Życie w Paleolicie

Ten wpis to lekko zredagowana transkrypcja skryptu z powyższego filmu. Zachowałem w nim ten sam nieformalny ton i dygresje. Zdecydowana większość linków prowadzi do artykułów i grafik z anglojęzycznej Wikipedii. Polecam ich lekturę, jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, a jeśli macie ochotę zakopać się jeszcze głębiej, zarówno na końcu tego wpisu, jak i pod każdym artykułem na Wikipedii, znajdziecie kolejne linki, tym razem do konkretnych książek i artykułów naukowych.

Link do części 2: „Życie w Neolicie”

Początki homo sapiens poza Afryką

Początki naszego gatunku sięgają 200 do 300 tysięcy lat temu, gdzieś w Afryce. Ta tutaj mapka pokazuje 200 tysięcy lat i okolice Kenii i Tanzanii, ale najstarsze szczątki ludzkie, które uznajemy za należące do wczesnego homo sapiens, pochodzą z Jebel Irhoud w Maroku, i liczą sobie 300 tysięcy lat. Tak być może wyglądał ten człowiek. Jak widać miał jeszcze dość wyraźne wały nadoczodołowe, ale to nie znaczy, że nie był homo sapiens. Główną rzeczą, która odróżnia nas od naszych wcześniejszych przodków z gatunku homo, to płaska część twarzowa – a więc twarz, w której nie usta, lecz nos stanowią najbardziej wysunięty element, oraz bardziej okrągła puszka mózgowa – w przeciwieństwie na przykład do neandertalczyków, którzy mieli ją wydłużoną. Z tych powodów uważamy, że chociaż gdybyśmy spotkali go na ulicy, mógłby wydać tam się troszeczkę dziwny, to jednak ten człowiek z Maroka sprzed 300 tysięcy lat, należy do tego samego gatunku, co my.

Tak zwanych wyjść z Afryki było przynajmniej kilka, jeszcze przed powstaniem homo sapiens. Dlatego gdy nasi przodkowie opuścili Afrykę, w całej Azji i Europie napotkali inne gatunki człowieka: neandertalczyków, oczywiście, denisowian, późnych homo erectus, oraz być może również hobbitów z wyspy Flores w Indonezji, o ile ci ostatni nie wymarli wcześniej. Pierwsza fala migracji ruszyła mniej więcej 70, a być może nawet 90 tys lat temu, przez współczesny Jemen i dalej wzdłuż wybrzeży Oceanu Indyjskiego i do Australii. Musieli w tym celu na pewno pokonać przynajmniej jeden przesmyk, Bab al-Mandab, między Afryką a Półwyspem Arabskim, a następnie przepłynąć z pd-wsch Azji do prehistorycznego superkontynentu Sahul, w czasach gdy Nowa Gwinea i Australia stanowiły jeden ląd. Musieli więc używać przynajmniej jakichś prostych czółen. Potomkami tych ludzi są m.in. aborygeni australijscy, oraz Papuasi. Swoją drogą Papuasi to grupa etniczna o najwyższym na świecie procencie genów denisowian. ok. 4.8% (to tak jakby nasz prapradziadek był denisowianem).

Dopiero kolejna migracja z Afryki, ok. 50 tys lat temu, poszła wzdłuż Nilu, a następnie wybrzeżem Morza Śródziemnego. Ci homo sapiens na jakiś czas zatrzymali się na Bliskim Wschodzie i tam napotkali i zmieszali się po raz pierwszy z neandertalczykami. Ta wcześniejsza migracja, sprzed 70-90 tys lat zresztą też zmieszała się z neandertalczykami. Wszyscy współcześni ludzie poza Afryką, których przodkowie należeli do jednej z tych migracji, mają śladowe ilości genów neandertalskich. Z drugiej strony, ta bariera, jaką musieli pokonać migranci – Sahara oraz Morze Czerwone – były swego rodzaju wąskim gardłem. Jedynie stosunkowo niewielka liczba osób, z kilku konkretnych grup etnicznych, wyszła z Afryki. W wyniku tego obecnie w całej Afryce mamy do czynienia z dużo większą różnorodnością genetyczną niż na całej naszej planecie poza Afryką. Z genetycznego punktu widzenia nie mamy rasy czarnej, białej, żółtej i coś tam jeszcze, tylko jeśli już to mamy jedną rasę wszystkich ludzi poza Afryką… oraz jakieś 50 ras afrykańskich.

Zielona Sahara

Natomiast dlaczego wyszliśmy? Odpowiedź na to pytanie  wiąże się prawdopodobnie w tak zwaną teorią Zielonej Sahary, zwaną też pompą saharyjską. Sahara nie zawsze była pustynią. Przynajmniej kilka razy, o ile nam wiadomo, w czasie istnienia homo sapiens, Sahara była zielona. Nie rosły na niej co prawda takie lasy, jak u nas. Nie było tak ani tak fajnie, jak nad Morzem Śródziemnym obecnie, ani tak bardzo deszczowo i gorąco, jak na terenach równikowych. Natomiast były takie momenty – długie na kilka tysięcy lat i w pewien sposób skorelowane z epokami lodowcowymi, kiedy nad Saharę docierał monsun i przynajmniej przez kilka miesięcy w roku padały deszcze. Ta ilość wody była wystarczająca, aby istniały rzeki, jeziora, w tym jezioro Czad, które obecnie jest takim małym pyrtkiem tutaj, przy południowej granicy Czadu-państwa, które ma nazwę właśnie pochodzącą od jeziora Czad. W okresach Zielonej Sahary Czad-jezioro zajmowało wielokrotnie większą powierzchnię. Wiemy na pewno, że właśnie w miarę, jak Sahara się zieleniła, zwierzęta z południa migrowały na północ, poszukując jedzenia, właśnie na terytorium Sahary. Za nimi szli nasi przodkowie. A gdy po kolejnych kilku tysiącach lat Sahara znowu pustynniała, potomkowie tych ludzi musieli migrować ponownie. Niektórzy szli na zachód i to niestety nie był dobry pomysł. Tutaj pustynia dociera prawie że do samego brzegu morza. Na pewno przynajmniej jedna grupa znalazła schronienie w Maroku i nasz znajomy z Jebel Irhoud to potomek ludzi, którzy przeszli na Saharę z południa, a następnie zostali z niej wypędzeni przez pogarszające się warunki klimatyczne.

