Ten wpis to lekko zredagowana transkrypcja skryptu z powyższego filmu. Zachowałem w nim ten sam nieformalny ton i dygresje. Zdecydowana większość linków prowadzi do artykułów i grafik z anglojęzycznej Wikipedii. Polecam ich lekturę, jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, a jeśli macie ochotę zakopać się jeszcze głębiej, zarówno na końcu tego wpisu, jak i pod każdym artykułem na Wikipedii, znajdziecie kolejne linki, tym razem do konkretnych książek i artykułów naukowych.

Link do części 1: „Życie w Paleolicie”

Intro

Zastanówmy się, co jest potrzebne, żeby zbudować cywilizację. Załóżmy, że wszyscy mniej-więcej rozumiemy to samo przez termin „cywilizacja”. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że trafiamy w jakieś puste miejsce, jakiś skraj lasów i pól, jest ciepło, ale też deszcz pada co jakiś czas. Świetna miejscówa, aby osiąść na stałe. I teraz, czego potrzebujemy, aby utrzymać się przy życiu i z pokolenia na pokolenie rozwijać w coraz większą i bardziej skomplikowaną społeczność?

Uprawa roślin

Przede wszystkim potrzebujemy uprawy przynajmniej jednej z głównych roślin jadalnych. Takimi roślinami w naszym kręgu kulturowym są zboża, zwłaszcza pszenica, ale też żyto. We wschodniej Azji tradycyjnie uprawia się ryż, w Ameryce kukurydzę, w Afryce sorgo. Innymi popularnymi roślinami uprawnymi, są oczywiście ziemniaki, słodkie ziemniaki, jamy, kasawa, soja, oraz platany.

Oczywiście żadna z tych roślin nie wyglądała tak jak obecnie zanim ludzie nie zaczęli ich uprawiać, a w gruncie rzeczy nawet jeszcze kilkaset lat temu różniły się one dość wyraźnie wyglądem od swoich współczesnych odpowiedników. I tak na przykład pszenica i żyto pochodzą od dzikich traw, zbieranych przez społeczności mezolityczne w rejone tak zwanego Żyznego Półksiężyca. Jej ziarna były mniejsze, było ich mniej na kłosie, a ich plewy – czyli osłonki ziaren – były większe i twardsze. Co więcej, pośrodku kłosa rośnie twardy trzpień, do którego ziarna są przyczepione. W przypadku traw dzikich ten trzpień stopniowi usycha, w miarę jak trawa dojrzewa, a gdy uschnie kompletnie, ziarenka rozsypują się na ziemię, lub porywa je wiatr. 

To niestety oznaczało spory problem już dla mezolitycznych zbieraczy, którzy mieli tylko niewielkie okienko czasowe pomiędzy chwilą, gdy ziarna traw osiągały dojrzałość, a kiedy trzpień usychał i rozsypywały się. Na pomoc przyszła im ewolucja. Niewielkie różnice w genach traw powodowały naturalnie, że niektóre kłosy miały to okienko szersze od innych. Ich trzpień obumierał wolniej. Siłą rzeczy, zupełnie bez wiedzy ludzi, wśród ziaren, które trafiały do worków mezolitycznych zbieraczy, była lekka nadreprezentacja właśnie tych ziaren z kłosów o przedłużonym okresie pomiędzy dojrzałością a rozsypaniem się. Przez wiele tysięcy lat prawdopodobnie nie miało to znaczenia – wszystkie zebrane ziarna były miażdżone na kamieniach i w moździerzach i zjadane w postaci grysiku lub placków. Z czasem jednak niektóre z grup zbieraczy zdecydowały się używać część zebranych ziaren do ponownego zasiewu, w wygodnych dla nich miejscach. Wysiewanie ziaren, których więcej niż średnia w naturze miała długi okres pomiędzy dojrzałością, a obumieraniem trzpienia, powoli, z roku na roku, prowadził do powstawania odmian o coraz dłuższym tym okienku czasowym, aż w końcu, po tysiącach lat, być może już w czasach neolitu, trzpień kłosów przestał obumierać wcale. Od tej chwili zboże stało się uzależnione od człowieka – gdyby rolnik go nie zebrał i nie wysiał, ziarno obumarłoby na kłosie. W podobny sposób, choć być może bardziej świadomy – bo ludzie po prostu lubią mieć więcej jedzenia przy mniejszej ilości pracy – w kolejnych wysiewach preferowano ziarno większe, więcej ziaren na kłosie, oraz mniejsze i bardziej kruche plewy, łatwiejsze do usunięcia. Wszystko to stopniowo doprowadziło do powstania pszenicy i żyta jakie znamy dzisiaj.

Nie było to jeszcze rolnictwo w pełnym tego słowa znaczeniu. Mezolityczni łowcy-zbieracze wciąż przenosili się z miejsca na miejsce w ramach roku, lub wielu lat. Nie doglądali plonów, tak jak robią to żyjący stacjonarnie rolnicy. Ale możemy sobie wyobrazić, że zamiast za każdym razem szukać kłosów tej właśnie konkretnej odmiany dzikich traw, którą spożywali, woleli wysiać ją w znajomym miejscu i wrócić do niego za kilka miesięcy z nadzieją, że wyrośnie tam plon.

Podobnie miała się sprawa w przypadku ryżu, w Chinach. Dziki ryż płoży się. Rośnie bardzo nisko ziemi, co ułatwia zjedzenie ziaren przez gryzonie, a z drugiej strony utrudnia tradycyjną hodowlę na mocno błotnistych, lub wręcz zalanych wodą polach. Stopniowo więc pierwsi rolnicy selekcjonowali ziarno z kłosów, które łodygi trochę wyżej od innych. Takie rośliny pozwalały na zalanie pola kilkucentymetrową warstwą wody, co wspomagało dalszy ich wzrost. Równocześnie, podobnie jak w przypadku zboża, do wysiewu zaczęto preferować ryż o większych ziarnach i większej liczbie ziaren na łodydze.

Hodowla zwierząt

No dobra, no ale oprócz roślin jadalnych, fajnie również mieć udomowione zwierzęta. Przede wszystkim można je zabić i zjeść – i to był pierwszy powód dlaczego ludzie zaczęli je hodować – ale bardzo szybko okazało się, że zwierzęta przydają się również w innych celach.

O udomowieniu psa mówiliśmy już w poprzednim filmie. Psy zostały udomowione ok. 30 tys. lat temu na Syberii i wyjątkowo był to proces, w którym nie chodziło o jedzenie psów, a istnieje teoria, że mógł to być nawet proces nie do końca świadomy. Przodkowie psów mogli podążać za grupami paleolitycznych łowców-zbieraczy i żywić się pozostawionymi przez nich resztkami upolowanych innych gatunków zwierząt. Stopniowo, z pokolenia na pokolenie, stawały się bardziej zależne od tego źródła pożywienia, bardziej ufne, aż wreszcie, jako że psy same są inteligentnymi stworzeniami, które podczas własnych polowań działają w grupie, doszło do współpracy w tym zakresie również między psami a ludźmi. A potem szybko okazało się, że są przydatne do ochrony przed innymi drapieżnikami, potrafią ciągnąć sanki z bagażem, oraz że po prostu fajnie mieć takiego towarzysza, z którym idzie się przez trudne, paleolityczne życie. U progu neolitu psy są już obecne w każdej ludzkiej społeczności na świecie poza Australią i Nową Gwineą.

Właśnie wtedy, na początku neolitu na Bliskim Wschodzie, ok. 10-11 tys lat temu, prawie równocześnie udomowiono krowy, owce i świnie. Wszystkie te gatunki można oczywiście hodować na mięso, ale krowy dają też mleko, z którego z kolei można wyrabiać cały wachlarz produktów, owce dają wełnę, a świnie to jest taki rodzaj żywego śmietnika. Zje wszystko. Można je karmić resztkami, więc wydatki na hodowlę są stosunkowo niewielkie, a odpadki znikają. Win-win. To znaczy, win-win dla ludzi. Dla świń niekoniecznie. Potem, 9 tys lat temu na terytorium Anatolii, czyli współczesnej Turcji, udomowiono kozę, również ze względu na mięso, ale również mleko, oraz wełnę w przypadku niektórych odmian. [65] Z kolei kury prawdopodobnie udomowiono w Wietnamie, 8 tys lat temu.

Kot to Bliski Wschód i Egipt,7.5 tys lat temu. Można w pewnym sensie dyskutować, czy to my udomowiliśmy koty, czy one nas. Generalnie jednak, tak jak pies był zwierzęciem udomowionym w paleolicie, z bardzo konkretnych paleolitycznych powodów, tak kot jest typowym przykładem w stworzenia udomowionego z neolitycznych powodów, ponieważ właśnie uprawa roślin jadalnych i wynikająca z tego konieczność przechowywania plonów, oznaczała że do spichlerzy szybko znalazły drogę drobne gryzonie. Koty, wciąż jeszcze dzikie, polowały na te wszystkie nornice, myszy i szczury, a nawet gdy już ich zabrakło, warto było mieć takiego kota na podorędziu, aby jego zapach i obecność odstraszały kolejnych zainteresowanych. Mogę sobie bez trudu wyobrazić, że taki kot przyszedł i sam zaczął się zajmować się swoją robotą, a ludzie po prostu w pewnym momencie uznali, że w sumie to jest przydatny, a poza tym można go pogłaskać. Słowo na kota w starożytnym egipskim brzmiało „mau”, czyli po prostu nazwano go tak, jak sam chciał być nazywany.

