nici, być może zrobionych ze ścięgien, co sugeruje nam, że współczesne stroje Inuitów mogą wyglądać trochę podobnie do tego, co nosili ludzie kultury graweckiej. [025] Polowali na mamuty, konie, żubry – słowem całą megafaunę prehistorycznej Europy. Wiemy również o dekoracjach, jakie nosili, na przykład o muszelkach, które prawdopodobnie były naszywane na stroje. Jak również to właśnie z tego okresu pochodzą tak zwane figurki Wenus, które znajdujemy wszędzie od Syberii po zachodnią Europę. Najbardziej znaną z nich jest figurka Wenus z Willendorfu w Austrii sprzed 29,5 tysiąca lat. Ma jakieś 11 cm wysokości i jest zrobiona z kamienia. Druga, moim zdaniem dużo ciekawsza, to figurka złożona z samej głowy, nazywana Wenus z Brassempouy w południowo-zachodniej Francji. Pochodzi sprzed 25 tysięcy lat. Co ciekawe, na głowach obu tych postaci można dostrzec linie i wybrzuszenia, które być może mają symbolizować albo skomplikowaną fryzurę, albo nakrycie głowy. W przypadku Wenus z Willendorfu możemy podejrzewać, że jeżeli jest to figurka na podstawie kogoś kto istniał naprawdę, to modelka być może po prostu miała kręcone włosy, ale w przypadku tej z Brassempouy najprawdopodobniej mamy do czynienia albo z misterną siateczką, albo przynajmniej bardzo dużą ilością wstążek czy innych sznurków, założonych na włosy. Jedna z reprodukcji, oczywiście tylko taka artystyczna, nie oparta o żadne konkretne znaleziska, pokazuje, że mógł to być rodzaj czapki, być może zrobionej ze skóry i obszytej sznurkiem. Taka czapka mogła być równocześnie ciepła, dzięki obszyciu dobrze przylegać do głowy i zakrywać uszy, ale również była ładna. Widać, że element estetyczny też grał tutaj rolę.

Szczyt ostatniego zlodowacenia przypada na ok. 25 tys lat temu. W tych czasach w Europie lodowiec pokrywał północną Polskę, całą Skandynawię, Morze Północne, oraz większość Brytanii. Również Alpy były całe skute lodem, a w okolicach dzisiejszego Monako lód docierał niemal do samego wybrzeża Morza Śródziemnego. To jest o tyle ważne, że zanim do tego doszło, kultura grawecka, podobnie jak wcześniej oryniacka, była podobna w całej Europie. Znajdujemy wiele figurek Wenus, oraz narzędzi z krzemienia, które nie różnią się wiele od siebie na terenie od zachodniej Syberii po Francję. Ale w miarę jak się oziębiało, stopniowo w poprzek Europy powstał  mur z lodu jak w „Grze o Tron”. Podróże między zachodnią Europą, czyli obecnymi Francją i Hiszpanią, a półwyspem apenińskim i bałkańskim stały się  albo niemożliwe, albo przynajmniej bardzo, bardzo utrudnione. Co prawda pomiędzy lodowcem północnym, a alpejskim, była przestrzeń wolna od lodu, ale były to tereny bardzo mroźne i suche. Paradoksalnie, lodowca nie było tam właśnie dlatego, że cała wilgoć była już uwięziona na północy i w Alpach. Nie padał śnieg ani deszcz, dzięki którym lodowce mogłyby dalej rosnąć. Lecz nawet mimo tego były to tereny bardzo nieprzyjazne dla ludzkiego życia.