Ostatni neandertalczycy i pierwsi homo sapiens w Europie

Inni z naszych przodków wywędrowali z Sahary na wschód i północ, a stamtąd trafili na Bliski Wschód ok. 45 tys lat temu i stamtąd dopiero do Europy ok. 43 tys lat temu, czyli stosunkowo późno, gdy duża część Azji była już zasiedlona przez homo sapiens. Pierwsza kultura homo sapiens w Europie, o której istnieniu wiemy na pewno, pojawiła się ok. 43 tys lat temu i nazywamy ją kulturą oryniacką, od nazwy jaskini w pobliżu miejscowości Aurignac w południowej Francji. Kultura oryniacka była skutkiem jednej dużej fali migracji – mamy jednak powody sądzić, że jeszcze na tysiące lat przed nią inne, niewielkie grupy homo sapiens, infiltrowały nasz kontynent. W jaskini Bacho Kiro w Bułgarii [010a] znaleziono drobne kości homo sapiens pochodzące z 46-42 tys lat temu. W Złotym Koniu w Czechach znaleziono czaszkę kobiety sprzed 43 tys lat temu. A w Rumunii w Oase trafiono na szczątki dwóch osób, kreatywnie nazwane „Oase 1” i „Oase 2”. Oase 1 żył około 40.5 tys lat temu. Wieku Oase 2 nie jesteśmy w stanie określić aż tak dokładnie, ale szacuje się, że pochodzi sprzed 41.5-39.5tys lat. Oase 2 to ten przystojniak. [010c] Badania DNA sugerują, że Oase 1 i Oase 2 są ze sobą spokrewnieni, jak również obaj są spokrewnieni z ludźmi z Bacho Kiro, ale Oase 2 wykazuje również pokrewieństwo z przodkami ludów syberyjskich i rdzennych Amerykanów, a obaj Oase 1 i 2 mają ok. 6% genów neandertalskich. Co więcej, kobieta ze Złotego Konia jest z nimi wszystkimi dalej spokrewniona niż ten Oase 2 z późniejszymi rdzennymi Amerykanami. Zlaty Kuń musiał więc być miejscem zamieszkania jakiejś zupełnie odrębnej populacji homo sapiens.

No i jest jeszcze Grotte Mandrin, jaskinia w południowej Francji, która w ciągu ostatnich lat ściąga duże zainteresowanie archeologów z dwóch powodów.

Po pierwsze, tam oraz w pobliskiej Grotte Neron, znaleziono resztki narzędzi krzemiennych z 56.8-51.7 tys lat temu, czyli jeszcze dużo wcześniej niż te najwcześniejsze szczątki homo sapiens w Europie jakie znaleziono w Bacho Kiro, ale wykonane w sposób, który przypomina raczej wyroby homo sapiens z Bliskiego Wschodu niż wyroby neandertalskie z podobnego okresu w Europie. Warstwa z tymi narzędziami jest w kanapce pomiędzy dwoma warstwami gdzie znaleziono narzędzia krzemienne typowe dla neandertalczyków. Wygląda to tak, jakby do południowej Francji przybyła jakaś grupa homo sapiens – być może łodziami, wzdłuż wybrzeża, albo ze wschodu, albo z Afryki – zamieszkała tam na pięć tysięcy lat, a potem wymarła lub opuściła te rejony. Ale nie mamy ich szczątków.

Drugi powód jest przynajmniej równie ciekawy. W tej samej jaskini Mandrin znaleziono szczątki neandertalczyka sprzed 50 tys lat temu, czyli już po tym, jak nasi być może homo sapiens ją opuścili. Nazwano go Thorin. DNA Thorina ostatnio przebadano i okazało się, że jego grupa nie mieszała się z innymi neandertalczykami przez ok. poprzednie 50 tysięcy lat. W południowej Francji, gdzie na pewno w pobliżu mieszkali inni neandertalczycy, plemię Thorina zachowywało swoją „czystość rasową” czy co oni tam o tym myśleli, przez tak długi czas jaki dzieli te szczątki od dnia dzisiejszego. Nie wiemy do tej pory co o tym myśleć, tzn. czy to było tylko to jedno takie dziwne plemię, czy może w ogóle neandertalczycy tak robili.

Ciekawy jest też powód dlaczego możemy tak dokładnie określić wiek narzędzi z Grotte Mandrin i Neron: 56.8-51.7tys lat temu. W „Kindred”, książce popularnonaukowej o neandertalczykach [010f] autorka pisze o tym jak bardzo szczegółowe są obecne metody badań archeologicznych. Na suficie jaskini Mandrin odnaleziono warstwy sadzy z ogniska, które ktoś palił na dole. Sadzę można było datować węglem C14, a kolejne jej warstwy i różnice między ich wiekiem pozwoliły nam określić kiedy jaskinia była zamieszkiwana z precyzją do kilkuset lat.

Przy okazji, proszę zwrócić uwagę, że wszędzie tutaj używam terminu „lata temu”, a nie „przed naszą erą”. Zazwyczaj gdy mówimy o paleolicie nie jest to taka wielka różnica – 2 tysiące lat w tą lub w tamtą. Ale w tym filmie będziemy stopniowo zbliżać się do naszych czasów, aż zatrzymamy się na końcu epoki lodowcowej, czyli 12 tysięcy lat temu, a w następnym filmie podejmiemy temat w dokładnie tym momencie i dotrzemy do okolic 5000 lat temu, czyli 3000 lat pne. I wtedy to już będzie bardzo ważne czy mówimy o „przed naszą erą” czy „lat temu”. Zdecydowałem więc, że w tym filmie będę posługiwał się datami relatywnymi do czasów, w których żyjemy, a w następnym będę używał obu wersji, zwłaszcza pod koniec. 