7 tys lat temu we wschodniej Afryce udomowiono osła. Osioł zrobił zawrotną karierę w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, trafił do Europy 4 tys lat temu i aż do czasów rewolucji przemysłowej pozostawał ważnym zwierzęciem pociągowym

6 tys lat temu w Indiach udomowiono bawoła wodnego. Do dzisiaj Indie pozostają krajem o olbrzymiej ilości różnych odmian bawołów i krów.

6 do 5.5 tys lat temu gdzieś na stepie euroazjatyckim udomowiono konie. Być może jest w tym zasługa naszych bliższych pra-indo-europejskich przodków. Na pewno udomowienie i wynalazek koła pomogły im bardzo w późniejszych migracjach i inwazjach.

Między 5 a 4.5 tys lat temu udomowiono wielbłąda. I to jest bardzo ciekawa sprawa, ponieważ mniej-więcej w tym samym czasie udomowiono dwa różne gatunki wielbłąda w dwóch różnych miejscach na świecie. Przypadek? Nie sądzę. Ale do końca nie wiemy jakie mogło byc połączenie między tymi dwoma wydarzeniami. Dromadery, czyli wielbłądy jednogarbne, zostały udomowione w Arabii. Wielbłądy baktryjskie, czyli dwugarbne, w środkowej Azji. Obydwa gatunki odznaczają się dużą wytrzymałością na warunki klimatyczne, oraz siłą pozwalająca na przenoszenie towarów ważących nawet ponad 200kg na dystansach 50km dziennie. Są jednak droższe w utrzymaniu od osiołków – i jak się wydaje w historii starożytności zawsze były również dużo droższe w zakupie. Wiemy na przykład z zapisków sumeryjskich i akadyjskich, sprzed ok. 4 do 5 tys lat temu, że handel w Mezopotamii w tych czasach odbywał się przy użyciu osłów, mimo iż wiemy na pewno, że w regionie hodowano już wielbłądy.

Podobnie jak w przypadku roślin, zwierzęta, które dopiero co zostały udomowione, wyglądały inaczej od ich współczesnych potomków. To jest np. dzik, czyli tak naprawdę świnia, albo przynajmniej przodek obecnych świń wyglądał mniej więcej tak. A oto dzika owca z Anatolii. Te z czasów sprzed udomowienia 10 tys lat temu prawdopodobnie wyglądały podobnie. Wiemy, że dopiero w okolicach 3 tys lat temu, czyli już mocno mocno po neolicie, w epoce żelaza, owce straciły możliwość naturalnego zrzucania sierści. Wcześniej, przez cały neolit i epokę brązu, mniej więcej raz do roku owca traciła sierść. To oznaczało, że trzeba było właśnie wtedy zebrać to swoje stado owiec i dokładnie wszystkie je wyczesać. Było na to tylko krótkie okienko czasu, podobnie jak przy zbieraniu ziarna dzikich traw. Z tego co wiemy, w Mezopotamii był to wręcz festiwal: pasterze zbierali swoje stada razem i wspólnie wyczesywali, lub wręcz wyszarpywali ich wełnę specjalnymi wielkimi grzebieniami. Dopiero ok. roku 1000 pne, czyli 3 tys lat temu, jakaś mutacja sprawiła, że owce przestały same tracić wełnę i zaczęły być w tej sprawie zależne od ludzi, co z kolei doprowadziło do zaniku takich festynów.  Od tej pory można było już bardziej elastycznie podchodzić do tego kiedy zbierano wełnę i zależnie od rasy i potrzeb rynku były to różne momenty.

Tu natomiast mamy artystyczną rekonstrukcję sceny na podstawie znalezionych w Hiszpanii szczątków kobiety sprzed 9300 lat. Nadano jej imię Elba. Miała między 20 a 40 lat, tylko 1.5m wzrostu i była pasterką. Krowy, którymi się zajmowała, były jednak dużo większe niż współczesne. Z wyglądu przypominały tury. Wiemy o tym, ponieważ życie Elby zakończył wypadek, w którym zginęły również trzy z krów, które wypasała. Cała czwórka przechodziła po skale, która okazała się stropem jaskini. Skała zawaliła się pod nimi i kobieta, oraz jej krowy, spadły 15 metrów wgłąb. Teraz ta jaskina nazywana jest Cova do Uro, „Jaskinią Turów”.

W ogóle ciekawą sprawą jest jak udomowienie wpłynęło na wygląd i zachowanie zwierząt. U wszystkich gatunków udomowionych ssaków odnajdujemy pewne wspólne elementy: z reguły są mniejsze od swoich dzikich przodków; występuje u nich neotenia, czyli zachowywanie cech dziecięcych w wieku dorosłym – takich jak większe oczy i bardziej okrągła czaszka; są ufne wobec ludzi już zaraz po urodzeniu, bez konieczności przyuczania ich do tego; tracą swoją oryginalną kolorystykę futra, a za to pojawiają się u nich wielokolorowe łaty; mają też mniej wyczuwalną woń, a za to częściej wokalizują.

Jeśli wyobrazimy sobie taką stereotypowe wiejskie gospodarstwo, to zawsze będzie tam jakaś krowa, która muczy, świnie będą chrumkać, psy szczekać, i tak dalej. Natomiast zwierzęta dzikie z reguły są dużo cichsze. Czasem owszem, tak dzik czy żubr prychnie lub chrząknie, ale jednak dzikie zwierzęta stadne komunikują się między sobą dużo częściej za pomocą mowy ciała i zapachu, niż dźwięku. Zwierzęta udomowione muszą jednak komunikować się nie tylko między sobą, ale również z ludźmi, a ludzie nie radzą sobie za dobrze z odbieraniem niewerbalnych komunikatów. Wydawanie dźwięków, całe to muczenie i szczekanie, beczenie i miauczenie, jest językiem, jaki zwierzęta wypracowały, aby powiadamiać ludzi o swoich potrzebach: że trzeba wydoić, nakarmić, że wyczuwają zagrożenie, i tak dalej.

Kultura materialna

No dobra, mamy już uprawę roślin i mamy hodowlę zwierząt. Do obu tych czynności potrzebne są nowe narzędzia. Do tej pory, w paleolicie i mezolicie, włócznie i noże były po to, aby polować na zwierzęta i ewentualnie ciąć mięso; igły i nici, aby zszywać ze sobą skóry na ubrania; wiklinowe kosze i skórzane worki służyły do zbierania w nie jedzenia i do przenoszenia bagaży. O ile siekierki do ścinania gałęzi i młodych drzew istniały już wcześniej, dopiero uprawa rolna wymusiła karczowanie całych lasów, oraz kopanie w ziemi. Powstały motyki, a siekierki stały się większe i dużo bardziej powszechne. Nowe zastosowanie ostrzy z kamienia wymusiło z kolei zmianę technologii ich wytwarzania. Do tej pory najważniejszą cechą krzemiennej krawędzi była jej ostrość. Grot włóczni musiał być ostry, aby łatwo przebić ciało zwierzęcia, na które polował łowca. Nóż musiał być ostry, aby można było za jego pomocą skutecznie się bronić, lub przecinać skórę i ścięgna ofiary. Ta cecha oczywiście nadal pozostaje ważna również w neolicie, ale w pracy w polu ważniejsza okazuje się wytrzymałość. Paleolityczne metody ciosania kamienia, nawet te z czasów późnego paleolitu, produkują ostrza, które łatwo się kruszą. Ścinanie drzewa lub oranie pola bardzo szybko zniszczyłoby taki kamień. Ale, jeśli jakąś płaską powierzchnię posypać żwirem i polać wodą, a następnie położyć na niej duży kawałek krzemienia i przesuwać go po niej tam i z powrotem, dociskając krawędź pod kątem, otrzymamy ostrze polerowane, które nie będzie co prawda tak ostre jak to ciosane, ale będzie dużo wytrzymalsze. Stąd też nieużywane już obecnie, ale popularne jeszcze kilkadziesiąt lat temu nazwy: „epoka kamienia łupanego” na paleolit, oraz „epoka kamienia gładzonego” na neolit.

Innym nowym narzędziem jest sierp, zbudowany z drewnianej rękojeści, w której za pomocą smoły lub żywicy osadzone kilka mikrolitycznych ostrzy. Takie ostrza można łatwo wymienić gdy się zużyją, lub ulegną zniszczeniu. I znowu, pierwsze sierpy znajdujemy już w czasach mezolitu, między innymi wśród Natufian – przedstawicieli mezolitycznej kultury istniejącej 15 do 11.5 tys lat temu na terytorium obecnego Izraela i Syrii. Takie sierpy służyły do ścinania dzikich traw. Te najwcześniejsze nie są zakrzywione i posługiwano się nimi tak jak my posługujemy się brzeszczotem do cięcia metalu, chwytając przedmiot, który chcemy przeciąć, w jedną ręką, i przesuwając po nim krawędzią tnącą, trzymaną w drugiej. Sierpy neolityczne są już większe i zakrzywione.