Kultura solutryjska

Szczyt zlodowacenia jest więc czasem gdy następuje podział: Tam, gdzie do tej pory mieliśmy jedną wspólną kulturę, kulturę grawecką, powstają dwie. Od tej pory przez następne tysiące lat grupy homo sapiens żyjące w zachodniej i południowo-wschodniej Europie rozwijają się niezależnie od siebie, być może nawet nie zdając sobie sprawy z istnienia tych drugich. Na zachodzie Europy powstaje kultura, którą nazywamy solutryjską. Znowu od pewnego miejsca we Francji – tylko tym razem nie jest to jaskinia, a wysoka skała nad miasteczkiem Solutré-Pouilly w południowo-wschodniej Francji. Tutaj właśnie, pod tym wielkim urwiskiem, znaleziono stos kości dzikich koni. Konie w tamtych czasach nie służyły ludziom, aby na nich jeździć, ale aby je jeść. Były też mniejsze i bardziej krępe – na podstawie malunków naskalnych możemy podejrzewać, że wyglądały podobnie do współczesnych koni Przewalskiego, ostatniego dzikiego podgatunku konia na świecie. Teoria jest taka, że łowcy solutryjscy zapędzili stado koni na szczyt wzgórza, po czym udało im się wzbudzić panikę w stadzie – być może podpalając trawy, albo po prostu atakując je włóczniami i oszczepami – i całe stado spadło z urwiska. Konie zginęły, ale dzięki temu plemię ludzkie mogło przetrwać kolejne miesiące w ekstremalnie trudnych warunkach szczytu ostatniego zlodowacenia.

Z czasów kultury solutryjskiej mamy jeszcze mniej dzieł artystycznych niż z czasów kultury graweckiej. To był naprawdę ekstremalny okres w dziejach Europy. Solutryjczycy prawdopodobnie nie mieszkali w jaskiniach ani w ich pobliżu, ale byli w ciągłym ruchu – podążali za stadami zwierząt, na które polowali i które stanowiły główną część ich diety. W bardziej umiarkowanym klimacie, łatwiejszy dostęp do roślin jadalnych, oraz ryb, pozwalałby im pozostać w jednym miejscu na trochę dłużej. Jednakże u szczytu zlodowacenia ludzie nie mogli sobie na to pozwolić. Ich być albo nie być zależało od udanych polowań na megafaunę, a ta migrowała w poszukiwaniu pożywienia.

Natomiast to co mamy z okresu kultury solutryjskiej to przepiękne ostrza z krzemienia. To jest jedno z takich ostrzy – a konkretnie grot włóczni. Widzimy tu bardzo precyzyjną, symetryczną obróbkę po bokach, co jest o tyle ciekawe, że w tworzeniu ostrzy z krzemienia jest bardzo łatwo o błąd. Gdyby na przykład odłupać fragment trochę za bardzo z jednej strony, grot przestałby być symetryczny, a wtedy twórca musiałby odpowiednio odłupać fragment z drugiej strony. Gdyby z kolei to m się nie udało – gdyby uderzył za mocno – grot skrzywiłby się z kolei znowu w tę pierwszą stronę. I tak dalej, i tak dalej. Trudno o ładne, duże kawałki dobrej jakości krzemienia, a tym bardziej trudno o duże, wykonane z nich ostrza. A jednak z okresu solutryjskiego pochodzą właśnie takie, najpiękniejsze z nich. Świadczy to o talencie twórców, jak również na pewno o wielu latach treningu i pracy, zapewne pod okiem kogoś ze starszego pokolenia.

Ostrza z krzemienia

Myślę, że to dobry moment na dygresję. Przenieśmy się na chwilę o milion lat w przeszłość do Tanzanii i porozmawiajmy o tym jak homo erectus tworzyli pierwsze ostrza z krzemienia.