Mniej więcej właśnie wtedy gdy nasi przodkowie z kultury oryniackiej zasiedlali Europę, na tym samym kontynencie żyli ostatni neandertalczycy. Ostatnie neandertalskie szczątki znajdujemy na terenach Hiszpanii i Portugalii i pochodzą one sprzed 41-39 tys lat temu. Badania genetyczne późniejszych szczątków homo sapiens wykazujących wysoką domieszkę neandertalskiego DNA mogą wskazywać na to, że neandertalczycy przetrwali w odosobnionych miejscach jeszcze kilka tysięcy lat, ale nie mamy na ten temat przekonujących dowodów. Generalnie główna teoria oczywiście jest taka, że albo ich wszystkich wymordowaliśmy, albo odebraliśmy im tereny łowieckie, zmuszając do wycofywania na coraz gorsze terytoria i skazując na śmierć głodową, albo prawdopodobnie jedno i drugie. Jest też duże prawdopodobieństwo, że neandertalczyków było dużo mniej niż homo sapiens, może nawet 5-10 razy mniej niż migrujących do Europy homo sapiens. Jeśli tak, to nawet nie musieliśmy z nimi specjalnie walczyć – po prostu zmusiliśmy ich do ucieczki. Poza tym również na pewno krzyżowaliśmy się z nimi – „Oase 2” miał ponad 7% genów neandertalskich, czyli wygląda na to, że jeden z jego pra-pradziadków był neandertalczykiem. 

Kultura oryniacka

Kultura oryniacka trwała od 43 do 33 tys lat temu i jest pierwszą kultura homo sapiens, której ślady odnajdujemy w całej Europie, od obecnej Hiszpanii po Krym. Czasem zamiast terminu „kultura” możecie słyszeć o „kompleksie technologicznym”, ponieważ kulturę oryniacką i wszystkie następne kultury paleolityczne identyfikujemy po przedmiotach materialnych – sposobach wytwarzania ostrzy z krzemienia, malunków naskalnych, dzieł artystycznych takich jak figurki z kości, oraz przedmiotów codziennego użytku. Nie wiemy nic o ich języku, zwyczajach, czy wierzeniach. Mogły być różne, zależnie od miejsca – i wtedy mówilibyśmy o różnych kulturach – ale mamy dostęp wyłącznie do dzieł materialnych, a te są do siebie wystarczająco podobne, by mówić o jednej kulturze. Zakładamy więc, że była to ta sama fala migracji ludzi, którzy się rozeszli po Europie dość szybko i w związku z tym zachowali ten sam sposób tworzenia ostrzy z krzemienia, rysunków naskalnych i tak dalej.

Z czasów kultury oryniackiej pochodzą rysunki naskalne w Europie. Na przykład ten tutaj w jaskini Chauvet, południowo-wschodnia Francja, 37-33 tys lat temu i przedstawia między innymi niedźwiedzie jaskiniowe, lwy jaskiniowe i mamuty.  Nasi przodkowie bardzo często uwieczniali na ścianach jaskiń sylwetki zwierząt, które żyły w ich otoczeniu. Dzięki temu możemy nie tylko podziwiać wartość artystyczną tych rysunków, ale też dowiedzieć się czegoś o stopniowo zmieniającej się faunie.

Kultura oryniacka to też pierwsze przykłady statuetek, wykonywanych z kości zwierząt. Tu mamy statuetkę człowieka-lwa, znalezioną w południowych Niemczech w Hohlenstein-Stadel. Pochodzi z 41-35 tys lat temu. Nie wiemy do czego służyła. Stary archeologiczny dowcip mówi, że jeśli nie wiemy do czego coś służyło, to mówimy, że obiekt miał znaczenie religijne. Może miał. Może nie. Nie wiemy.

W innej jaskini w południowych Niemczech, zwanej Hohle Fels, znaleziono zrobiony z kła mamuta flet sprzed 35 tys lat temu. Wiemy o przynajmniej kilku fletach pochodzących z podobnych czasów. Są robione z kości ptaków, które naturalnie są puste w środku, albo z kości zwierząt, które zawierały szpik kostny i ten szpik został wyssany. Ale ten flet zrobiony jest z kła mamuta. Kieł mamuta nie jest pusty w środku. Ktoś musiał go rozciąć na połowy, wydrążyć, zrobić dziurki w odpowiednich miejscach, a potem skleić jakimś rodzajem kleju – czyli już 35 tys lat temu ludzie musieli wiedzieć jak wyrabiać klej. I całą tę operację przeprowadzono, aby stworzyć instrument muzyczny.

Z tego samego Hohle Fels mamy również maleńką figurkę mamuta zrobionego z kła mamuta. [019] Nie sądzę, aby autorowi umknęła ironia tego faktu. Znaleźliśmy też maleńką głowę lwa jaskiniowego. Co więcej właśnie z Hohle Fels pochodzi pierwsza tak zwana Wenus. W czasach późniejszej kultury graweckiej tych figurek będzie zatrzęsienie, ale pierwsza znaleziona taka figurynka jest starsza od nich o ładne kilka tysięcy lat. Jak widzicie, nie ma ona głowy, ale jest w jej miejscu taki rodzaj jakby wypustki i archeologowie podejrzewają,  że głowa istniała. Być może zrobiona z drewna albo z innego kawałka kości. Nakładano ją na tę wypustkę i dzięki temu można nią było kręcić.