Widać tu pewną tendencję, która się przewija przez całą prehistorię i starożytność – tak naprawdę nie ma twardych granic między początkiem korzystania z jednej technologii, a końcem korzystania z drugiej. Każda nowa użyteczna technologia rozpowszechnia się szybko, natomiast potem wychodzi w użycia bardzo powoli, ponieważ skoro przez tysiące lat coś działało, to… no to po co to zmieniać. Z jednej strony mamy tu do czynienia z pragmatyzmem – stare technologie są tańsze i łatwiejsze w naprawie – a z drugiej strony wchodzi w grę ludzka psychologia. Lubimy to, co znamy, nawet jeżeli istnieją już nowe metody.

Kolejną technologią powszechnie kojarzoną z neolitem jest garncarstwo, ale w rzeczywistości relacja pomiędzy tymi zjawiskami jest dużo bardziej skomplikowana. Najstarsze w ogóle dzieło z wypalanej gliny, znalezione przez archeologów, to figurka Wenus z Dolnych Vestonic w Czechach, sprzed od 31 do 27 tys lat temu, czyli w czasach kultury graweckiej. Paleolityczne garnuszki z wypalanej gliny znajdowano również w Chinach i Japonii. Z drugiej strony, szacujemy że na Bliskim Wschodzie dopiero 8.5 tys lat temu zaczęto wytwarzać gliniane naczynia, czyli długo po tym jak nauczono się uprawy dzikich roślin, oraz udomowiono krowy, świnie i owce.

Wczesna technika lepienia garnków polegała na tworzeniu długich sznurków z gliny, w sposób podobny jak dzieci bawią się plasteliną, a następnie układaniu ich w coraz wyższe okręgi. W ten sposób powstawał garnek, kubek, lub miska, które następnie wkładano do środka ogniska. Ognisko rozpalano, a glina wypalała się w stosunkowo niskiej temperaturze, ok. 600 do max 900 stopni Celcjusza. W taki sposób wypalano ceramikę bardzo długo w wielu miejscach na świecie, między innymi w neolitycznej osadzie w Biskupinie, zamieszkałej  6 tys lat temu. 

Dość szybko jednak na Bliskim Wschodzie do wypalania ceramiki zaczęto używać piecy garnacarskich. Najstarszy znaleziony pochodzi z Yarim Tepe i ma 8 tys lat. Mógł mieć kształt olbrzymiego ula dzikich pszczół – dlatego takie piece nazywa się piecami ulowymi. Być może powstał on jako większa wersja wcześniejszych piecy do wypiekania chleba. Miski i garnki wkładano do środka, a ogień rozpalano dookoła, wzdłuż ścian pieca, lub też piec od środka mógł posiadać półki, na których układano naczynia. Dzięki zamkniętej konstrukcji można było lepiej kontrolować dopływ powietrza, a więc uzyskiwać temperatury wyższe oraz bardziej równomierne, dzięki czemu wypalone miski i garnki były bardziej wytrzymałe.

Z kolei pierwsze koło garncarskie to już trochę późniejszy okres, ok 6 tys lat temu. Pierwsze z nich powstały prawdopodobnie w Mezopotamii i składały się z płaskiego talerza, o wystającym w dół wybrzuszeniu. Wybrzuszenie układało się na twardym podłożu – lub odwrotnie, zamiast wybrzuszenia płaski talerz mógł być stawiany na małym kamieniu pod spodem. W obu przypadkach garncarz mógł dzięki takiej konstrukcji kręcić talerzem tak jak kręci się zabawkowym bączkiem… tylko znacznie wolniej. Praca być może odbywała się w ten sposób, że garcarz równocześnie jedną ręką zakręcał kołem i utrzymywał je w pozycji, a drugą w tym samym czasie formował glinę. Dopiero ok. tysiąc lat później pojawiły się pierwsze koła zamachowe, czyli w gruncie rzeczy dwa koła, umieszczone na jednej, ustawionej pionowo osi. Koło dolne było większe i cięższe i garncarz mógł popychać je stopą, dzięki czemu obie ręce miał wolne.

Ceramika jest niezwykle ważna dla archeologii, ponieważ wszystkie te kubeczki, garnuszki, miski, amfory i garnki, można kształtować i ozdabiać na bardzo wiele sposobów i faktycznie, kultury prehistoryczne charakteryzują się olbrzymią różnorodnością metod wyrobu i dekoracji swojej ceramiki. A równocześnie wypalana glina, mimo iż krucha, potrafi przetrwać tysiące lat. Możemy więc dzięki znaleziskom ceramicznym śledzić rozwój neolitycznych kultur, ich migracje, oraz ich szlaki handlowe. Wrócimy do tego za chwilę.

Osadnictwo

Okej, więc mamy już odhaczone rośliny, zwierzęta, motyki, siekierki i garnki. Ostatniej rzeczy, jaką potrzebujemy, jest permanentne osadnictwo. Wróćmy do tego eksperymentu myślowego z początku filmu. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy częścią takiej małej mezolitycznej grupy łowców-zbieraczy i akurat na jakiś czas rozbiliśmy swoje namioty na brzegu rzeki. Rozglądamy się po okolicy: są tutaj lasy, w których żyją dzikie zwierzęta, w rzece na pewno są ryby, a wokół, na polanach, rosną dzikie trawy. Tak jak już mówiliśmy sobie o tym wcześniej, dzikie trawy stanowią dodatek do naszej diety – możemy je ściąć, zetrzeć ziarno w moździerzu na mąkę i zrobić z nich placki lub słodową zupę, jeśli akurat polowanie czy szukanie czegoś lepszego do jedzenia nie poszło nam za dobrze. Trawa nie ucieka i jest jej z reguły więcej niż pożywnych owoców i bulw. Co więcej, ziarno traw można przechowywać jakiś czas, zwłaszcza w suchym, zaciemnionym miejscu. Mimo iż trzeba się trochę napracować, aby mieć z niej te placki i zupę, dzika trawa to źródło pożywienia, na którym można polegać.

A więc polegamy na niej. Zbieramy jej więcej, ziarno staje się ważniejszym elementem naszej diety, składujemy je na później, oraz zaczynamy ją też sami rozsiewać. A skoro tak, skoro mamy już te pierwsze jeszcze pół-dzikie pola, oraz pierwsze małe spichlerze, to coraz mniejszą mamy ochotę przenosić nasze obozowisko. Kiedyś, to znaczy nie konkretnie my, ale nasi przodkowie, którzy przybyli tu po raz pierwszy, przenosili się z miejsca na miejsce przynajmniej kilka razy w roku. [97] My teraz myślimy sobie, że może by tak raz w roku tylko się przenieść, jak pogoda się zmieni? Tutaj będziemy mieszkać jak jest sucho, a gdzie indziej jak padają deszcze? Albo odwrotnie?

Migracje wiążą się też z ryzykiem napotkania innej grupy ludzi, którzy mogą wcale nie być przyjaźnie nastawieni. A z drugiej strony, przy sprzyjającym ekosystemie, jeśli tylko jeszcze trochę bardziej przesuniemy naszą dietę w stronę produktów, które możemy zrobić z tych dzikich traw, być może wcale nie będziemy musieli się przenosić. Poza tym trawa może przydać nam się nie tylko jako pożywienie – można na przykład ocieplić nią dom, który teraz już przestaje być namiotem. Nie musimy go już nosić ze sobą, więc namiot zastępujemy czymś stacjonarnym i wygodniejszym: chatą z drewna lub kamieni i na przykład o słomianym dachu.

Zaczynamy też myśleć o przestrzeni wokół nas w inny sposób. Ten dom jest nasz. Zbudowaliśmy go, włożyliśmy w niego dużo pracy i mieszkamy w nim na co dzień. W nim rodzą się nasze dzieci. W nim kiedyś umrzemy. Zresztą, gdzieś tu w pobliżu są groby naszych rodziców i dziadków, którzy mieszkali tu przed nami. Tu są nasze pola, które już stopniowo przestają być dzikie, a zamieniają się w prawdziwe pola uprawne, na których pracujemy. Tu są też nasze spichlerze. Krótko mówiąc, koncepcja własności prywatnej, która zapewne istniała już wcześniej, ale odnosiła się do przedmiotów, które można było ze sobą nosić, zaczyna ewoluować i rozciągać na własność budowli, własność ziemi, a w końcu bardziej abstrakcyjną własność terytorium, które staje się naszą ojczyzną.

Jeśli chodzi o utrzymanie się na tym terytorium, w dalszym ciągu polujemy, łowimy ryby i zbieramy dzikie rośliny. Ale raz, że nie migrujemy już, a więc nie dajemy przyrodzie czasu, aby się odrodzić, a dwa, że jest nas więcej. Populacja osady rośnie. W efekcie, zwierząt leśnych jest jakby mniej, ryb w rzece też, jak również dzikich jadalnych rośliń. Zmusza nas to do coraz większej zależności od trawy, którą teraz już nazywamy zbożem i uprawiamy – a skoro tak, to karczujemy las pod kolejne pola uprawne. [101] Co do zwierząt, co prawda tych dzikich jest mniej, ale udomowiliśmy niektóre z nich, karmimy je, wypasamy – a więc znowu, potrzeba miejsca pod pastwiska – i rozmnażamy. Nie musimy więc już polegać na dzikich zwierzętach, a co za tym idzie, dziki las przestaje mieć dla nas taką wartość jak dla naszych przodków.