Najprostszym narzędziem, jakie można zrobić z krzemienia, jest tak zwany toporek ręczny, czyli po prostu kawałek kamienia obłupanego na kształt łzy. Z jednej strony obłe, szerokie zakończenie, które można trzymać w dłoni, a na drugim końcu znajduje się ostrze. Aby wykonać toporek ręczny wystarczy obłupać tylko jedną stronę, aby uzyskać krawędź tnącą. Takim ociosanym kamieniem można ciąć skórę zabitego zwierzęcia, lub mięso, albo można nim rzucić i być może akurat trafi ostrą stroną w jakieś zwierzę lub innego człowieka. Toporki ręcznie były w użyciu przez około milion lat, aż do czasów neandertalczyków. Później również, ale neandertalczycy wymyślili coś trochę bardziej skomplikowanego. Podobnie jak solutryjczycy wiele tysięcy lat później podążali oni za stadami zwierząt i zapewne przez wiele miesięcy w roku nie mieli dostępu do miejsc, skąd mogliby pozyskiwać krzemień. Nie mogli więc wytwarzać narzędzi na bieżąco, gdy były im potrzebne. Z drugiej strony, na podstawie wyglądu znalezionego krzemienia możemy czasem dość precyzyjnie określić skąd pochodzi i na tej podstawie jesteśmy całkiem pewni, że neandertalczycy nosili ze sobą dobrej jakości większe kawałki krzemienie, aby wyrabiać z nich ostrza nie na miejscu, ale gdy zajdzie potrzeba i będzie wiadomo, jakiego rodzaju ostrze trzeba wykonać. Już to samo może nam powiedzieć coś o możliwościach umysłowych neandertalczyka – nie tylko dlatego, że taka działalność wymaga wybiegania myślą w przyszłość, ale też ponieważ na pewno dużych kamieni nie noszono po prostu w rękach. Musiały istnieć jakieś rodzaje szytych worków ze skóry, lub plecionych koszy z wikliny, które homo neanderthalensis wytwarzali z myślą o tym, że będą w nich nosić wartościowe przedmioty.

Te duże kawałki krzemienia obrabiano wstępnie już w kamieniołomie, a później, gdy twórca w końcu siadał do pracy nad ostrzem, precyzyjnymi uderzeniami drugiego, ciężkiego kamienia, oddzielał od tego pierwszego płaskie, cienkie fragmenty, z których następnie tworzył ostrza noży lub groty włóczni.

Istnieją powody sądzić, że neandertalczycy korzystali już z narzędzi skomplikowanych – skomplikowanych w sensie archeologii paleolitu, czyli narzędzi złożonych z więcej niż jednego elementu. Jak mówi stary dowcip, dzida składa się z przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia. Nas przede wszystkim interesuje przeddzidzie, czyli sposób w jaki krzemienne groty mogły być łączone z drewnianym drzewcem. Pewne poszlaki wskazują, że już neandertalczycy używali w tym celu sznurków i być może jakiegoś rodzaju kleju, smoły, bądź żywicy.

Ludzie z kultur oryniackiej, graweckiej i solutryjskiej popchnęli technologię jeszcze bardziej do przodu. Różnic między tym jak oni pracowali nad krzemieniem, a jak robili to neandertalczycy, jest wiele, ale być może najbardziej rzucającą się w oczy jest praktyka delikatnego obłupywania krawędzi grotu lub ostrza, czego w przypadku ostrzy neandertalskich nie zauważamy. Krzemienna krawędź, zaraz po odłupaniu, potrafi być niesamowicie ostra, ale też bardzo krucha. Homo sapiens wymyślili sposób dalszej pracy nad takim ostrzem, aby przy jedynie niewielkiej utracie ostrości, zapewnić mu większą wytrzymałość. Na zdjęciu powyżej widzimy narzędzia, jakich używali. Po lewej znajduje się otoczak wielkości pięści. Można takiego znaleźć w dowolnym jeziorze lub strumieniu – ważne, żeby był ciężki i twardy. Takim otoczakiem odłupywano fragment krzemienia, w sposób podobny do tego, jaki stosowali neandertalczycy. Drugie po lewej narzędzie to trzon poroża jelenia, ale mógłby to być też kawałek kamienia, lecz innego rodzaju niż otoczak po lewej – musi to być przedmiot o szorstkiej powierzchni Służy do ścierania krawędzi. Gdy już odłupiemy ładny fragment o ostrej krawędzi, specjalnie ścieramy ją lekko, pozbywając się w ten sposób tych malutkich okruszków, które i tak by zaraz odpadły. Natomiast te dwa rogi sarny lub jelenia, widoczne po prawej, służą do tworzenia ząbkowanej krawędzi. Końcem rogu naciskamy na samą krawędź, odłupując maleńki jej fragment, po czym powtarzamy tę operację na całej długości ostrza. Dzięki temu uzyskujemy krawędź dużo bardziej wytrzymałą niż ta, od której zaczęliśmy. Co więcej, żadna sarenka nie musiała ucierpieć, abyśmy mogli uzyskać takie narzędzie. Samce saren i jeleni zrzucają poroże co roku wczesną zimą. Można je czasem znaleźć po prostu podczas spaceru po lesie.