A zwracam na to uwagę – na ten flet, mamuta z kła mamuta, oraz na figurkę z być może ruchomą głową – ponieważ taką myślą przewodnią tego filmu jest, że ludzie paleolitu byli takimi samymi ludźmi jak my. „Behavioral modernity”, wiodąca obecnie teoria na ten temat mówi, że już przynajmniej od około 50 tysięcy lat temu homo sapiens mieli własny język, tak samo skomplikowany jak współczesne języki, wychowywali dzieci tak samo, jak i my wychowujemy dzieci, mieli pewną strukturę społeczną, i tak dalej. Dziecko ludzi kultury oryniackiej bawiło się ze swoimi rówieśnikami, naśladowało swoich rodziców, potem – dorastając – w wieku nastoletnim wchodziło w swoje pierwsze przyjaźnie i romanse, doświadczało pierwszych konfliktów… Później taki młody człowiek miał jakieś ambicje, starał się zostać kimś znanym i poważanym w swoim plemieniu, w końcu zakładał rodzinę i miał własne dzieci. Chciałbym, żebyśmy wyrzucili z głów z jednej strony taki kreskówkowy obraz barbarzyńcy z maczugą, a z drugiej strony również nie budowali sobie równie nieprawdziwego obrazu „noble savage„, kogoś kto żyje zgodnie z naturą i czci Matkę-Ziemię. Oczywiście od ludzi paleolitu różnimy się bardzo we wszystkich rzeczach, które wynikają z naszego poziomu technologicznego, oraz z życia w dużo bardziej skomplikowanym i dużo większym społeczeństwie. Jednak pod wieloma względami – społecznymi i psychologicznymi – jesteśmy dokładnie takimi samymi ludźmi jak oni, z podobnymi marzeniami, ambicjami i problemami.

Inna ciekawostką – trochę kontrowersyjną, przynajmniej w internecie – jest fakt, iż prawie na pewno ludzie kultury oryniackiej mieli ciemniejszą skórę niż współcześni Europejczycy. Nie w tym nic dziwnego: ich przodkowie dopiero kilka tysięcy lat wcześniej opuścili Afrykę. Nie oznacza to, że wyglądali jak współcześni Afrykanie – prawie na pewno tak nie było. Mówimy tu wyłącznie o wysokiej zawartości melaniny w ich skórze i włosach, na co wskazują badania genetyczne. Również ich potomkowie, którzy żyli w Europie przez cały okres paleolitu, oraz przedstawiciele późniejszych migracji przed tą najważniejszą, neolityczną – o której będziemy mówić w następnym filmie – wszyscy oni mieli wyraźnie ciemniejszy odcień skóry niż my.

Kultura grawecka

Koniec kultury oryniackiej zbiega się z okres ochłodzenia w Europie. Okres kultury oryniackiej, te 43 do 33 tys lat temu, to okres interglacjalny. Było zimniej niż obecnie, ale jednak cieplej niż właśnie w takim stereotypowym okresie zlodowacenia, jaki kojarzymy z paleolitem. Wiemy, że ludzie w tamtych czasach mieli dostęp do stosunkowo różnorodnej diety, bogatej w owoce i ryby. Kultura grawecka, która nastąpiła po oryniackiej, nie miała już tak dobrze. Jej czasy, od 33 do 22 tys lat temu, przypadają na szczyt ostatniego zlodowacenia w Europie, najpotężniejszego ze wszystkich. Grawetianie – ta nazwa również pochodzi od jaskini w południowej Francji – musieli wyspecjalizować się w życiu w takich warunkach. Wiemy, że używali igieł i jakiegoś rodzaju nici, być może zrobionych ze ścięgien, co sugeruje nam, że współczesne stroje Inuitów mogą wyglądać trochę podobnie do tego, co nosili ludzie kultury graweckiej. [025] Polowali na mamuty, konie, żubry – słowem całą megafaunę prehistorycznej Europy. Wiemy również o dekoracjach, jakie nosili, na przykład o muszelkach, które prawdopodobnie były naszywane na stroje. Jak również to właśnie z tego okresu pochodzą tak zwane figurki Wenus, które znajdujemy wszędzie od Syberii po zachodnią Europę. Najbardziej znaną z nich jest figurka Wenus z Willendorfu w Austrii sprzed 29,5 tysiąca lat. Ma jakieś 11 cm wysokości i jest zrobiona z kamienia. Druga, moim zdaniem dużo ciekawsza, to figurka złożona z samej głowy, nazywana Wenus z Brassempouy w południowo-zachodniej Francji. Pochodzi sprzed 25 tysięcy lat. Co ciekawe, na głowach obu tych postaci można dostrzec linie i wybrzuszenia, które być może mają symbolizować albo skomplikowaną fryzurę, albo nakrycie głowy. W przypadku Wenus z Willendorfu możemy podejrzewać, że jeżeli jest to figurka na podstawie kogoś kto istniał naprawdę, to modelka być może po prostu miała kręcone włosy, ale w przypadku tej z Brassempouy najprawdopodobniej mamy do czynienia albo z misterną siateczką, albo przynajmniej bardzo dużą ilością wstążek czy innych sznurków, założonych na włosy. Jedna z reprodukcji, oczywiście tylko taka artystyczna, nie oparta o żadne konkretne znaleziska, pokazuje, że mógł to być rodzaj czapki, być może zrobionej ze skóry i obszytej sznurkiem. Taka czapka mogła być równocześnie ciepła, dzięki obszyciu dobrze przylegać do głowy i zakrywać uszy, ale również była ładna. Widać, że element estetyczny też grał tutaj rolę.

Szczyt ostatniego zlodowacenia przypada na ok. 25 tys lat temu. W tych czasach w Europie lodowiec pokrywał północną Polskę, całą Skandynawię, Morze Północne, oraz większość Brytanii. Również Alpy były całe skute lodem, a w okolicach dzisiejszego Monako lód docierał niemal do samego wybrzeża Morza Śródziemnego. To jest o tyle ważne, że zanim do tego doszło, kultura grawecka, podobnie jak wcześniej oryniacka, była podobna w całej Europie. Znajdujemy wiele figurek Wenus, oraz narzędzi z krzemienia, które nie różnią się wiele od siebie na terenie od zachodniej Syberii po Francję. Ale w miarę jak się oziębiało, stopniowo w poprzek Europy powstał  mur z lodu jak w „Grze o Tron”. Podróże między zachodnią Europą, czyli obecnymi Francją i Hiszpanią, a półwyspem apenińskim i bałkańskim stały się  albo niemożliwe, albo przynajmniej bardzo, bardzo utrudnione. Co prawda pomiędzy lodowcem północnym, a alpejskim, była przestrzeń wolna od lodu, ale były to tereny bardzo mroźne i suche. Paradoksalnie, lodowca nie było tam właśnie dlatego, że cała wilgoć była już uwięziona na północy i w Alpach. Nie padał śnieg ani deszcz, dzięki którym lodowce mogłyby dalej rosnąć. Lecz nawet mimo tego były to tereny bardzo nieprzyjazne dla ludzkiego życia.