W końcu karczujemy wszystko w promieniu jednego dnia drogi od osady, tak abyśmy – mimo iż osada urosła – byli w stanie wyjść rano z domu, iść do pracy na polu lub pastwisku, do zagród dla zwierząt hodowlanych i do spichlerzy z ziarnem. Gdy osiągniemy ten stan, dalszy rozwój osady zaczyna być trudniejszy. Radzimy sobie w ten sposób, że zaczynamy opuszczać osadę na jakiś czas – np. wypasanie krów lub owiec może mieć miejsce w odległości wielu dni od domu, będziemy więc kursować między osadą a pastwiskiem tam i z powrotem co jakiś czas. Prace na polu planujemy z góry, tak aby udać się na pole w odpowiednim momencie roku, wykonać co jest do zrobienia i wrócić po paru dniach. Wszystko to wymaga lepszej organizacji pracy zespołowej oraz zawierania coraz bardziej skomplikowanych umów. Idę wypasać krowy, a więc nie mogę zapewnić bezpieczeństwa rodzinie i doglądać prac w domu. Ktoś inny może to zrobić dla mnie – ale za pewną opłatą. Albo, nadchodzi czas zbiorów, a pole jest tak duże, że potrzebuję pomocy. Ktoś może mi w tym pomóc, mimo iż to nie jego pole ,ale znowu – muszę mu to wynagrodzić. Albo też, umiem robić garnki, więc co prawda pracuję na swoim polu, ale to pole może być mniejsze, bo ktoś inny sprzeda mi ziarno za garnek. Pojawiają się specjalizacje, a co za tym idzie komplikuje się handel – który na pewno istniał już w mezolicie, ale na mniejszą skalę – oraz pojawia się więcej nieporozumień i możliwości oszustw, co z kolei oznacza konieczność istnienia jakichś początków systemu prawnego, zapewne połączonego z autorytetem przywódcy osady, jak również być może w jakimś stopniu opartego o religię.

W pewnym momencie jednak dochodzimy do sytuacji, że populacja wioski jest tak duża, że nawet taki system nie jest w stanie jej utrzymać. Jakaś grupa mieszkańców musi po prostu opuścić wieś i znaleźć sobie nowe miejsce.  Ale to już nie są łowcy-zbieracze. To już są ludzie przyzwyczajeni do tego, że uprawiają ziemię, hodują zwierzęta i karczują lasy. Nie myślą o tym, że no, teraz możemy wrócić do starego stylu życia. Owszem, wciąż potrafią polować i zbierać – w gruncie rzeczy myśliwi nigdy nie przestali istnieć – ale w swoją drogę zabierają worki z ziarnem do obsiania nowych pól, stado krów, świń, lub owiec, oraz narzędzia potrzebne do budowy stacjonarnych chat. Gdy dotrą do nowego miejsca, wykarczują las, zbudują te chaty, założą pola i pastwiska i cykl rozpocznie się od nowa. Powstanie nowa osada, potem kolejna i kolejna… i tak będzie dopóki nie zabraknie urodzajnej ziemi na danym terytorium. A gdy to się stanie, zamknie się też droga do powrotu do mezolitycznego stylu życia, nawet dla tych, którzy tego chcieliby. Dzikich lasów będzie za mało; za mało będzie zwierząt na polowania, ryb do łowienia, oraz dzikich roślin jadalnych do zbierania. Uprawa roli i hodowla bydła stanie się koniecznością.

Neolit to pułapka

I w ten sposób docieramy do konkluzji, że neolit to w pewnym sensie pułapka.

Mezolityczni łowcy-zbieracze żyli w małych grupach i mieli zróżnicowaną dietę. Polowali, łowili ryby, zbierali dzikie owoce i warzywa, kradli miód dzikim pszczołom i robili placki lub zupy z ziarna dzikich traw. Owszem, z tego co wiemy, mniej więcej połowa ich niemowląt umierała – ale to samo działo się aż po czasy nowożytne – oraz czasami musieli głodować. Generalnie jednak ich życie było dość spokojne, higieniczne i mieli dużo czasu wolnego. Na podstawie badań antropologicznych współczesnych plemion łowiecko-zbierackich z Ameryki Południowej, Afryki i Nowej Gwinei możemy szacować, że przeciętnie pracowali 4h dziennie i część z tej pracy polegała na siedzeniu cicho w zaroślach. 

Na podstawie szczątków neolitycznych farmerów szacujemy, że żyli ok. 10 lat krócej niż ich mezolityczni przodkowie. Podczas gdy nastolatek z czasów mezolitu, który osiągnął wiek lat 15 i nie zabiła go żadna choroba wieku dziecięcego i nie zginął w zdarzeniu, przed którym jako dziecko nie mógł się uchronić, mógł liczyć średnio na kolejne 40 lat życia, a więc w sumie 55 lat. W neolicie, moimo teoretycznie wyższego poziomu technologicznego, taki nastolatek mógł liczyć tylko na kolejne 30 lat, czyli że dożyje 45. Jego lub jej dieta była dużo mniej zróżnicowana i brakowało w niej witamin.  Dorosły neolityczny farmer był niższy od swojego mezolitycznego przodka, bardziej chorowity, jego praca trwała od rana do zmierzchu, a do tego razem z całą swoją rodziną żyli na kupie – dosłownie i w przenośni. W wielu wczesnoneolitycznych osadach widzimy ciasne upakowanie chat i wysokie zagęszczenie populacji. [114b] Ludzie w tym samy miejscu żyli, jedli, załatwiali się i trzymali zwierzęta gospodarskie. Wiemy, że to właśnie w czasach neolitu wyewoluowało wiele bakterii i wirusów, które są z nami do dziś.

Badania naukowe a spekulacje

Oczywiście żadna pojedyncza osoba, żyjąca w takiej neolitycznej osadzie, nie mogła wiedzieć, do czego doprowadzi jej rozwój. Gdy rodzimy się i dorastamy, naturalnie uznajemy nasze otoczenie za coś normalnego. Co więcej, stopniowy rozwój osady możemy nawet interpretować jako coś pozytywnego – jest nas więcej, mamy więcej pól, więcej zwierząt, więcej zabudowań. Jesteśmy silniejsi i zamożniejsi niż kiedyś. Dopiero gdy nadchodzi epidemia, lub głód wynikający z wyeksploatowania zasobów, orientujemy się, że coś jest nie tak. [115] Rozwiązaniem takiego kryzysu najczęściej była całkowita lub częściowa migracja w nowe miejsce.  I to jest na tyle rozpoznawalny proces, że w gruncie rzeczy w kolejnych stanowiskach archeologicznych na Bliskim Wschodzie i Anatolii, a również później w Europie, widzimy regularny postęp. Im dalej od Lewantu, czyli wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego, tym osady są młodsze, zarówno gdy przesuwamy się od Syrii przez Anatolię do Europy, jak i gdy po łuku, wzdłuż Żyznego Półksiężyca, idziemy w stronę Mezopotamii.

Do Anatolii i Europy zaraz wrócimy, ale myślę, że warto w tym momencie zrobić małą dygresję. I tylko uprzedzam z góry: w tej dygresji będzie bardzo dużo „jeśli”, „gdyby”, oraz „nie wiem, ale tak mi się wydaje”. Celem tej dygresji jest w gruncie podanie przykładu, czym różni się solidna wiedza na podstawie znalezisk archeologicznych, od nawet naszych najlepszych tak zwanych „educated guess”.

Pomiędzy 8000 a ok. 7500 lat temu, na terenach północnej i wschodniej Mezopotamii, które nazywamy Żyznym Półksiężycem, rozwijały się równolegle trzy różne, lecz związane ze sobą kultury neolityczne: nazywamy je Halaf, Hassuna i Samarra. Nazwy te pochodzą od najważniejszych miejsc, w jakich znaleziono pozostałości tych kultur, głównie resztki glinianych naczyń. Niedługo później i aż po czasy niemal historyczne, czyli pomiędzy 7500 a 5700 lat temu, na południe od nich kwitła kultura ubaidzka, znowu nazwana tak od miejsca znaczących wykopalisk związanych z tą kulturą, Tel al-Ubaid, w pobliżu współczesnego miasta Nasiriyah w południowym Iraku, oraz również w pobliżu starożytnych, lecz nie aż tak starożytnych jak Tell al-Ubaid, miast Uruk i Eridu. Wiemy, że jeszcze później, właśnie od ok. 5700 lat temu, czyli 3700 lat p.n.e., tereny obecnego południowego Iraku były zamieszkiwane przez Sumerów. Zatoka perska sięgała wtedy dalej na północ niż obecnie i Uruk oraz Eridu leżały niemal nad samym brzegiem. Język sumeryjski, oraz pewne elementy ich kultury, wskazują na to, że byli oni ludem odrębnym od swoich sąsiadów z północy, czyli właśnie przedstawicieli kultury ubaidzkiej. Sumerowie i Ubaidzi żyli obok siebie na tych terenach przez jakiś czas.