Dobrze więc, tyle dygresji o krzemiennych ostrzach. Wróćmy do naszego tajmlajnu.

“Alpha”

Około 30 tysięcy lat temu, na Syberii, udomowiono psa. Nie dokonali tego Solutryjczycy, lecz jakiś kompletnie inny lud, paleo-syberyjski i być może spokrewniony z rdzennymi Amerykanami. Badania genetyczne wskazują, że psy, które Amerykanie hodowali w epoce prekolumbijskiej, nie zostały udomowione niezależnie, ale pochodzą od tej samej linii psów syberyjskich. Nie znaczy to jednak, że pies został udomowiony tylko raz i wszystkie nasze psy pochodzą od tej jednej rasy. Bardziej możliwe, że na Syberii dochodziło do udomowień kilka razy, a już udomowione psy wielokrotnie ponownie dziczały i mieszały się z wilkami.

W 2018 roku wyszedł na ekrany film „Alfa”. Jego twórcy połączyli kropki pomiędzy Solutryjczykami, słynnymi z pięknych krzemiennych grotów, oraz z udomowieniem psa w mniej więcej tym samym okresie, ale w innym miejscu. Mimo wszystko jednak polecam. Poza tym jednym zgrzytem, który był potrzebny dla zbudowania fabuły, wygląda na to, że ktoś tam odrobił pracę domową i „Alfa” całkiem ciekawie opisuje życie ludzi w okresie kultury solutryjskiej, czyli w obecnej południowej Francji, ale 20-25 tysięcy lat temu, w czasach szczytu zlodowacenia.

Kultury magdaleńska i epigrawecka

Lodowce zaczęły ustępować ok. 17 tys lat temu. Dawna lodowa bariera pomiędzy zachodnią a południową Europą powoli zanika. Jest cieplej, ludzie znowu mają większy dostęp do pożywienia roślinnego, a z kolei wielkie stada mamutów wycofują się z Europy. Paradoksalnie, cieplejszy klimat nie sprzyja megafaunie, a tym bardziej nie sprzyja im rosnąca populacja homo sapiens. Stada mamutów wędrują więc coraz bardziej na wschód, a za nimi podążają łowcy tych plemion, które wciąż specjalizują się w polowaniach na nie. Niedługo później, na pewno wcześniej niż 12 tys lat temu, ostatnie mamuty znikają z Europy. Będą jeszcze żyć jakiś czas na Syberii, a ostatnie z nich wymrą dopiero 4.5 tys lat temu, a więc w okresie starożytnego Egiptu i Mezopotamii. Ich szczątki znaleziono na wyspie Wrangla na Oceanie Arktycznym.