Kultura solutryjska

Szczyt zlodowacenia jest więc czasem gdy następuje podział: Tam, gdzie do tej pory mieliśmy jedną wspólną kulturę, kulturę grawecką, powstają dwie. Od tej pory przez następne tysiące lat grupy homo sapiens żyjące w zachodniej i południowo-wschodniej Europie rozwijają się niezależnie od siebie, być może nawet nie zdając sobie sprawy z istnienia tych drugich. Na zachodzie Europy powstaje kultura, którą nazywamy solutryjską. Znowu od pewnego miejsca we Francji – tylko tym razem nie jest to jaskinia, a wysoka skała nad miasteczkiem Solutré-Pouilly w południowo-wschodniej Francji. Tutaj właśnie, pod tym wielkim urwiskiem, znaleziono stos kości dzikich koni. Konie w tamtych czasach nie służyły ludziom, aby na nich jeździć, ale aby je jeść. Były też mniejsze i bardziej krępe – na podstawie malunków naskalnych możemy podejrzewać, że wyglądały podobnie do współczesnych koni Przewalskiego, ostatniego dzikiego podgatunku konia na świecie. Teoria jest taka, że łowcy solutryjscy zapędzili stado koni na szczyt wzgórza, po czym udało im się wzbudzić panikę w stadzie – być może podpalając trawy, albo po prostu atakując je włóczniami i oszczepami – i całe stado spadło z urwiska. Konie zginęły, ale dzięki temu plemię ludzkie mogło przetrwać kolejne miesiące w ekstremalnie trudnych warunkach szczytu ostatniego zlodowacenia.

Z czasów kultury solutryjskiej mamy jeszcze mniej dzieł artystycznych niż z czasów kultury graweckiej. To był naprawdę ekstremalny okres w dziejach Europy. Solutryjczycy prawdopodobnie nie mieszkali w jaskiniach ani w ich pobliżu, ale byli w ciągłym ruchu – podążali za stadami zwierząt, na które polowali i które stanowiły główną część ich diety. W bardziej umiarkowanym klimacie, łatwiejszy dostęp do roślin jadalnych, oraz ryb, pozwalałby im pozostać w jednym miejscu na trochę dłużej. Jednakże u szczytu zlodowacenia ludzie nie mogli sobie na to pozwolić. Ich być albo nie być zależało od udanych polowań na megafaunę, a ta migrowała w poszukiwaniu pożywienia.

Natomiast to co mamy z okresu kultury solutryjskiej to przepiękne ostrza z krzemienia. To jest jedno z takich ostrzy – a konkretnie grot włóczni. Widzimy tu bardzo precyzyjną, symetryczną obróbkę po bokach, co jest o tyle ciekawe, że w tworzeniu ostrzy z krzemienia jest bardzo łatwo o błąd. Gdyby na przykład odłupać fragment trochę za bardzo z jednej strony, grot przestałby być symetryczny, a wtedy twórca musiałby odpowiednio odłupać fragment z drugiej strony. Gdyby z kolei to m się nie udało – gdyby uderzył za mocno – grot skrzywiłby się z kolei znowu w tę pierwszą stronę. I tak dalej, i tak dalej. Trudno o ładne, duże kawałki dobrej jakości krzemienia, a tym bardziej trudno o duże, wykonane z nich ostrza. A jednak z okresu solutryjskiego pochodzą właśnie takie, najpiękniejsze z nich. Świadczy to o talencie twórców, jak również na pewno o wielu latach treningu i pracy, zapewne pod okiem kogoś ze starszego pokolenia.

Ostrza z krzemienia

Myślę, że to dobry moment na dygresję. Przenieśmy się na chwilę o milion lat w przeszłość do Tanzanii i porozmawiajmy o tym jak homo erectus tworzyli pierwsze ostrza z krzemienia.

Najprostszym narzędziem, jakie można zrobić z krzemienia, jest tak zwany toporek ręczny, czyli po prostu kawałek kamienia obłupanego na kształt łzy. Z jednej strony obłe, szerokie zakończenie, które można trzymać w dłoni, a na drugim końcu znajduje się ostrze. Aby wykonać toporek ręczny wystarczy obłupać tylko jedną stronę, aby uzyskać krawędź tnącą. Takim ociosanym kamieniem można ciąć skórę zabitego zwierzęcia, lub mięso, albo można nim rzucić i być może akurat trafi ostrą stroną w jakieś zwierzę lub innego człowieka. Toporki ręcznie były w użyciu przez około milion lat, aż do czasów neandertalczyków. Później również, ale neandertalczycy wymyślili coś trochę bardziej skomplikowanego. Podobnie jak solutryjczycy wiele tysięcy lat później podążali oni za stadami zwierząt i zapewne przez wiele miesięcy w roku nie mieli dostępu do miejsc, skąd mogliby pozyskiwać krzemień. Nie mogli więc wytwarzać narzędzi na bieżąco, gdy były im potrzebne. Z drugiej strony, na podstawie wyglądu znalezionego krzemienia możemy czasem dość precyzyjnie określić skąd pochodzi i na tej podstawie jesteśmy całkiem pewni, że neandertalczycy nosili ze sobą dobrej jakości większe kawałki krzemienie, aby wyrabiać z nich ostrza nie na miejscu, ale gdy zajdzie potrzeba i będzie wiadomo, jakiego rodzaju ostrze trzeba wykonać. Już to samo może nam powiedzieć coś o możliwościach umysłowych neandertalczyka – nie tylko dlatego, że taka działalność wymaga wybiegania myślą w przyszłość, ale też ponieważ na pewno dużych kamieni nie noszono po prostu w rękach. Musiały istnieć jakieś rodzaje szytych worków ze skóry, lub plecionych koszy z wikliny, które homo neanderthalensis wytwarzali z myślą o tym, że będą w nich nosić wartościowe przedmioty.