Tyle wiemy na pewno. A teraz tak. Ponieważ w wykopaliskach archeologicznych nie widzimy śladów wielkich migracji lub inwazji, możemy wnioskować, że późniejsza cywilizacja akadyjska, która zajmowała właśnie północ i środek Mezopotamii, a następnie podbiła również południe, czyli Sumer, że ta cywilizacja pochodzi od przedstawicieli kultury ubaidzkiej. Akadyjczycy z kolei są przodkami Asyryjczyków i Babilończyków. Wiemy, że język akadyjski był językiem semickim, podobnym do współczesnych arabskiego i hebrajskiego. A biorąc pod uwagę proces stopniowej migracji neolitycznych rolników, możemy zgadywać – ale nie wiemy tego na pewno – że przedstawiciele kultury ubaidzkiej byli z kolei potomkami jednej lub być może wszystkich trzech wcześniejszych kultur neolitycznych z północnej Mezopotamii. A więc również oni – Halafici, Hassuńczycy i Samaryjczycy – mogli mówić językiem semickim. Sięgamy więc z naszym podejrzeniem nieprzerwanej kulturowej i językować ciągłości aż do roku 6000 p.n.e, lub jak kto woli 8000 lat temu. Tu niestety musimy się zatrzymać. Od końca kultury natufijskiej wciąż dzieli nas 3500 lat. To jest za dużo czasu, abyśmy mogli powiedzieć, że istnieje między nimi jakieś połączenie. Ale – i to moim zdaniem jest bardzo ciekawe „ale” – po drugiej stronie Lewantu w tym samym czasie rozwijają się neolityczne kultury delty Nilu, które potem rozwijają się w cywilizację starożytnego Egiptu. Język starożytnego Egiptu nie jest językiem semickim, ale razem z językami semickimi, oraz z językami berberskimi z północnej Afryki, oraz językami kuszyckimi z terenów współczesnej Etiopii i Somalii, tworzy językową rodzinę afro-azjatycką. Wydaje się więc, że powinno istnieć jakieś połączenie. Gdzieś na terenie Lewantu, lub w północno-wschodniej Afryce, wcześniej niż 8000 lat temu, mogła żyć grupa jeszcze wtedy mezolitycznych łowców-zbieraczy, lub wczesnych neolitycznych rolników, która posługiwała się wspólnym językiem, zwanym przez nas proto-afro-azjatyckim. I być może właśnie dzięki rewolucji neolitycznej udało im się zwiększyć swoją populację i ruszyć na podbój nowych ziem, zarówno do Mezopotamii, jak i do Afryki, na zachód i na południe.

Bardzo dużo “być może”, prawda? Wszystko co przed chwilą powiedziałem to tylko spekulacja – przeprowadzona na podstawie naukowych danych, ale jednak tylko spekulacja, czy też hipoteza. Badania, takie np. jak estymacje wielkości populacji, datowania wieku znalezisk, albo testy DNA, znajdują się w pewnych zakresach od-do. Łącząc ze sobą te wyniki i wybierając pewne mniejsze zakresy w ramach tych większych, możemy zbudować hipotezę, która wyjaśnia te wyniki, a równocześnie nie zaprzecza innym. Jak łatwo zauważyć, na podstawie tych samych danych można zbudować wiele hipotez. Ich prawdopodobieństwo będzie zależeć od łącznego prawdopodobieństwa rezultatów badań, na których się opierają. Na przykład, jeżeli mamy czaszkę datowaną na 7000 do 6500 lat temu, przy czym starszy kraniec tego zakresu wydaje nam się mniej prawdopodobny od młodszego, to hipoteza, która wymaga, by ta czaszka pochodziła sprzed 7000 lat i na pewno nie była młodsza, będzie mniej prawdopodobna od takiej, która dopuszcza późniejszą datę. Nadal jednak będzie w jakimś stopniu prawdopodobna. Aby ją odrzucić, potrzebnę będą dalsze badania.

A jednak, w internecie często można natknąć się na hipotezy, które w ogóle nie opierają się danych naukowych, albo wymagają wyników leżących daleko poza zakresami, które dostarczają nam badania. Dlatego tak ważne jest sięganie po źródła i odróżnianie badań naukowych od fantastycznych pomysłów autora. 

Myślę, że ten problem może być dobrym tematem na jeden z kolejnych filmów.

Proto-miasta

W 1963 roku w okolicy miasta Urfa w południowo-wschodniej Turcji odkryto pozostałości prehistorycznej osady. Początkowo pracujący w tym miejscu archeologowie nie spodziewali się wiele. Natrafiali co prawda na narzędzia z krzemienia, oraz duże kamienie, najwyraźniej przyniesione tu przez ludzi tysiące lat wcześniej, ale czasy były niespokojne, a znaleziska wydawały się przynajmniej w części pochodzić z dwóch starych muzułmańskich cmentarzy. Na poważnie prace w Göbekli Tepe, bo pod taką nazwą znamy to miejsce obecnie, ruszyły 20 lat później. Najbardziej charakterystycznym elementem wykopalisk w Göbekli Tepe są wyciosane ze skały wapiennej kolumny w kształcie litery T, niektóre wysokie na ponad 5m i ustawione w kręgach. Na powierzchni kolumn znajdują się płaskorzeźby, przedstawiające zwierzęta i geometryczne kształty. Ale Göbekli Tepe to dużo więcej niż tylko te kolumny.

Wzgórze, na którym znajdują się te kamienne kręgi, było zamieszkane pomiędzy 11.5 a 10 tys lat temu, czyli w czasach wkrótce po końcu Młodszych Drajów, oraz mniej-więcej w schyłkowym okresie kultury natufijskiej. Nie wiemy, czy zbudowali je ludzie kultury natufijskiej – Göbekli Tepe jest trochę dalej na północ niż stanowiska archeologiczne, które na pewno możemy tak zaklasyfikować. Gdy kolumny odkryto po raz pierwszy, wydawało nam się, że neolit rozpoczął się dobre 2000 lat później, przez co pierwsza teoria związana z Göbekli Tepe mówiła, że mogła to być świątynia wybudowana jeszcze przez mezolitycznych łowców-zbieraczy, którzy mieliby krążyć po terytorium obecnej południowo-wschodniej Turcji i północnej Syrii i przybywać tutaj co jakiś czasy, aby odprawiać obrzędy. W miarę jednak jak prace archeologiczne postępowały, stawało się jasne, że mamy do czynienia z ludźmi wczesnego neolitu. Wiemy obecnie o istnieniu osady wokół kamiennych kręgów. Ta osada stopniowo rozrastała się przez pierwszy tysiąc lat, a następnie została stopniowo porzucona. Znajdujemy ślady murów, oraz ścian domów z suszonej gliny, jak również pewne pozostałości, sugerujące uprawę, być może jeszcze dość prymitywnego zboża. Co więcej, w okolicy – w Karahan Tepe, Nevalı Çori i w kilku innych miejscach – znaleziono więcej kolumn udekorowanych płaskorzeźbami, oraz resztki permanentnych osad. Göbekli Tepe nie jest więcej, jak czasem można przeczytać w internecie, ewenementem, który na archeologicznej mapie świata pojawił się znikąd; nie jest też wcale nowym znaleziskiem.

W Nevalı Çori pomiędzy 10400 a 10100 lat temu znajdowała się już wyraźnie neolityczna osada. Jej mieszkańcy żyli w długich chatach, najwyraźniej wielorodzinnych. [119] W poprzek głównego pomieszczenia być może znajdowały się przepierzenia, a pod samym sufitem mogły być zbudowane antresole. Wiemy też o niewielkich tunelach, wykopanych pod ścianami, które miały być może odprowadzać dym z rozpalonego wewnątrz ogniska, lub może były wykorzystywane jako ściek dla nieczystości. Jak już mówiliśmy wcześniej, ludzie neolitu mieszkali w wiele osób na małej powierzchni. Było to z jednej strony pragmatyczne – chaty mogły być mniejsze, łatwiej było o utrzymanie ciepła, oraz tak było po prostu bezpieczniej. Z drugiej strony, w tych zamkniętych pomieszczeniach często palono ogień, gotowano posiłki, składowano resztki, a cały brud i kurz, ludzki pot i sierść zwierząt, wdeptywano po prostu w klepisko.

Innym ważnym miejscem na mapie wczesnego neolitu jest Jerycho, położone na terenie Palestyny, trochę na północ i zachód od Morza Martwego. Już 11500 lat temu, a więc u samego skraju kultury natufijskiej, w tym miejscu istniała mezolityczna, a więc zamieszkana tylko przez część roku osada.

W tym momencie musimy zadać sobie pytanie, „co to jest miasto”? Generalnie uważa się, że aby coś nazwać miastem powinno być na pewno większe od zwykłej wsi, ale o ile większe? Być może powinno mieć mury, ale co jeśli nie ma powodów, aby budować mury, bo nikt nie próbuje cię napadać? Albo może miasto to jest coś, co ma pałac, albo wielką świątynię, jakiś bardzo ładny duży budynek? No, to byłoby może i dobrym wyznacznikiem, ale mamy np. cywilizację doliny Indusu, co prawda dużo później niż Jerycho, ale tam odnajdujemy olbrzymią liczbę dużych osad, gdzie jedynym argumentem przeciw nazywaniem ich miastami jest to, że nie znajdujemy wśród nich specjalnie wyróżniających się wielkością budynków. Więc też nie.

Zależnie od przyjętej definicji, Jerycho możemy nazwać najstarszym na świecie miastem lub proto-miastem. Pierwotna mezolityczna, natufijska osada sprzed 11500 lat przetrwała tysiąc lat, po czym stopniowo zaczęła przekształcać się w permanentną osadę wczesnego neolitu. Jej mieszkańcy prawdopodobnie wciąż w dużej mierze polowali i zbierali dzikie rośliny, ale wspomagali tę działalność uprawą prymitywnego zboża. Chaty były małe i okrągłe, a zmarłych chowano pod ich podłogami. Wrócimy do tego jeszcze.

