„Pożegnanie Słońca” na Spotify

Uruchomiłem konto na Spotify. Na razie trafiła tam trochę zmieniona wersja audio filmu z wprowadzeniem do książki.

https://open.spotify.com/show/5S5FLadevLVId0kzfTHSAB?si=a0bde409fdb54536

Ciekawe, że teraz, po nagraniu i edycji video, ponowne nagrywanie odcinka audio było dla mnie spacerem po łące. Lepsza jakość dźwięku. Mniej powtórek. Łatwiejsza edycja. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu byłem straszliwie zestresowany, gdy musiałem nagrywać sam dźwięk. Teraz to najprzyjmniejsza rzecz na świecie.

„Moim Kolorem Będzie Czerwień”

Podczas remontu domu znalazłem plakat z bardzo dawnych czasów. To okładka opowiadania fantasy, które napisałem w 2012. To w sumie nic szczególnego: ma 20 stron, fabułka jest wariacją na temat bajki o Czerwonym Kapturku i urywa się nagle, gdy stwierdziłem, że już wystarczy. Napisałem je głównie dla siebie, żeby się trochę oderwać od codziennego życia i żeby sprawdzić, czy dalej umiem pisać po długiej przerwie.

Ale to były czasy gdy właśnie zaczęły się pojawiać platformy dla self-publisherów, więc gdy już skończyłem, „Moim Kolorem Będzie Czerwień”, zdecydowałem się je wydać. Za pół darmo, bo wiedziałem, że nie jest to wybitne dzieło literatury, ale w miarę profesjonalnie – z okładką, ISBNem, itd.

Tu znajdziecie całe opowiadanie w PDFie:

A tu jako EPUB.

Możecie też zajrzeć na oryginalną stronę opowiadania, gdzie znajdziecie również trzy krótkie teksty osadzone w tym samym świecie.

Autorką ilustracji jest Nina Garncarczyk.

Drukarnia Sowa

Kilka dni temu zwiedzałem drukarnię Sowa w Piasecznie gdzie drukują egzemplarze promocyjne „Pożegnania Słońca”. Tekst już wydrukowali – na okładkę będzie trzeba jeszcze poczekać.

Zostałem oprowadzony po hali, fachowo wyjaśniono mi jak wszystko działa, widziałem wiele różnych maszyn, z których część robiła *ping!*, inne robiły *ka-ching!*, a jeszcze inne przesuwały papier z miejsca na miejsce.

No okej, co prawda nie zapamiętałem wszystkiego, ale zrobiłem kilka zdjęć i krótkich nagrań video i potrafię coś o nich powiedzieć.

No więc oto 100 egzemplarzy, które leży sobie na palecie i czeka na cięcie i szycie. Możecie zauważyć, że cztery strony książki wydrukowane są na jednej planszy, a początek pierwszego rozdziału wydrukowany jest na prawo od drugiego. Druk jest dwustronny. Jeśli przyjmiemy, że początek rozdziału pierwszego to storna numer 1, pod nią znajduje się strona numer 2, natomiast początek rozdziału drugiego to strona numer 8. Plansza tekstu jest cięta poziomo, a następnie każda połówka jest zawijana i łączona z połówką kolejnej planszy. Ta druga połówka będzie miała po prawej strony 3 i 4 (nr 3 na wierzchu, nr 4 pod spodem), a po lewej strony 6 i 5 (w tej kolejności – nr 6 na wierzchu, nr 5 pod spodem). Po złożeniu dwóch takich połówek otrzymujemy zeszycik z normalną już kolejnością ośmiu stron. Następnie takie zeszyciki są zszywane lub klejone.

To jest maszyna, która składa wydrukowane plansze tekstu w zeszyciki (oraz zapala zielone światełko)
A to jest maszyna, która zszywa te małe zeszyciki.
Byłem pewien, że nagrywam video, więc stałem jak głupi bez ruchu z 10 sekund, żeby zrobić zdjęcie.

To powyżej to jest natomiast drukarka, która drukuje plansze tekstu, takie jak te z pierwszego zdjęcia. Sowa ma druk cyfrowy, czyli drukarka nie różni się wiele mechanizmem od zwykłej drukarki laserowej, tylko pracuje na większym formacie i ma takie wieeeeelkie szpule papieru jak tu widzicie.