Te duże kawałki krzemienia obrabiano wstępnie już w kamieniołomie, a później, gdy twórca w końcu siadał do pracy nad ostrzem, precyzyjnymi uderzeniami drugiego, ciężkiego kamienia, oddzielał od tego pierwszego płaskie, cienkie fragmenty, z których następnie tworzył ostrza noży lub groty włóczni.

Istnieją powody sądzić, że neandertalczycy korzystali już z narzędzi skomplikowanych – skomplikowanych w sensie archeologii paleolitu, czyli narzędzi złożonych z więcej niż jednego elementu. Jak mówi stary dowcip, dzida składa się z przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia. Nas przede wszystkim interesuje przeddzidzie, czyli sposób w jaki krzemienne groty mogły być łączone z drewnianym drzewcem. Pewne poszlaki wskazują, że już neandertalczycy używali w tym celu sznurków i być może jakiegoś rodzaju kleju, smoły, bądź żywicy.

Ludzie z kultur oryniackiej, graweckiej i solutryjskiej popchnęli technologię jeszcze bardziej do przodu. Różnic między tym jak oni pracowali nad krzemieniem, a jak robili to neandertalczycy, jest wiele, ale być może najbardziej rzucającą się w oczy jest praktyka delikatnego obłupywania krawędzi grotu lub ostrza, czego w przypadku ostrzy neandertalskich nie zauważamy. Krzemienna krawędź, zaraz po odłupaniu, potrafi być niesamowicie ostra, ale też bardzo krucha. Homo sapiens wymyślili sposób dalszej pracy nad takim ostrzem, aby przy jedynie niewielkiej utracie ostrości, zapewnić mu większą wytrzymałość. Na zdjęciu powyżej widzimy narzędzia, jakich używali. Po lewej znajduje się otoczak wielkości pięści. Można takiego znaleźć w dowolnym jeziorze lub strumieniu – ważne, żeby był ciężki i twardy. Takim otoczakiem odłupywano fragment krzemienia, w sposób podobny do tego, jaki stosowali neandertalczycy. Drugie po lewej narzędzie to trzon poroża jelenia, ale mógłby to być też kawałek kamienia, lecz innego rodzaju niż otoczak po lewej – musi to być przedmiot o szorstkiej powierzchni Służy do ścierania krawędzi. Gdy już odłupiemy ładny fragment o ostrej krawędzi, specjalnie ścieramy ją lekko, pozbywając się w ten sposób tych malutkich okruszków, które i tak by zaraz odpadły. Natomiast te dwa rogi sarny lub jelenia, widoczne po prawej, służą do tworzenia ząbkowanej krawędzi. Końcem rogu naciskamy na samą krawędź, odłupując maleńki jej fragment, po czym powtarzamy tę operację na całej długości ostrza. Dzięki temu uzyskujemy krawędź dużo bardziej wytrzymałą niż ta, od której zaczęliśmy. Co więcej, żadna sarenka nie musiała ucierpieć, abyśmy mogli uzyskać takie narzędzie. Samce saren i jeleni zrzucają poroże co roku wczesną zimą. Można je czasem znaleźć po prostu podczas spaceru po lesie.

Dobrze więc, tyle dygresji o krzemiennych ostrzach. Wróćmy do naszego tajmlajnu.

“Alpha”

Około 30 tysięcy lat temu, na Syberii, udomowiono psa. Nie dokonali tego Solutryjczycy, lecz jakiś kompletnie inny lud, paleo-syberyjski i być może spokrewniony z rdzennymi Amerykanami. Badania genetyczne wskazują, że psy, które Amerykanie hodowali w epoce prekolumbijskiej, nie zostały udomowione niezależnie, ale pochodzą od tej samej linii psów syberyjskich. Nie znaczy to jednak, że pies został udomowiony tylko raz i wszystkie nasze psy pochodzą od tej jednej rasy. Bardziej możliwe, że na Syberii dochodziło do udomowień kilka razy, a już udomowione psy wielokrotnie ponownie dziczały i mieszały się z wilkami.

W 2018 roku wyszedł na ekrany film „Alfa”. Jego twórcy połączyli kropki pomiędzy Solutryjczykami, słynnymi z pięknych krzemiennych grotów, oraz z udomowieniem psa w mniej więcej tym samym okresie, ale w innym miejscu. Mimo wszystko jednak polecam. Poza tym jednym zgrzytem, który był potrzebny dla zbudowania fabuły, wygląda na to, że ktoś tam odrobił pracę domową i „Alfa” całkiem ciekawie opisuje życie ludzi w okresie kultury solutryjskiej, czyli w obecnej południowej Francji, ale 20-25 tysięcy lat temu, w czasach szczytu zlodowacenia.

Kultury magdaleńska i epigrawecka

Lodowce zaczęły ustępować ok. 17 tys lat temu. Dawna lodowa bariera pomiędzy zachodnią a południową Europą powoli zanika. Jest cieplej, ludzie znowu mają większy dostęp do pożywienia roślinnego, a z kolei wielkie stada mamutów wycofują się z Europy. Paradoksalnie, cieplejszy klimat nie sprzyja megafaunie, a tym bardziej nie sprzyja im rosnąca populacja homo sapiens. Stada mamutów wędrują więc coraz bardziej na wschód, a za nimi podążają łowcy tych plemion, które wciąż specjalizują się w polowaniach na nie. Niedługo później, na pewno wcześniej niż 12 tys lat temu, ostatnie mamuty znikają z Europy. Będą jeszcze żyć jakiś czas na Syberii, a ostatnie z nich wymrą dopiero 4.5 tys lat temu, a więc w okresie starożytnego Egiptu i Mezopotamii. Ich szczątki znaleziono na wyspie Wrangla na Oceanie Arktycznym.