W okolicach 10 tys lat temu, a więc 8 tys lat pne, wybudowano mury i wieżę. Wieża miała 8.5m wysokości, była postawiona w jednym z najwyższych miejsc w mieście i była zbudowana z wapiennych bloków skalnych. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to nic takiego, 8.5m to tylko jakieś trzy piętra w bloku na osiedlu, ale w tamtych czasach była to najwyższa konstrukcja zbudowana przez człowieka.

Nie jesteśmy w stanie dobrze określić liczby ludności Jerycha. Górne szacunki mówią o 2-3 tysiącach ludzi, ale okresowo mogło ich być dużo mniej, może nawet 200 do 300. Problemem jest identyfikacja przeznaczeniu wielu pomieszczeń. Jeżeli nie mamy wyraźnych dowodów, że ktoś tu mieszkał, takich jak na przykład resztki paleniska, nie wiemy czy dane miejsce nie było jakimś magazynem żywności, oborą, czy po prostu szopą. Z tego co się zdążyłem zorientować, robiąc research do tego i poprzedniego filmu, szacunki ludności są w ogóle bardzo trudne i bardzo rzadko dokładne.

Podobnie na przykład ma się sprawa z szacunkami ludności innego proto-miasta, położonego obok współczesnego miasta Konya w środkowej Turcji Çatalhöyük. Çatalhöyük pochodzi z trochę późniejszych czasów – istniało pomiędzy 9500 a 7600 lat temu. Zostało odkryte na przełomie lat 1950-1960 i pierwsze szacunki mówiły o 5 do 7 tys mieszkańców. Obecnie uważamy, że było ich tak jakoś 9 razy mniej. W przeciwieństwie jednak do Jerycha, Çatalhöyük było miastem – lub proto-miastem – bardzo gęsto zaludnionym. Nie było w nim tak naprawdę ulic. Ludzie chodzili po dachach. Do domów wchodziło się po drabinie przez dziury w suficie, być może zasłonięte drewnianą lub wiklinową klapą, która jednak musiała być dość często odsunięta, ponieważ dziury służyły również za ujście dymu z paleniska na dole. W takim małym domu mieszkały wielopokoleniowe rodziny, ściany były dekorowane malunkami, na których powtarza się motyw byka. Jest to co prawda poszlaka, ale w tamtych czasach okolice Çatalhöyük faktycznie powinny były być dobrym miejsce do wypasu krów, możliwe więc, że mieszkańcy miasta tym właśnie w dużej mierze się zajmowali.

Kolejną charakterystyczną cechą Çatalhöyük jest proceder chowania zmarłych pod podłogami domów, podobnie jak w Jerychu. Wiemy o przypadkach pochówków powtórnych, to znaczy już pochowanego pod podłogą dziadka lub babcię wykopywano, ich resztki brały udział w jakiejś ceremonii religijnej, a następnie zakopywano je ponownie. Zwłaszcza czaszki musiały być ważnym elementem życia religijnego Çatalhöyük i Jerycha. Znajdujemy czaszki powleczone gliną, pomalowane ochrą, z kamykami w miejscach oczu. W kilku przypadkach nawet znaleźliśmy czaszki zakopane ponownie nie w tych grobach, z których je wydobyto. Nie wiemy czy miało to znaczenie religijne lub społeczne, czy może ktoś się po prostu pomylił.

Co więcej, zwyczaj chowania zmarłych pod podłogą zachował się do czasów dużo późniejszych. Podobne pochówki znajdujemy w miastach sumeryjskich i akadyjskich. Musiał być więc to zwyczaj, który wykraczał poza jedną kulturę i religię. Amanda Podany, autorka „Weavers, Scribes, and Kings: A New History of the Ancient Near East” zauważa, że jest to bardzo wyraźny argument, utwierdzający ludzi w przekonaniu, że tu właśnie, w tym mieście, w tym domu, jest ich miejsce na Ziemi. Jeśli Twoja matka leży pochowana pod podłogą Twojego domu, nie sprzedasz go tak po prostu i nie przeniesiesz w nowe miejsce. Nie. Będziesz walczyć o ten dom i będziesz walczyć o miasto i pola i pastwiska wokół miasta. Takie pochówki mogą więc wiązać się z początkami myślenia terytorialnego i wytyczania pierwszych granic między miastami i państwami – tym bardziej, że miasto i państwo jeszcze przez tysiące lat, aż do czasów Egiptu i Akkadu, znaczyło to samo.

Wygląd ludzi

O ile jednak widzimy pewną kulturalną ciągłość pomiędzy Çatalhöyük a Jerychem i Mezopotamią – ciągłość objawiającą się rytuałami religijnymi, ale też podobieństwem neolitycznej kultury materialnej – o tyle z badań genetycznych wiemy, że granice współczesnej Turcji i Syrii były w tamtych czasach również granicą pomiędzy dwiema grupami odróżniających się od siebie wyglądem ludzi. [125a] Dwie mutacje, która najprawdopodobniej odpowiadają za nasz jasny kolor skóry, powstały już w późnym paleolicie, możliwe że gdzieś w górach Kaukazu i stamtąd rozpowszechniły się na północ i południe. W okresie, który nas teraz interesuje, czyli ok. 9000 lat temu, a więc 7000 lat pne, anatolijscy farmerzy mieli więc stosunkowo jasną skórę – wyraźnie jaśniejszą od ich sąsiadów z południa – oraz ciemne włosy i oczy. Z kolei niebieski kolor oczu to wynik osobnej mutacji, która wystąpiła wśród europejskich łowców-zbieraczy. Istniał więc długi okres w historii Europy, kiedy duży odsetek jej mieszkańców miał ciemną skórę i włosy, oraz niebieskie oczy. Tu, dla przykładu, rekonstrukcja Człowieka z Cheddar, żyjącego 10 tys lat temu w południowo-wschodniej Anglii.

Migracje do Europy

U początków migracji neolitycznej z Anatolii do Europy, anatolijskich rolników było wielokrotnie, być może nawet 5 do 10 razy więcej, niż zamieszkujących Europę łowców-zbieraczy. Całkiem możliwe, że nieśli też ze sobą nowe choroby, na które Europejczycy nie byli odporni. Niestety ta tutaj mapka pokazuje daty tylko w latach przed naszą erą – będę więc trochę po niej rysował. Pierwsza faza migracji nastąpiła między 8700 a 8200 lat temu gdy nasi przodkowie dotarli do Grecji i na Bałkany. Istnieje hipoteza, że w tamtych czasach Bosfor, czyli przesmyk pomiędzy Morzem Czarnym a Morzem Egejskim, jeszcze nie istniał, a więc ludzie mogli przejść z Anatolii do Europy suchą stopą. Ale znaleziska na południu Grecji, a przede wszystkich na Cyprze i na greckich wyspach, w zasadzie udowadniają, że podróż odbywała się również za pomocą łodzi. Szacujemy, że przybysze praktycznie zastąpili europejskich łowców-zbieraczy na tym terytorium – badania genetyczne szczątków z tego i późniejszego okresu z Grecji dają wyniki zbliżone w 95% do tych z Anatolii. Tu, w Grecji i na południowych Bałkanach, nastąpił podział. Na północ i na zachód poszły grupy, które wyspecjalizowały się w uprawie roli w żyznych glebach u brzegów dużych rzek. Na podstawie wykopalisk coraz to młodszych osad możemy prześledzić ich wędrówkę w górę Dunaju i Renu. Na wschodzie dotarli wzdłuż dopływów Dunaju aż do Dniestru, na północy dotarli do Polski, a na zachodzie do północnej Francji. Tam, ok. 7000 lat temu, ich ekspansja zatrzymała się. [126a] Nazywamy ich kulturę kulturą ceramiki wstęgowej rytej, z powodu dekoracji znajdowanych na ich naczyniach glinianych, takich jak te. [127] Mieszkali w długich drewnianych domach, z przepierzeniem, antresolami –  podobnych przez to trochę do domów z  Nevalı Çori.  Nie wiemy nic o dekoracjach takich domów. Tu, na rekonstrukcji, dodano wstęgi i kropki inspirowane tymi pochodzącymi z ceramiki.

Druga ważna ekspansja miała miejsce wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego, na pewno przy pomocy łodzi. Tę kulturę nazywa kulturą impresso-cardium również z powodu charakterystycznych zdobień ceramiki w postaci wielu drobnych nacięć i wgłębień, układających się w długie linie. Ci potomkowie rolników z Anatolii opanowali półwysep apeniński, a więc współczesne Włochy, osiedlili się na wybrzeżach półwyspu iberyjskiego, a więc w Hiszpanii, jak również na Sardynii i Sycylii, oraz trafili nawet do północnej Afryki. W okolicach 7000 lat temu, 5000 lat pne, ruszyli z południowej Francji na północ i tam spotkali się w końcu kultury ceramiki wstęgowej rytej, od której oddzielili się jakieś 1700 lat wcześniej.

W ciągu całego tego procesu widzimy zastępowanie wcześniejszej mezolitycznej populacji nową, neolityczną. Mieszania się populacji jest niewiele. Nie mamy znalezisk wskazujących na bitwy, ale też musiałyby być to bardzo niewielkie potyczki, więc biorąc pod uwagę ile minęło czasu, nie ma w tym nic dziwnego. Z drugiej strony, przybysze byli uzależnieni od urodzajnej gleby na nizinach, autochtoni mogli się więc po prostu wycofać w góry i/lub dalej na północ.