Do druku okładek jest osobna drukarka. Niestety, cała zabudowana, więc tylko widać jak okładki z niej wylatują.

To nie moja okładka, ale dobrze pokazuje co można z okładką zrobić. Druk na niej może być wypukły, lub wklęsły – przygotowuje się wtedy specjalne matryce, które wbijają się w okładkę dokładnie w miejscu liter z zewnętrznej lub wewnętrznej strony – może być pokryty lakierem, a na to kolorową folią, może też nawet być z materiału fakturą przypominającego skórę. Duża część mojego zwiedzania dotyczyła okładek i jak są łączone z tekstem.

W ogóle to strasznie fajne uczucie chodzić wśród całego tego zadrukowanego papieru. (Znaczy, jako turysta – rozumiem, że tak na co dzień to po prostu zwykła praca). Z dyskusji o pisaniu często wyłania się bardzo smutny obraz rynku, który wymaga masy pracy i nie przynosi zysków – i jest tym dużo prawdy, ale z drugiej strony Sowa drukuje wyłącznie książki, a mają masę pracy. Zamówienia dostają nie tylko z Polski. Na paletach leżą książki po niemiecku, angielsku i ukraińsku, a z tego co się dowiedziałem, jednym z problemów jest składowanie. Idealnie byłoby gotowe książki od razu wysyłać do klienta, bo nie ma gdzie ich trzymać.

Na razie planuję w Sowie wydrukować wyłącznie egzemplarze promocyjne. Podobnie jak drukarnia ja również nie mam gdzie trzymać tych wszystkich książek, Być może w przyszłości sytuacja ulegnie zmianie, ale nie czekajcie z zakupem – egzemplarz z druku na życzenie w Amazon będzie wyglądał inaczej, ale to nie znaczy, że gorzej.

Egzemplarz próbny z Amazon.pl

Dzisiaj pocztą przyszedł egzemplarz próbny z druku na życzenie z Amazonu.

Oryginalnie skład przygotowany jest do druku w formacie B5- (czyli 145x205mm + 3mm spadów z każdej strony) bardzo popularnym w Polsce. W tym formacie będę drukował egzemplarze promocyjne w Drukarni Sowa (sowadruk.pl). Ale Amazon ma domyślnie amerykańską wymiarówkę, nawet jeśli oferuje druk na życzenie w Polsce i nie ma wśród niej B5-. Najbliższe co pasuje to… 6 na 9 cali! Jest to trochę większy rozmiar, co skutkuje dużymi marginesami. Trochę też, jak widać na zdjęciu, tytuł i ilustracje przesunęły się do prawej.

No ale po to właśnie jest egzemplarz próbny, aby sprawdzić takie rzeczy. Pomysł jest taki, że dla Amazona będzie specjalna wersja składu z odrobinę większą czcionką i ilustracjami (a więc będą mniejsze marginesy), a okładka w tej wersji na szczęście jest prosta i na białym tle – specjalnie właśnie, żeby móc coś zrobić w takiej sytuacji – więc tytuł i ilustrację uda się bez bólu wypośrodkować.

Ale tak ogólnie efekt bardzo mi się podoba. I jaka to jest cegła… nie spodziewałem się 🙂

YouTube

Przygotowania do promocji na YouTube trwają. Dzisiaj nieomal straciłem telefon gdy wyskoczył z tego statywu (trzymają go tam sprężynki z obu stron), przeleciał metr, ale był wciąż podpięty kablem do laptopa, więc zamiast wyrwać się na wolność po prostu rąbnął o podłogę.

Film faktycznie ma lepszą jakość niż taki nagrywany laptopową kamerką, więc chyba warto ryzykować.

Okładka

Jeśli jeszcze nie wiecie to w pisaniu książek najważniejsza jest wytrzymałość psychiczna, bo bez niej nie da się zaprojektować okładki w Gimpie, takim photoshopie dla masochistów. Ma tę jedną zaletę, że jest darmowy.

No ale uff, prawie skończyłem.