Wróćmy jednak do Europy. Tę kolejną kulturę paleolityczną, która wciąż ma korzenie w południowej Francji, ale sięga przez obecne Niemcy aż do Polski, nazywamy kulturą magdaleńską – ta nazwa znowu pochodzi od francuskiej jaskini, tym razem La Madeleine na południowym zachodzie kraju, gdzie po raz pierwszym odkryto pozostałości z tamtego okresu – m.in. poroże jelenia z wydrążonym otworem i maleńką płaskorzeźbą konia, oraz rzeźbę żubra, liżącego sobie ślad po ukąszeniu przez muchę [038b]. W ogóle okres kultury magdaleńskiej wiąże się z największą w europejskim paleolicie liczbą znalezisk artystycznych: rzeźb, płaskorzeźb, oraz malunków naskalnych, takich jak te najbardziej znane, z jaskini Lascaux, znowu w południowej Francji. Lascaux jest obecnie zamknięte dla zwiedzających, ponieważ malunki na ścianach i suficie jaskini wytrzymały 17 tysięcy lat wyłącznie dlatego, że przez cały ten czas znajdowały się w ciemnym, suchym i zimnym miejscu, i już sama obecność zwiedzających zmienia mikroklimat jaskini na tyle, by doprowadzić do ich zniszczenia. Na szczęście jednak, całą jaskinię odtworzono w skali jeden do jednego w pobliskim muzeum.

Jaskinia w Lascaux zawiera w sumie ponad 600 malowideł, głównie wizerunków zwierząt, na które polowali ludzie tej epoki: turów, żubrów, jeleni i koni. Nie znajdziemy natomiast w Lascaux wizerunków mamutów, czy lwów jaskiniowych – i tylko jednego niedźwiedzia.

Zwłaszcza ciekawe są wizerunki jeleni, tych które żyją w Europie do dziś, jak i jeleni olbrzymich, które zniknęły z Europy zachodniej właśnie w okresie kultury magdaleńskiej. Tak jak kultura grawecka zdawała się mieć obsesję na punkcie statuetek Wenus, tak z okresu kultury magdaleńskiej pochodzi bardzo wiele przedmiotów wykonanych z poroża jeleni, jelenie są bardzo popularnym motywem malunków naskalnych, oraz znajdujemy ich czaszki, które być może były wykorzystywane w celach rytualnych.

Ten okres, między 17 a 12 tysięcy lat temu, to też okres zderzenia kultur. Południowa i wschodnia Europa, a więc Półwysep Apeniński i Bałkany, siłą rzeczy nawet w okresie zlodowacenia miały bardziej umiarkowany klimat, niż zachodnia Europa. Rozwijała się tam kultura zwana epigrawecką, czyli „końcową grawecką”, ze względu na podobieństwo znalezisk z tamtych regionów do wcześniejszej kultury graweckiej. Możemy podejrzewać, że południową i wschodnią Europę zasiedlało też dużo więcej ludzi, a do tego kontakt z Bliskim Wschodem nie był tak utrudniony jak z zachodem kontynentu. Gdy więc lodowce roztopiły się, na zachód i północ ruszyła nowa fala migracji, która stosunkowo szybko wyparła kulturę magdaleńską.

Młodsze Draje

W okolicach 13-12 tysięcy lat temu następuje nagły powrót lodowców. Ten okres nazywa się Młodszymi Drajami, od nazwy małego kwiatka, rosnącego w Alpach, którego po angielsku nazywamy dryas octopetala, a po polsku dębikiem ośmiopłatkowym. Najwyraźniej zimny i suchy klimat to coś co dębiki lubią, bo w warstwie gleby z tych czasów znajdujemy ich nasiona w całej Europie. Ten zimny okres trwał tylko kilkaset lat, ale musiał być katastrofą dla wszystkich ludzi, którzy żyli wtedy w Europie. Wiemy, że w tym samym czasie na Bliskim Wschodzie istniała tak zwana kultura natufijska, która przejawiała już pewne cechy, jakie możemy wiązać z początkiem neolitu – ale jeśli nawet faktycznie tak było, Młodsze Draje uniemożliwiły im dalszy rozwój technologiczny.

Mezolit

Młodsze Draje kończą się ok. 11 tysięcy lat temu, następuje nagły wzrost średniej temperatury na Ziemi, a wraz z nim kolejna rewolucja kulturowa w Europie i na Bliskim Wschodzie. Jest to też dla nas rodzaj granicy.  Wszystko to co działo się wcześniej, nazywamy paleolitem. Dawniej używano również nazwy „epoka kamienia łupanego”. Możecie również spotkać się z terminem „kro-magnończyk” na określenie ludzi epoki paleolitu w Europie. Cro-Magnon to  jeszcze jedna jaskinia we Francji – historycznie pierwsza, w jakiej znaleziono krzemienne ostrza i zidentyfikowano je jako dzieło paleolitycznych homo sapiens z kultury, którą później nazwano oryniacką. W popularnej opinii czasami wszyscy homo sapiens od kultury oryniackiej po epigrawecką nazywani są kro-magnończykami, ale jak już wiemy, mieszkańcy Cro-Magnon byli tylko jedną grupą, jedną z bardzo wielu. Natomiast z drugiej strony, po końcu Młodszych Drajów, ale jeszcze przed rewolucją neolityczną, mamy czasy, które nazywamy mezolitem. Klimat staje się cieplejszy, megafauny już nie ma, za to więcej jest pożywienia roślinnego, ryb w rzekach i jeziorach, oraz małych zwierząt, na które trzeba polować w inny sposób. Ludzie stopniowo zmieniają tryb życia. Nadal co prawda są łowcami-zbieraczami, ale podczas gdy epoka lodowcowa wymuszała na ich przodkach ciągłą wędrówkami za stadami zwierząt, ludzie mezolitu polują na mniejszą i stosunkowo bardziej liczną zwierzynę. Nie muszą więc za nią podążać, lecz raczej przenosić się pomiędzy kilkoma lokacjami, które są w stanie ich wyżywić przez jakiś czas, a następnie ruszają dalej i wracają do tego samego miejsca miesiące lub nawet lata później, gdy lokalne populacje zwierząt i roślin wrócą do poprzedniej wielkości.