Wróćmy jednak do Europy. Tę kolejną kulturę paleolityczną, która wciąż ma korzenie w południowej Francji, ale sięga przez obecne Niemcy aż do Polski, nazywamy kulturą magdaleńską – ta nazwa znowu pochodzi od francuskiej jaskini, tym razem La Madeleine na południowym zachodzie kraju, gdzie po raz pierwszym odkryto pozostałości z tamtego okresu – m.in. poroże jelenia z wydrążonym otworem i maleńką płaskorzeźbą konia, oraz rzeźbę żubra, liżącego sobie ślad po ukąszeniu przez muchę [038b]. W ogóle okres kultury magdaleńskiej wiąże się z największą w europejskim paleolicie liczbą znalezisk artystycznych: rzeźb, płaskorzeźb, oraz malunków naskalnych, takich jak te najbardziej znane, z jaskini Lascaux, znowu w południowej Francji. Lascaux jest obecnie zamknięte dla zwiedzających, ponieważ malunki na ścianach i suficie jaskini wytrzymały 17 tysięcy lat wyłącznie dlatego, że przez cały ten czas znajdowały się w ciemnym, suchym i zimnym miejscu, i już sama obecność zwiedzających zmienia mikroklimat jaskini na tyle, by doprowadzić do ich zniszczenia. Na szczęście jednak, całą jaskinię odtworzono w skali jeden do jednego w pobliskim muzeum.

Jaskinia w Lascaux zawiera w sumie ponad 600 malowideł, głównie wizerunków zwierząt, na które polowali ludzie tej epoki: turów, żubrów, jeleni i koni. Nie znajdziemy natomiast w Lascaux wizerunków mamutów, czy lwów jaskiniowych – i tylko jednego niedźwiedzia.

Zwłaszcza ciekawe są wizerunki jeleni, tych które żyją w Europie do dziś, jak i jeleni olbrzymich, które zniknęły z Europy zachodniej właśnie w okresie kultury magdaleńskiej. Tak jak kultura grawecka zdawała się mieć obsesję na punkcie statuetek Wenus, tak z okresu kultury magdaleńskiej pochodzi bardzo wiele przedmiotów wykonanych z poroża jeleni, jelenie są bardzo popularnym motywem malunków naskalnych, oraz znajdujemy ich czaszki, które być może były wykorzystywane w celach rytualnych.

Ten okres, między 17 a 12 tysięcy lat temu, to też okres zderzenia kultur. Południowa i wschodnia Europa, a więc Półwysep Apeniński i Bałkany, siłą rzeczy nawet w okresie zlodowacenia miały bardziej umiarkowany klimat, niż zachodnia Europa. Rozwijała się tam kultura zwana epigrawecką, czyli „końcową grawecką”, ze względu na podobieństwo znalezisk z tamtych regionów do wcześniejszej kultury graweckiej. Możemy podejrzewać, że południową i wschodnią Europę zasiedlało też dużo więcej ludzi, a do tego kontakt z Bliskim Wschodem nie był tak utrudniony jak z zachodem kontynentu. Gdy więc lodowce roztopiły się, na zachód i północ ruszyła nowa fala migracji, która stosunkowo szybko wyparła kulturę magdaleńską.

Młodsze Draje

W okolicach 13-12 tysięcy lat temu następuje nagły powrót lodowców. Ten okres nazywa się Młodszymi Drajami, od nazwy małego kwiatka, rosnącego w Alpach, którego po angielsku nazywamy dryas octopetala, a po polsku dębikiem ośmiopłatkowym. Najwyraźniej zimny i suchy klimat to coś co dębiki lubią, bo w warstwie gleby z tych czasów znajdujemy ich nasiona w całej Europie. Ten zimny okres trwał tylko kilkaset lat, ale musiał być katastrofą dla wszystkich ludzi, którzy żyli wtedy w Europie. Wiemy, że w tym samym czasie na Bliskim Wschodzie istniała tak zwana kultura natufijska, która przejawiała już pewne cechy, jakie możemy wiązać z początkiem neolitu – ale jeśli nawet faktycznie tak było, Młodsze Draje uniemożliwiły im dalszy rozwój technologiczny.