Stabilizacja, dywersyfikacja i konflikty

Okolice roku 5000 pne – będę od teraz używał teraz „przed naszą erą”, bo jesteśmy już blisko czasów historycznych – to też czasy upadku jednej z tych dwóch głównych kultur neolitycznych w Europie, kultury ceramiki wstęgowej rytej. Jak widzimy na slajdzie, ekspansja zatrzymuje się i rusza dalej na północ dopiero tysiąc lat później. Doggerland, czyli lądowe połączenie między Brytanią a kontynentem, był już w tym czasie pod wodą, ale kanał La Manche nie jest znowu aż tak szeroki, a wiemy że przodkowie kultury ceramiki wstęgowej korzystali z łodzi, więc to na pewno nie sama geografia zmusiła ich do zatrzymania się. Odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało, być może należy szukać w znanych nam szlakach migracji tych dwóch kultur. Wydaje się, że ci neolityczni farmerzy byli na tyle uzależnieni od dobrej jakości gleby, że gdy zasiedlili już wszystkie spełniające ich oczekiwania tereny, bardziej opłacalne stało się dla nich takie rozpychanie się łokciami, to znaczy, szukanie miejsc na nowe osady pomiędzy tymi już istniejącymi, niż próba przeżycia w gorszych warunkach. Z kolei zbyt duża liczba ludności na zbyt małym terenie prowadziła do karczowania lasów i spadku jakości gleby w wyniku zbyt intensywnego użytkowania jej. A to prowadziło do dalszych napięć pomiędzy plemionami. Zaczęły się najazdy na sąsiadów, aby ich podbić, lub chociaż wygonić, albo żeby ukraść ich plony. W środkowej Bośni, w miejscowości Okolište, odkryto resztki osady z ok. 5200 roku pne. Mogło w niej żyć od 1500 do 3500 osób , więcej we wcześniejszym okresie  jej istnienia, mniej w późniejszym. Osada otoczona była palisadą, oraz dwoma kręgami fos. Żadna osada z czasów wcześniejszego europejskiego neolitu nie miała aż tak dobrej ochrony przed zagrożeniem z zewnątrz. Często wręcz wśród resztek wcześniejszych osad nie znajdujemy w ogóle śladów palisady. Z kolei w Schöneck w środkowych Niemczech odkryto masowy grób 26 osób. Niemal wszystkie szczątki noszą ślady uderzeń ciężkimi przedmiotami, zapewne kamiennymi toporami. Mają rozbite czaszki i połamane nogi. Oni sami tworzą różnorodną grupę: są wśród nich dzieci, kobiety i starzy ludzie po czterdziestce, co sugeruje, że zginęli w wyniku napadu bandy wrogich wojowników na ich wioskę. Wiemy też, że przed śmiercią zabici cierpieli na różne dolegliwości typowe dla tego okresu, takie jak awitaminoza, czy gruźlica. Awitaminoza jest często efektem nie tyle złej diety, co po prostu chronicznego głodu. Gruźlica z kolei to symptom życia w dość już dużych i kontaktujących się ze sobą społecznościach, co ułatwiało wybuchy epidemii.

Nie oznacza to jednak, że 5000 lat pne doszło do totalnej katastrofy. Nie. Katastrofa miała miejsce dopiero półtora do dwóch tysięcy lat później. 

Z badań genetycznych wynika, że to właśnie od okolic roku 5000 pne następuje trochę większa integracja neolitycznych rolników, z wciąż jeszcze żyjącymi w Europie mezolitycznymi łowcami-zbieraczami. Ostatni z nich mogli wciąż jeszcze żyć nawet zaledwie 3500 pne na terenach Skandynawii, Brytanii i Irlandii. Kilka lat temu na duńskiej wyspie Lolland znaleziono doskonale zachowany kawałek żywicy z odciskiem zęba. Żywicę datowano na 3600 lat pne i udało się wydobyć z niej DNA młodej kobiety lub dziewczynki, dla której ten kawałek żywicy był najwyraźniej gumą do żucia. Nazwano ją Lola. Wiemy, że miała ciemną karnację i niebieskie oczy, a więc albo sama należała do jakiegoś mezolitycznego plemienia, albo być może żyła już w kulturze neolitycznej, ale w bardzo dużym stopniu pochodziła od wcześniejszych mezolitycznych mieszkańców Europy. 

W tych czasach nastąpiła również wyraźna dywersyfikacja kultur neolitycznych. Na wybrzeżu Atlantyku pojawiają się struktury megalityczne, czyli tak zwane menhiry, wielkie skały postawione pionowo i często dekorowane charakterystycznymi płaskorzeźbami w kształcie okręgów i spirali. My kojarzymy je najczęściej z Asteriksem i Obeliksem, a co za tym idzie z Celtami i druidami, ale w zasadzie wszystkie one powstały dużo wcześniej zanim Celtowie przyszli na te ziemie. Co jeszcze może być ciekawe, znajdujemy podobne płaskorzeźby megalityczne wzdłuż zachodniego wybrzeża, oraz później, gdy już neolit dotarł do Brytanii, właśnie tam – tak jakby była to ta sama neolityczna kultura, która zasiedliła całe wybrzeże, ale tylko trochę spenetrowała wnętrze kontynentu. Samo Stonehenge powstało w okolicach 3000 lat pne, czyli pod sam koniec neolitu.

Dalej na wschód natrafiamy na ślady licznych kultur neolitycznych, odznaczających się ceramiką o charakterystycznych kształtach, od których często pochodzą ich nazwy. Nie chcę opowiadać o nich wszystkich, bo zajęłoby to jeszcze kolejną godzinę. Różnice pomiędzy tymi kulturami widzimy w sztuce, głównie właśnie w garncarstwie, zapewne również możemy założyć, że ich przedstawiciele mówili różnymi językami i mieli zróżnicowane wierzenia, o czym możemy wnosić np. z różnych metod pochówku zmarłych, ale nie wydaje się, aby ich życie codzienne było od siebie bardzo różne. Zajmują się hodowlą zwierząt, uprawą zboża, do tego łowiectwem i rybołóstwem, handlują między sobą, wytwarzają ceramikę, wyrabiają ser i być może również piwo. Mutacja, dzięki której dzieci nie tracą z wiekiem umiejętności trawienia mleka, pojawiła się prawdopodobnie już 10 tys lat temu, a więc 8000 lat pne, wśród neolitycznych pasterze na Bliskim Wschodzie, ale na Bliskim Wschodzie i w południowej Europie w diecie ludzi dużo większą rolę grają produkty zbożowe, więc ta umiejętność nie ma tak wielkiego znaczenia dla przetrwania. Dopiero gdy neolit dociera dalej na północ Europy i mieszkańcy tego regionu zaczynają bardziej polegać na wypasie krów, selekcja naturalna powoduje rozpowszechnienie się tolerancji laktozy.

Najstarsze ślady serowarstwa na świecie znaleziono na Kujawach. Pochodzą z okolic 5500 lat pne. Na terenie obecnej Polski, od 3900 roku pne, istniał również ośrodek wydobycia krzemienia, w nomen omen Krzemionkach niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego, a trochę później, od 3700 pne, znowu na Kujawach, budowano podłużne grobowce z wielkich głazów.

Z kolei pierwsze ślady użycia radła – prymitywnej wersji pługu – w postaci płytkich prostych wgłębień w glebie, znajdujemy w warstwach pochodzących sprzed 4000pne, w okolicach Sion w Szwajcarii.

Dalej na wschodzie Europy, na terenach obecnej północno-wschodniej Rumunii, Mołdawii i zachodnio-południowej Ukrainy, pomiędzy 5800 a 3000 lat pne kwitła kultura, którą znamy pod nazwą Kukuteni-Trypile, od dwóch głównych związanych z nią stanowisk archeologicznych. Charakteryzowała się pięknie zdobioną ceramiką, oraz olbrzymimi jak na tamte czasy osadami, w których mogło żyć może nawet do 40 tysięcy ludzi. Cała populacja mogła sięgnąć nawet miliona. Zapewne ma to związek z bardzo żyzną glebą tego regionu, ale może również pewnymi nowymi usprawnieniami – takimi właśnie jak radło. Zresztą, od początku czwartego tysiąclecia pne widzimy dalszą ekspansję na terenach Brytanii i Skandynawii, co może sugerować, że w ciągu poprzedniego tysiąca lat doszło do jakichś zmian, które umożliwiły uprawę zboża w trudniejszym klimacie.

Epoka miedzi

Od roku 5000 możemy też mówić o chałkolicie… to znaczy chalkolicie, czyli epoce miedzi w Europie; od greckiego „halkos” – „miedź”. Na ten okres datuje się stanowisko archeologiczne w Belovode w Serbii gdzie odkryto ślady wytapiania miedzi. [142b] Jak wszystkie nowinki technologiczne w tamtych czasach, miedź przybyła do Europy z Bliskiego Wschodu, najpierw w postaci przechodzących z rąk do rąk w ramach handlu narzędzi, a następnie samej technologii wydobycia i wytopu. Miedź jednak nie zastąpiła kompletnie krzemienia – widzimy raczej współistnienie narzędzi miedzianych i krzemiennych, tak jakby miedź była być może symbolem statusu społecznego, lub wartościowym materiałem, przydatnym w handlu, ale jej funkcje praktyczne nie przewyższały wystarczająco starszej technologii ociosywania i polerowania krzemieni, aby ludzie kompletnie porzucili starszą technologię.