Zmienia się też ich technologia. Wielkie piękne groty włóczni do polowań na megafaunę, jakie znamy z czasów solutryjskich, ustępują miejsca harpunom [052] do łowienia ryb i ostrzom mikrolitycznym, to znaczy wykonanym z wielu małych kawałków krzemienia, [053] przytwierdzonych do drewnianego lub kościanego trzonu za pomocą kleju, żywicy lub smoły, oraz/lub obwiązanych sznurem. Możemy powiedzieć, że mamy tu do czynienia z przewagą ilości nad jakością: Duże ostrze, jeśli zostanie złamane, będzie do wyrzucenia. Jeżeli natomiast w polowaniu stracimy jedno lub nawet kilka z małych krzemiennych ostrzy, które razem tworzą naszą broń, łatwo będzie je wymienić. Małe ostrza nie muszą też być tak precyzyjnie wykonane jak wielkie groty włóczni solutryjskich łowców mamutów. 

Wśród innych ciekawych znalezisk z okresu mezolitycznego są np. wiklinowe kosze, oraz resztki wiklinowych sandałów z Cueva de los Murciélagos z okolic Granady w Hiszpanii, sprzed 9500 lat, doskonale zachowane, jak również ten oto moździerz zrobiony z piaskowca. Takie moździerze używane były do miażdżenia ziaren dzikich traw na mąkę, z której prawdopodobnie wyrabiano placki. Nie były to jeszcze co prawda czasy uprawy roślin, czyli początków neolitu. Ten zaczął się właśnie ok. 9500 lat temu, ale na Bliskim Wschodzie. Opowiemy sobie o nim więcej, dużo więcej, następnym razem.

Przypisy

Artykuły

  1. Early migrations: https://pleistoproject.wordpress.com/human-geography/migration/
  2. Jebel Irhoud: https://kar.kent.ac.uk/62267/1/Submission_288356_1_art_file_2637492_j96j1b.pdf
  3. Behavioral modernity: https://en.wikipedia.org/wiki/Behavioral_modernity
  4. Homo sapiens – Neanderthal – Denisovan interbreeding: https://www.nytimes.com/2010/12/23/science/23ancestor.html?hp
  5. Cave Mangrin: https://www.cell.com/cell-genomics/fulltext/S2666-979X(24)00177-0
  6. Evidence of Neanderthal fibre technology: https://www.nature.com/articles/s41598-020-61839-w
  7. Mesolithic baskets: https://www.nytimes.com/2023/09/30/science/ancient-woven-baskets-spain.html
  8. Homo sapiens – Neanderthal interbreeding: https://www.newscientist.com/article/mg19325931-300-the-neanderthal-within/
  9. Genetyka europejskiego paleolitu: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC9977688/
  10. Food and technical exploitation of mammals during the early Upper Palaeolithic at Les Abeilles (Haute-Garonne, France): https://journals.openedition.org/paleo/3018
  11. Diet of upper paleolithic modern humans: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ajpa.22457

Książki

  1. „Kindred”, Rebecca Wragg Sykes
  2. “Growing Up in the Ice Age”, April Nowell

Obie te książki w bardzo szczegółowy sposób opisują nie tylko naszą obecną wiedzę na temat tego okresu, ale również skąd to wiemy. Archeologia prehistorii poczyniła w ostatnich latach niesamowite postępy i już sama lektura o nowych technikach zdobywania wiedzy na podstawie dosłownie mikroskopijnych znalezisk jest szalenie ciekawa.

YouTube

  1. Stefan Milo
  2. History with Kayleigh

Rekonstrukcje i ilustracje

  1. Tom Björklund
  2. Kennis & Kennis
  3. Ettore Mazza

Podcasty

  1. Nerdy Nocą
  2. Radio Naukowe

W zbieraniu informacji nieocenioną pomocą była też dla mnie anglojęzyczna Wikipedia, oraz dział bibliografii pod każdym jej artykułem. Pamiętajcie, nie wierzcie wszystkiemu co czytacie w internecie, ale jeśli do tego co czytacie są przypisy, do których możecie sięgnąć i sprawdzić, że pochodzą z uznanych artykułów naukowych, to już jest coś.

„Życie w Neolicie”

W wekeend 13-14 kwietnia byłem na Śląskich Dniach Fantastyki. Spotkałem się z ekipą Czerwia Fantastycznego, rozdałem parę egzemplarzy promocyjnych „Pożegnania Słońca”, oraz zrobiłem prelekcję o prehistorii, „Życie w Neolicie”.

Oto mój asystent, mamut Trąbek

Opowiedziałem o kulturach paleolitycznych od momentu przywędrowania homo sapiens z Afryki do Europy, o metodach obróbki przemienia, następnie o początkach neolitu na Bliskim Wschodzie i tzw. pakiecie neolitycznym… a następnie okazało się, że 45 minut to trochę mało i już muszę kończyć. Najchętniej opowiadałbym jeszcze drugie tyle. Postaram się pojechać z nią na inne konwenty w tym roku i albo odpowiednio przyciąć, albo wynegocjować salę na półtora godziny.

A następnie, za kilka miesięcy, cały ten materiał trafi na YouTube w postaci krótkiej serii filmów edukacyjnych, publikowanowych pomiędzy odcinkami „Pożegnania Słońca”.