Mezolit

Młodsze Draje kończą się ok. 11 tysięcy lat temu, następuje nagły wzrost średniej temperatury na Ziemi, a wraz z nim kolejna rewolucja kulturowa w Europie i na Bliskim Wschodzie. Jest to też dla nas rodzaj granicy.  Wszystko to co działo się wcześniej, nazywamy paleolitem. Dawniej używano również nazwy „epoka kamienia łupanego”. Możecie również spotkać się z terminem „kro-magnończyk” na określenie ludzi epoki paleolitu w Europie. Cro-Magnon to  jeszcze jedna jaskinia we Francji – historycznie pierwsza, w jakiej znaleziono krzemienne ostrza i zidentyfikowano je jako dzieło paleolitycznych homo sapiens z kultury, którą później nazwano oryniacką. W popularnej opinii czasami wszyscy homo sapiens od kultury oryniackiej po epigrawecką nazywani są kro-magnończykami, ale jak już wiemy, mieszkańcy Cro-Magnon byli tylko jedną grupą, jedną z bardzo wielu. Natomiast z drugiej strony, po końcu Młodszych Drajów, ale jeszcze przed rewolucją neolityczną, mamy czasy, które nazywamy mezolitem. Klimat staje się cieplejszy, megafauny już nie ma, za to więcej jest pożywienia roślinnego, ryb w rzekach i jeziorach, oraz małych zwierząt, na które trzeba polować w inny sposób. Ludzie stopniowo zmieniają tryb życia. Nadal co prawda są łowcami-zbieraczami, ale podczas gdy epoka lodowcowa wymuszała na ich przodkach ciągłą wędrówkami za stadami zwierząt, ludzie mezolitu polują na mniejszą i stosunkowo bardziej liczną zwierzynę. Nie muszą więc za nią podążać, lecz raczej przenosić się pomiędzy kilkoma lokacjami, które są w stanie ich wyżywić przez jakiś czas, a następnie ruszają dalej i wracają do tego samego miejsca miesiące lub nawet lata później, gdy lokalne populacje zwierząt i roślin wrócą do poprzedniej wielkości.

Zmienia się też ich technologia. Wielkie piękne groty włóczni do polowań na megafaunę, jakie znamy z czasów solutryjskich, ustępują miejsca harpunom [052] do łowienia ryb i ostrzom mikrolitycznym, to znaczy wykonanym z wielu małych kawałków krzemienia, [053] przytwierdzonych do drewnianego lub kościanego trzonu za pomocą kleju, żywicy lub smoły, oraz/lub obwiązanych sznurem. Możemy powiedzieć, że mamy tu do czynienia z przewagą ilości nad jakością: Duże ostrze, jeśli zostanie złamane, będzie do wyrzucenia. Jeżeli natomiast w polowaniu stracimy jedno lub nawet kilka z małych krzemiennych ostrzy, które razem tworzą naszą broń, łatwo będzie je wymienić. Małe ostrza nie muszą też być tak precyzyjnie wykonane jak wielkie groty włóczni solutryjskich łowców mamutów. 

Wśród innych ciekawych znalezisk z okresu mezolitycznego są np. wiklinowe kosze, oraz resztki wiklinowych sandałów z Cueva de los Murciélagos z okolic Granady w Hiszpanii, sprzed 9500 lat, doskonale zachowane, jak również ten oto moździerz zrobiony z piaskowca. Takie moździerze używane były do miażdżenia ziaren dzikich traw na mąkę, z której prawdopodobnie wyrabiano placki. Nie były to jeszcze co prawda czasy uprawy roślin, czyli początków neolitu. Ten zaczął się właśnie ok. 9500 lat temu, ale na Bliskim Wschodzie. Opowiemy sobie o nim więcej, dużo więcej, następnym razem.