Dobrze ilustruje to przypadek Otziego, człowieka z ok. 3300 lat pne, którego ciało znaleziono w Alpach dokładnie na granicy Włoch i Austrii. Miał przy sobie miedziany toporek, ale miał też małe noże z krzemiennymi ostrzami, a strzały do jego łuku również były zrobione z krzemienia.

Koniec neolitu w Europie

Pomiędzy 3400 a 3000 lat pne obserwujemy nagle znaczną depopulację Europy. Tak znaczną, że w Brytanii prawdopodobnie porzucono rolnictwo na ponad tysiąc lat – aż do epoki brązu, być może związanej z kolejną migracją z kontynentu, znajdujemy już tylko ślady społeczności pasterskich i łowiecko-zbierackich.  W całej Europie od Atlantyku aż po Ukrainę znajdujemy ślady porzuconych osad i dużo mniejszą ilość nowych. Proponowanymi powodami tego stanu rzeczy jest ciągłe pogarszanie się jakości gleb w związku z nadmiarną ich eksploatacją, karczowaniem lasów i przeławianiem rzek i jezior. Inna popularna teoria mówi o pladze dżumy – pałeczki dżumy znaleziono w szczątkach ludzi z tego okresu na stanowiskach archeologicznych w Łotwie, Szwecji i w Niemczech.

Ale nawet jeżeli dżuma faktycznie zabiła dużą część populacji neolitycznej Europy – jak zwykle strasznie frustrujące jest to, że nie potrafimy dobrze określić o jakich liczbach mówimy – i nawet jeśli doszło do epidemii głodu, w związku z małymi zbiorami i brakiem dzikiej zwierzyny i ryb, być może kultury neolityczne tzw. starej Europy dałyby radę przetrwać i się odrodzić. Ostatnim gwoździem do ich trumny stała się ekspansja kolejnej grupy naszych przodków – Indo-Europejczyków. To oni prawdopodobnie udomowili konie, oraz wykorzystali koła do budowy powozów. Koła znajdujemy już wcześniej – np. w Turcji, albo później ale w innych kulturach, jak wśród Majów w Ameryce Środkowej – ale wyłącznie jako sposóļ na poruszanie dziecięcych zabawek. Dopiero 3000 lat pne znajdujemy duże koła, wykorzystywane do poruszania powozów, ciągniętych przez konie i woły, w śladach kultury grobów jamowych, która powszechnie uważana jest za kulturę indo-europejską.

Indo-Europejczycy zrobili zawrotną karierę na całym kontynencie. W 2700 roku pne byli już w środkowej Europie, w 2400 pne docierają do Brytanii, wcześniej jeszcze podbijają Grecję i skręcają do Anatolii. Z drugiej strony, na wschód docierają aż do obecnej Mongolii, a na południowy-wschód do Indii i na wyżynę irańską. Wraz z ich postępem Europa wchodzi w epokę brązu.

Co pozostało ze starej Europy? Na pewno przed najazdem obronili się Baskowie. Ich język jest jedynym współczesnym językiem, pochodzącym z czasów pre-indo-europejskich. Również Etruskowie, oraz sąsiadujące z nimi plemiona z terenów obecnych północnych Włoszech i Szwajcarii, zachowali odrębność. W języku etruskim mówiło się jeszcze w pierwszym wieku pne. O innych grupach, które w jakimś stopniu przetrwały indo-europejski najazd, wiemy bardzo niewiele. Wydaje się, że późniejsze kultury brązu na Sardynii i Krecie mogły wywodzić się od kultur neolitycznych, ze względu na brak nagłych zmian w wykopaliskach, oraz położenie na wyspach, co ułatwiało obronę przed najeźdzcami. Z drugiej strony, wiele języków indo-europejskich wykazuje pewne naleciałości, które sugerują, że obie kultury – nowa indo-europejska i stara, lokalna neolityczna – współistniały przez jakiś czas.

Prehistoria to z definicji okres, z którego nie mamy źródeł pisanych. Archeologia zrobiła niesamowite postępy w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat: jesteśmy w stanie datować znaleziska na podstawie mikroskopijnych resztek organicznych, potwierdzać pochodzenie ceramiki i krzemienia z ośrodków odległych o setki kilometrów od miejsca ich odkrycia, oraz śledzić migracje ludzkie na podstawie testów DNA. Mimo to, nie mamy dostępu – i prawdopodobnie nigdy nie będziemy mieli – do całych dziedzin wiedzy o ludzkiej prehistorii. [149] Nawet określenie wielkości populacji sprawia olbrzymie problemy. Wiele chat wybudowanych bez fundamentów mogło w ogóle nie zostawić śladów w stanowiskach archeologicznych, a z drugiej niektóre ze znajdowanych pomieszczeń zapewne było składami żywności, stodołami, lub szopami. Z wykopalisk możemy się domyślać pewnych rzeczy o kulturze materialnej paleolitu i neolitu, ale bardzo wiele z niej uległo bezpowrotnie zniszczeniu – przedmioty z drewna i wikliny, ubrania, barwniki dekoracji, wszystko to rozłożyło się w ziemi. A gdy pomyślimy o kulturze niematerialnej, o językach, religiach, opowieściach przy ognisku, strukturze społecznej – bez źródeł pisanych nie jesteśmy w stanie powiedzieć o nich prawie nic.

Outro

Co jednak jest pewne ponad wszelką wątpliwość, to że Europa jest kontynentem o bogatej i złożonej historii. Domem kolejnych kultur, które przybywały ze wschodu w wielkich falach migracji, zastępując, ale też czasem mieszając się ze starszymi mieszkańcami. Po neandertalczykach przyszli paleolityczni łowcy-zbieracze, po nich neolityczni rolnicy, a w końcu po nich Indo-Europejczycy. Nieważne w jakim miejscu w Europie lub Bliskiego Wschodu żyjemy, jeśli spojrzymy wystarczająco daleko w przeszłość, zobaczymy, że nasze korzenie są wspólne. A jeszcze wcześniej, niemal sto tysięcy lat temu, wszyscy, dosłownie wszyscy, wyszliśmy z Afryki.

W przygotowaniu tego filmu jak zwykle olbrzymią rolę grała anglojęzyczna Wikipedia, ale też wszystkie te oto prace artykuły i prace naukowe. Co do książek:

  • Korzystałem z „The First Farmers of Europe” Stephena Shennana. Niestety jest dość ciężka książka, nie porywa fabułą, za to pełna jest tabelek i długich list co gdzie zostało znalezione i z jakich czasów pochodzi.
  • „Weavers, Scribes, and Kings”, Amandy Podany, jest za to świetnie napisaną i bardzo wciągającą pozycją o codziennym życiu w Mezopotamii. Zwłaszcza pierwsze rozdziały dotyczą czasów Sumeru i Akkadu, a autorka daje nam dość informacji, aby móc ekstrapolować je w przeszłość i domyśleć się czegoś na temat społeczeństw neolitu na tych terenach.
  • Polecam również gorąco „The Dawn of Everything – A new history of humanity” autorstwa Davida Graebera oraz Davida Wengrowa. Autorzy przytaczają dziesiątki przykładów na temat codziennego życia prehistorycznych społeczeństw i podczas gdy ja w tym filmie skoncentrowałem się na Bliskim Wschodzie i Europie, „The Dawn of Everything” w dużej mierze opisuje prehistoryczną Amerykę.
  • Z podobnych powodów polecam książki „1491” oraz „1493” Charlesa C. Manna. Mają one już swoje lata, ale wiele z hipotez, które autor stawiał, z czasem okazało się bliskich prawdy. Co prawda amerykańskie społeczeństwa prekolumbijskie nie do końca pasują do naszej europejskiej definicji neolitu, ale ze względu na ich odseparowanie od reszty świata, studia nad nimi są one i tak najlepszym co mamy.
  • Kolejną pozycją jest „Primitive Technology”,  Johna Planta. Autor prowadzi kanał na YouTube, na którym dokumentuje swoje eksperymenty w budowie cywilizacji od zera. Z jego filmów i książki możemy się dowiedzieć jak zbudować dom, uprawiać ogródek warzywny, mielić mąkę i wypalać glinę.

Polecam też kanał Stefana Milo, jeden z najlepszych kanałów archeologicznych na YouTube, głównie o ludzkiej prehistorii, ale nie tylko; oraz galerie Toma Bjorklunda oraz braci Kennis & Kennis. Tom rysuje realistyczne portretu ludzi z czasów prehistorycznych i historycznych, bracia Kennis zajmują się naukową rekonstrukcją. Co do podcastów, „Nerdy Nocą” mają serię rozmów od prehistorii po Egipt i Babilon. Polecam również „Radio Naukowe” gdzie raz po raz pojawiają się wywiady z archeologami i historykami starożytności.

I to wszystko. Zapraszam do polajkowania i subskrybowania. Jak już być może wiecie, napisałem powieść fantasy osadzoną w prehistorii i tu na kanale stopniowo udostępniam odcinki audiobooka, ale stopniowo będę coraz częściej publikował filmy o prehistorii człowieka i początkach cywilizacji. Na codzień możecie znaleźć mnie na discordzie Czerwia Fantastycznego. Linki do książki, discorda, i wszystkie inne też, umieszczam pod spodem, w opisie filmu.

Dodaj komentarz