Przypisy

Artykuły

  1. Early migrations: https://pleistoproject.wordpress.com/human-geography/migration/
  2. Jebel Irhoud: https://kar.kent.ac.uk/62267/1/Submission_288356_1_art_file_2637492_j96j1b.pdf
  3. Behavioral modernity: https://en.wikipedia.org/wiki/Behavioral_modernity
  4. Homo sapiens – Neanderthal – Denisovan interbreeding: https://www.nytimes.com/2010/12/23/science/23ancestor.html?hp
  5. Cave Mangrin: https://www.cell.com/cell-genomics/fulltext/S2666-979X(24)00177-0
  6. Evidence of Neanderthal fibre technology: https://www.nature.com/articles/s41598-020-61839-w
  7. Mesolithic baskets: https://www.nytimes.com/2023/09/30/science/ancient-woven-baskets-spain.html
  8. Homo sapiens – Neanderthal interbreeding: https://www.newscientist.com/article/mg19325931-300-the-neanderthal-within/
  9. Genetyka europejskiego paleolitu: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC9977688/
  10. Food and technical exploitation of mammals during the early Upper Palaeolithic at Les Abeilles (Haute-Garonne, France): https://journals.openedition.org/paleo/3018
  11. Diet of upper paleolithic modern humans: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ajpa.22457

Książki

  1. „Kindred”, Rebecca Wragg Sykes
  2. “Growing Up in the Ice Age”, April Nowell

Obie te książki w bardzo szczegółowy sposób opisują nie tylko naszą obecną wiedzę na temat tego okresu, ale również skąd to wiemy. Archeologia prehistorii poczyniła w ostatnich latach niesamowite postępy i już sama lektura o nowych technikach zdobywania wiedzy na podstawie dosłownie mikroskopijnych znalezisk jest szalenie ciekawa.

YouTube

  1. Stefan Milo
  2. History with Kayleigh

Rekonstrukcje i ilustracje

  1. Tom Björklund
  2. Kennis & Kennis
  3. Ettore Mazza

Podcasty

  1. Nerdy Nocą
  2. Radio Naukowe

W zbieraniu informacji nieocenioną pomocą była też dla mnie anglojęzyczna Wikipedia, oraz dział bibliografii pod każdym jej artykułem. Pamiętajcie, nie wierzcie wszystkiemu co czytacie w internecie, ale jeśli do tego co czytacie są przypisy, do których możecie sięgnąć i sprawdzić, że pochodzą z uznanych artykułów naukowych, to już jest coś.

„Życie w Neolicie”

W wekeend 13-14 kwietnia byłem na Śląskich Dniach Fantastyki. Spotkałem się z ekipą Czerwia Fantastycznego, rozdałem parę egzemplarzy promocyjnych „Pożegnania Słońca”, oraz zrobiłem prelekcję o prehistorii, „Życie w Neolicie”.

Oto mój asystent, mamut Trąbek

Opowiedziałem o kulturach paleolitycznych od momentu przywędrowania homo sapiens z Afryki do Europy, o metodach obróbki przemienia, następnie o początkach neolitu na Bliskim Wschodzie i tzw. pakiecie neolitycznym… a następnie okazało się, że 45 minut to trochę mało i już muszę kończyć. Najchętniej opowiadałbym jeszcze drugie tyle. Postaram się pojechać z nią na inne konwenty w tym roku i albo odpowiednio przyciąć, albo wynegocjować salę na półtora godziny.

A następnie, za kilka miesięcy, cały ten materiał trafi na YouTube w postaci krótkiej serii filmów edukacyjnych, publikowanowych pomiędzy odcinkami „Pożegnania Słońca”.

Pierwszy zadowolony czytelnik

Oto „Pożegnanie Słońca” w fizycznej postaci z Amazon.pl, oraz pierwszy zadowolony czytelnik 😃

Wersja w druku na życzenie. Miękka okładka. Dość duży i gruby format. Dostępna tutaj: https://www.amazon.pl/Pozegnanie-Slonca-Maciej-Gorywoda/dp/B0CWY6Y34J

Do każdego egzemplarza z Amazon dodaję ebook – proszę się tylko ze mną skontaktować na jeden z tuzina sposobów 🙂

Za zdjęcie dziękuję Aleksandrze Kot.